#V0Z3A
Ludzi przybywało, wiec siła rzeczy musiałam się troszkę do niego przesunąć, ponieważ stojący tłum robił się coraz gęstszy. Tak sobie siedzieliśmy, uśmiechając się do siebie od czasu do czasu. W pewnym momencie autobus lekko przyhamował. Dzielnie złapałam się rurki, ciesząc, że nie spadłam z siedzenia. Poprawiając się, zauważyłam, że mam coś mokrego na nodze. Może jakaś woda wylała się ze sportowej torby towarzysza podróży - pomyślałam wtedy.
Minęło 10 minut i zobaczyłam jak wyciąga coś z torby i łapie się za głowę. Widać było, że coś go wyraźnie zdenerwowało. Zobaczyłam jak nerwowo stuka na klawiaturze telefonu wiadomość. Stwierdziłam, że warto zerknąć. Rzuciło mi się w oczy jedno słowo: "MOCZ". Nie wiedziałam co robić, przez moją głowę przebiegły setki myśli.
Przecież nie zapytam faceta czy wylały mu się w torbie siki, jednocześnie mocząc moje rajstopy. Miałam nadzieję, że ten mocz nie miał związku z tym co się stało. Przestałam się łudzić, kiedy na przystanku końcowym naszej trasy, zobaczyłam jak wyrzuca do przystankowego kosza, pojemnik bez połowy zawartości. Charakterystyczny pojemnik z czerwoną pokrywką. Sic!
Jak pracowałam w laboratorium medycznym (przy ladzie) wszedł facio i rzucił na ladę siatkę z czymś +- wielkosci małej kapusty- chlast. -CO TO? - KUPA MAŁPY. Facio był z Zoo. Siata (!!!!!)
XD
fuj...