#2XoRO
Pierwsze sygnały zacząłem dostrzegać już na etapie podstawówki, gdy próby proszenia o pomoc z pracą domową z każdym nowym tematem częściej kończyły się fiaskiem. Zwyczajnie poziom trudności zadań zaczął przerastać umiejętności rodziców. Matka pracowała całe życie w jednym sklepie, gdzie głównie sprzątała i wykładała towar. Na początku próbowali nauczyć ją pracy na kasie, jednak nie było dnia, by nie wróciła zła na siebie ze względu na źle wydaną resztę i nie były to drobne potknięcia - potrafiła wydać resztę większą od kwoty, którą dostała od klienta. Ojciec to budowlaniec, który od dzieciaka (zaczął w wieku 10 lat) pracował w ten sposób, najpierw z moim dziadkiem, potem ze znajomymi. Choć z tego co wiem, w głównej mierze też robił tam za tragarza, bo przy innych zadaniach potrafił solidnie narozrabiać przez brak pomyślunku.
Kończąc podstawówkę, miałem już na głowie wszystkie formalne sprawy rodziny. Wszelkie pisma i sprawy urzędowe spadały na mnie, rodzice nie potrafili zrozumieć ani słowa z formalnych listów, które otrzymywaliśmy. To ja musiałem dowiedzieć się co z danym pismem zrobić i jak właściwie załatwić formalności, a internetu jeszcze wtedy nikt nie miał, więc nie było jak szybko i wygodnie sprawdzić u "wujka Google". Z czasem, by nie musieć całych dni spędzać na załatwianiu spraw dwójki dorosłych ludzi, zacząłem przesiadywać w warsztacie sąsiada, gdzie tenże naprawiał wszelaką elektronikę. Elektronika z tamtych czasów była nieporównywalnie prostsza, było trzeba mocno się postarać, by ją zepsuć, co w skrócie oznaczało, że naprawa jest albo bardzo prosta, albo czegoś już nie da się naprawić. Nienaprawialne akcesoria zaczęły trafiać w moje ręce, bym przez majsterkowanie zaczął się uczyć fachu. Tak zrodziła się moja pasja, która w końcu została skumulowana w komputerach, co przerodziło się w zapał do tworzenia oprogramowania, czym do dziś się zajmuję.
Któregoś razu trafiła nam się perełka - skaner. Były to czasy, gdy o takich cudach mało kto w ogóle słyszał. Byłem zafascynowany, opowiadałem o tym w domu. Rodzice zrozumieli tyle, że wszystko co papierowe, można skopiować. Następnego dnia zostałem zaczepiony przez ojca, który wcisnął mi w rękę banknot i zapytał ile kopii jestem w stanie zrobić, by "starczyło na samochód". Nie dał się przekonać, że jest cała masa argumentów przeciwko spełnianiu takiej prośby. Mocno się obraził.
Dziś jestem programistą. Nijak nie potrafię zrozumieć, jakim sposobem "trafiło mi się" na tyle dobre uwarunkowanie intelektualne, gdy u rodziców jest w tym zakresie problem.
Czasem dziedziczymy cechy po dziadkach, a nawet pradziadkach.
A czasami po sasiadach, znajomych, listonoszach
Dziedziczymy cechy przedewszystkim po dziadkach, babciach, jeżeli chodzi o uwarunkowania intelektualne i zachowawcze.
Zihat możesz podać jakieś źródła? Zaciekawiło mnie to i chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej 😁
W niektórych źródłach jest jednak, że i inteligencję dziedziczy się po matce, ale chętnie kiedyś poczytam które mówią o dziadkach.
Znam faceta, który bardzo pasuje do opisu Twoich rodziców. Jego cechy wzięły się z niedotlenienia mózgu jakie sie przytrafiło gdy miał kilka dni. Więc jest to cecha nabyta, być może urodził się inteligentny, jak jego rodzeństwo. Ma żonę podobną do siebie i całkiem mądre dzieci.
O nim lekarze mówili 'opóźniony w rozwoju'.
Nie bójmy się tego powiedzieć - są ludzie głupi. Nie opóźnieni, pokrzywdzeni przez choroby, a po prostu głupi. Sama znam takich - pochodzą z normalnych domów, może trochę biednych rodzin i mają problem ze zrozumieniem pisma z urzędu. Z wypełnieniem czegoś w banku. Nawet podstawowe słowa piszą z błędami. "dziedzko, pułka, ksionżka" to tylko łyżeczka z morza tych błędów. Czasami wykręcają się dysleksją, a czasami wprost mówią, że im takie rzeczy są do niczego nie potrzebne, bo przecież każdy ich zrozumie - połowa postów "madka polka fejsbukowa" to kropka w kropkę ich słowa ;__; i potem gadasz z takim, a on nie umie skonstruować zdania, które ma więcej niż siedem wyrazów. Kurna, jak mnie to wkurza..
Nie mów tak. Za każdym razem gdy tak mówisz jakiś social justice warrior wiesza się na linie.
Etanolan ma racje. Obecne pokolenie bardzo często jest nacechowane pogardą wobec rodziców. "Nic im nie jestem winien bo na świat się nie prosiłem", "nie mam za co być wdzięczny bo wychowanie mnie i utrzymanie to ich obowiązek", "skoro mama się z Tobą poklocila to wprowadź się, odetnij i zerwij wszystkie kontakty", "w dupie ich miej i pozwij o alimenty", "skoro zarobiłeś kasę to nie po to by oddawać ja rodzicom na mieszkanie. To ich zasrany obowiązek Cie utrzymywać". To są zdania które często słyszę w tej czy innej formie, dość często również czytam takie opinie w komentarzach.
Można odnieść wrażenie, że starzy są tylko po to by takie mimozy utrzymywać, kupować ciuszki, telefonii, komputery, wysyłac na wakacje i sponsorować imprezy. A jak się już mimoza usamodzielni to rodzice mają wypierdalać jak najdalej bo to tylko kula u nogi która hamuje rozwój tego fantastycznego syna ludzkości.
@Feniks06
To nie bierze się znikąd, zazwyczaj dlatego, że wszystko w domu opiera się na pieniądzach i nie liczą się inne wartości czy uczucia.
@hadeka
Hmmm... być może. Nie neguje wpływu wychowania. Jednak każdy z nas w końcu staje się dorosły, ma swój rozum i tłumaczenie tego tym, że "bo w domu liczyły się tylko pieniądze" to dla mnie znowu zrzucanie odpowiedzialności za siebie na rodziców.
To tylko przypuszczenie wysnute na informacjach z wyznania... Ale nie mam pewności czy można mówić o debilizmie w sytuacji, w której żadne z rodziców nie miało właściwie jak się sprawdzić w systemie edukacji, skoro wychowani byli na pracowników fizycznych (zwłaszcza przykład ojca). Być może w innym środowisku byliby to przeciętni ludzie? I trochę niesprawiedliwe jest mierzenie intelektu przez pryzmat robienia zadań domowych, wypełniania papierologii czy ogarnianiu technologii. Przykład z pieniędzmi również bardziej świadczy tu o ogromnych brakach w podstawowej edukacji, a nie stricte o inteligencji.
Wydaje mi się, że środowisko ukształtowało Twój rozwój.
Doceń, że próbowali Ci pomóc w lekcjach niektórzy nawet tego nie mieli
Ja to się zastanawiam jakież to sprawy urzędowe mogło mieć dwoje pracowników fizycznych najniższego szczebla, że autor musiał pół życia spędzać na ich załatwianiu. No chyba, że nie jest aż tak bystry jak mu się wydaje.
Jak bardzo fizycznie jesteś do nich podobny? Zawsze mogłeś pozostać podmieniony w szpitalu lub Twój ojciec nie jest Twoim biologicznym rodzicem.
A tak serio, pomyśl, może było tak, że sam się wpraszałeś do ich dorosłych spraw, a pózniej oni zauważyli, że jesteś w tym dobry, więc Ci je dawali? Jakoś musieli funkcjonować przed Twoim urodzeniem i gdy byłeś szkrabem. Jak by nie było przez ich nieogarnięcie Ty stałeś się odpowiedzialnym i zaradnym człowiekiem - to jest najważniejsze, a oni pewnie są z Ciebie dumni, nawet jeśli czasami mają głupie pomysły.
Trochę smutne jak mówisz o własnych rodzicach „debile” i zdecydowanie zadzierasz nosa. Być może Twoi rodzice wcale nie są tacy głupi, tylko tak zostali wychowani, może nie mieli warunków do nauki i zapewne mieli gorsze dzieciństwo niż Ty. W końcu ojciec był zmuszany do pracy fizycznej od małego i pewnie nawet nie miał kiedy się uczyć. Oni tez wychowywali się w innych czasach. Być może jeszcze na jakiejs wsi zabitej dechami? Wyobraź sobie, że Twoi rodzice rodzą się teraz w rodzinie inteligentów, może wtedy ich życie inaczej by wyglądało. Poza tym trochę szacunku jednak się im należy, a Ty wyjmij ten kij z tyłka.
W tym wyznaniu nie chodzi tylko o brak do edukacji. Nie myl wykształcenia z mądrością. Autor sam napisał, że mimo długiego stażu pracy ojciec nie nadawał się do bardziej wymagających zajęć, pomimo, że miał okazję. Matka również.
Znam rodzinę, w której ojciec jest wtórnym analfabetą (zdarza się, gdy ktoś przez lata nie czyta niczego bardziej skomplikowanego od ulotki reklamowej), a matka nie może nauczyć się nawet obsługi pilota do smartTV, pomimo że tłumaczono jej kilkadziesiąt razy.
Dzieci nie są po to, żeby usługiwać rodzicom, ale każde dobrze wychowane dziecko, które kocha rodziców (i nie dlatego, bo są rodzicami, tylko kocha, bo ma naprawdę za co) zatroszczyłoby się o staruszków. W końcu jeśli naprawdę było dobrze z nimi, to po co ich opuszczać? Nawet odwiedziny raz w tygodniu lub telefony to naprawdę dużo.
Ja z perspektywy czasu widzę, że nawet jeśli moi rodzice nie byli szczególnie zaradni życiowo, to zależało im, żebym ja miała lepiej od nich i spełniła swoje marzenia. Widzę, ile poświęcili i widzę, jak cieszą się z mojego szczęścia. Dlatego nie mogę powiedzieć im, że są głupi, bo zarabiają mało. Ich poziom intelektualny był jaki był, ale to, co po nich pozostanie, to właśnie ja i ze mnie są dumni.
"Moi rodzice to debile a ja jestem programista". Jestes bajkopisarzem trollu niemyty na bezrobociu. Tutaj co drugi to programista, striptizerka lub homo. I troche szacunku do rodzicow gówniarzu, nawet tych wyimaginowanych.