#Unj5z
Na tę chwilę został mi miesiąc do pierwszej sprawy rozwodowej, żona stwierdziła, że mnie już nie kocha, wszelkie moje prośby o wybranie się do poradni małżeńskiej spełzły na niczym. Od teściów dowiedziałem się, że nie chciała mieć ze mną dzieci, bo boi się, że choroba przejdzie na dziecko... Wszyscy w moim otoczeniu uważają, że poszła tą prostszą drogą i uciekła przed tym co może, ale nie musi się wydarzyć. Przez ten cały stres choroba postąpiła do przodu, miała trochę racji odmawiając pójścia do poradni, bo w końcu mnie nie da się naprawić...
Mam 35 lat i wydaje mi się, że najlepsze czasy mam już za sobą... A chciałem być po prostu kochany.
Moja mama choruje na SM. Zdiagnozowano je u niej jak miałam 7 lat, aktualnie mam 19, od ponad 10 lat mama nie miała rzutu, bo został jej eksperymentalnie (nie wiem jak inaczej to nazwać) wszczepiony stent. Od tego czasu nie bierze też już zastrzyków które miały spowolnić rozwój choroby. Także SM nie przekreśla normalnego życia c:
Mieszkasz w mieście powiatowym na B?
Obecnie leczenie SM jest praktycznie nieinwazyjne (przynajmniej postaci lżejszej, rzutowo-remisyjnej) :) choruje od dwóch lat, nie przyjęłam żadnego zastrzyku. Biorę leki pierwszej linii, w tabletkach, dwa razy dziennie. Teoretycznie tabletki mogły mieć przykre skutki uboczne, ale nie występują one u wszystkich i mogą być opanowane odpowiednią dietą. Plus mijają do 3 miesięcy od rozpoczęcia leczenia. Mnie dotknęły z nich jedynie bóle brzucha, które samoistnie mijały po ok. 40. minutach, więc w sumie nie miałam skutków ubocznych.
W czasie choroby rzuty miałam 2 i to wyłącznie z własnej głupoty, bo gdybym wcześniej poszła do neurologa, to skończyłoby się na jednym. Więc też bardzo dużo zależy od postaci choroby. Z SM można żyć w komforcie przez długie lata, bez inwazyjnego leczenia :)
Przykro sie czyta ze najblizsza osoba ktora miala cie wspierac odchodzi. Trzymaj sie i zdrowka zycze.
Błędem było związanie się z tą kobietą. Może to okrutne, ale gdyby cię naprawdę kochała to nie odwidzialoby jej się jak zachorowales
Możesz być jeszcze szczęśliwy bez niej. Nie skupiaj się na tym co straciłeś, postaraj się mniej stresować, zacząć żyć przyjemnościami, żeby choroba zwolniła, a Ty wykorzystał czas nie na nerwy i rozwody ale np wyjazdy, hobby, przyjaciół. Nie daj się tylko dlatego, że trafiłeś na osobę nieodpowiedzialna i słabą
Moja mama chorowała na SM.. Zdjagnozowano ją jak miałam 5 lat. Przez pewnien czas było słabo, ale silna wola walki postawiła ją na nogi, że nikt nie wierzył na komisjach, że jest chora.. Żyła z tym 26 lat. Pokonał ją nowotwór a nie SM.
"W zdrowiu i w chorobie"...
Napisz swoje gg to powiem Ci coś ważnego.
"W zdrowiu i chorobie, dopóki śmierć nas nie rozłączy" :( Współczuje, trzymaj sie, choroba nie przekreśla wszystkiego.
Przykra sprawa. Ja mam ojca chorego na SM. Zdjagnozowano je u niego jakieś 10 lat temu. Od tego czasu choroba postępuje: najpierw kule potem wózek teraz ledwo rękami rusza. Upadł psychicznie, wiecznie na wszystko narzeka. Nie zwraca uwagi że my też mamy swoje życie. Ja i brat za niedługo chcemy wyjechać na studia i żyć dalej. w gruncie rzeczy żal mi mamy że zostałaby z tym co pozostało z mężczyzny jej życia.
Mój tata ma SM a razem z bratem jesteśmy zdrowi. Ja mam 26 a brat 23 lata. Mama stara się jak może, żeby pomóc tacie. Tylko hmm tata jest inny. Zawsze był uparty, ale czasem przegina i nawet nie zdaje sobie sprawy. Nie chce ćwiczyć czym tylko wkurza wszystkich dookoła... wiem, że ciężko mu ćwiczyć, bo mięśnie już nie tak silne, ale no tutaj to mógłby się przyłożyć. Mimo wszystko jestem z niego niesamowicie dumna, bo mimo że ledwo chodzi to się nie poddaje i sam powtarza, że są ludzie którzy mają gorzej i przecież sobie radzą. Tak więc to tylko kwestia chęci... może jeszcze kogoś znajdziesz. A póki co nie stresuj się bo jak wiesz to nie dobrze. Może spróbuj spełnić jakieś marzenie :) poczujesz się lepiej :) wierzę, że odnajdziesz jeszcze kogoś kto będzie Cię kochał pomimo wszystko i właśnie ze względu na wszystko :)