#UoyAg
By zwrócić na siebie większą uwagę, udawałem totalną niemotę. Że nie widzę nic z tablicy, coś specjalnie źle przepisałem - by pokreśliła mi po zeszycie. Źle czytałem jakieś słowa, by tylko mnie poprawiła. I inne głupie zachowania z lekkimi uśmiechami.
Na każdych zajęciach z nią miałem "motylki w brzuchu". Patrzyłem na nią jak na dzieło sztuki, a kiedy na mnie spojrzała, chowałem te maślane oczka niewinnie. Pisałem o niej wiersze, marzyłem o tym, by na lekcji nie było nikogo poza nią i mną. Nawet opowiedziałem kumplowi, że chciałbym, by nas zamknięto samych w sali "przez przypadek". A ten wziął to na serio.
Poranna lekcja, nie było nikogo poza mną i nauczycielką w sali - grupa się zmówiła, o czym poinformowano mnie parę dni później. Ona powiedziała mi, że pójdzie po jakąś kserówkę dla mnie. Po chwili wpadł do sali mój kumpel, wyrwał z drzwi klucze i wyszedł z uśmiechem na całą gębę. Po może 10 min razem z obiektem westchnień usłyszeliśmy, jak ktoś grzebie w zamku. Zamknięto nas. Moja muza nie spanikowała, napisała SMS do jakiejś nauczycielki i powiedziała, że ktoś przyjdzie nas wypuścić na przerwie. Robiłem zadania z jej pomocą.
A w końcu przemogłem się i skorzystałem z danej mi szansy. Wyznałem jej prawdę, że bardzo ją lubię, podziwiam. Nie odpowiedziała, to dodałem, że chyba się w niej zakochałem. Uśmiechnęła się wtedy, nadal nic nie mówiąc. Zapytałem, czy poszłaby ze mną na kawę do niezbyt popularnej knajpki. Wtedy przemówiła, że też mnie lubi, jednak ma męża, dziecko i jest ode mnie dużo starsza. Zatkało mnie, zrobiłem się czerwony i było mi duszno.
Nigdy nie było mi tak wstyd, jak wtedy. Siedzieliśmy w niezręcznej ciszy do dzwonka, ona patrzyła się na mnie, a ja na swoją kserówkę. Potem uciekłem do domu z niewiedzy, co ze sobą począć.
Za ok. dwa tygodnie przeniosłem się do grupy pani, która uczyła drugą połówkę mojej klasy. Wymieniłem się z koleżanką, która od długiego czasu chciała się zamienić, ale nie było na taką umowę chętnych.
Na każde przypadkowe spotkanie z byłą nauczycielką lekko się uśmiechałem i schodziłem jej z drogi. Robiłem tak do końca szkoły średniej. Na ostatnim zakończeniu przemogłem się i wręczyłem jej bukiet kwiatów, przepraszając i dziękując. Przytuliła mnie i mrugnęła okiem, życząc powodzenia w życiu.
W sumie to nauczycielka zachowała się spoko, ty zresztą też. I brawa dla Ciebie za powiedzenie jej prawdy.
Mocny plusik dla kumpla kozaka.
Fajne, pozytywne wyznanie 🤓
Spoko kolega. XD
Nie wiem czy ja bym mu dziękował, czy przywalił. Powiesz jaka była Twoja reakcja?
"Ty w mojej klasie uczysz języka angielskiego
I gdy idziesz korytarzem, chłopaki w milczeniu
Oni patrzą za Tobą, lecz nigdy Tobie w oczy..."
"...oprócz mnie, jednego, najbardziej nagrzanego..."
wiem jak to jest coś odczuwać do osoby starszej od ciebie o kilka czy nawet kilkanaście lat jak to w moim przypadku, jest to cholernie smutne.
Tak, z doświadczenia mogę powiedzieć, że nieodwzajemnione uczucie do dużo starszej osoby jest trudne i przykre
ZjadaczKsiazek bo jak wiadomo nieodwzajemnione uczucie do rówieśnikami czy dużo młodszej osoby już trudne i przykre nie jest.
Feniks06 nie mówię, że nie jest. Odpowiadam na komentarz odnośnie zauroczenia starszymi osobami, nigdzie nie napisałam, że tylko osoby takie jak ja (zakochane w starszych) maja prawo w ogóle mówić o jakimkolwiek cierpieniu. Jakbym nie dodała "nieodwzajemnione" to pewnie znalazłby się osoba mówiąca, że istnieją pary z dużą różnicą wieku i nikt nie cierpi. Ehh, ludziom nie dogodzisz...
A ja powiem inaczej - smutne jest też odwzajemnione. Byłam z mężczyzną 25 lat starszym, mimo tego że ciągle nas coś łączy nie jesteśmy razem, bo oczekujemy od życia innych rzeczy i jesteśmy na bardzo różnych etapach. :(
Dla mnie zawsze było obleśne podkochiwanie się w nauczycielce.
Miłość nie wybiera (:
Nie wybiera, ale nie każdy jest na tyle nierozsądny żeby brnąć w zakazaną miłość.
nimf hhahaha