To było w podstawówce, w 4 albo 5 klasie. Zbliżał się koniec roku. Miałem do zrobienia zadanie z matematyki, zostawiłem je na ostatnią chwilę, a okazało się, że nie potrafię go rozwiązać. Byłem zagrożony z matematyki i bardzo potrzebowałem dobrą ocenę z tego zadania, nie mogłem sobie pozwolić aby pójść do szkoły bez niego. Siedziałem przy stole przed domem, rodziców nie było. Byłem zdesperowany, więc zacząłem się głośno modlić o pomoc.
Usłyszał mnie wiecznie pijany sąsiad alkoholik, powiedział "No daj to, zrobię ci". Zrobił w 10 minut, dostałem piątkę.
Dodaj anonimowe wyznanie
A myślisz, że alkoholicy nigdy wcześniej nie chodzili do podstawówki ?😉
No patrz co z tego wyniklo. Z drugiej strony, liczyc sie nauczyl.
Moral z tego taki, ze nauka w szkole i tak, zda sie na nic jak masz zapędy alkoholika 🤔😁
On dostał piątkę...
U mnie na dzielnicy mieszkają tacy dwaj bracia "jabolki" - lokalni żule, żyjący ze zbierania puszek, żebrania, prac dorywczych i opieki socjalnej. Wbrew pozorom nie są wcale tacy głupi. Obaj mają pozdawane matury, jeden nawet coś tam studiował, potrafią sami wypełnić PIT (czego nie wszyscy dorośli potrafią), o wyliczaniu w pamięci ile im brakuje do flaszki nie wspominając.