Jedną z najbardziej irytujących rzeczy w obecnych czasach jest pewna grupa matek, matek, które myślą, że jeśli przeżyły poród, to powinno się im słać róże pod stopy, że są takie wyjątkowe, silne i do tego automatycznie dostają tytuł przodującego eksperta w dziedzinie rodzicielstwa. A jak ja to widzę, będąc również matką? Że są tak powszechne, jak potrzeby fizjologiczne... Bo kobiety rodziły od zawsze i dalej będą, bo rozłożenie nóg nie jest wybitnie wymagające. Nasze matki, babki, prababki czasem potrzebowały obu dłoni, żeby zliczyć potomstwo, a teraz jedna z drugą urodzą skromną jedynkę, a najchętniej już w pierwszej dobie życia chciałyby wydać poradnik o wychowaniu. Dodatkowo niektóre z matek uważają, że skoro są matkami, to należy się im więcej, ich potrzeby są na pierwszym miejscu, trzeba im nadskakiwać.
Dlatego właśnie coraz więcej osób pakuje nas matki niesłusznie do jednego worka i coraz częściej, czy jest powód czy go nie ma, jesteśmy obiektem kpin.
Dodaj anonimowe wyznanie
Małe psy szczekają najgłośniej. Wcale nie ma takich matek dużo autorko.
Jest tych LOCH Z GÓWNIAKAMI OD UJA.
ROJA SIE AZ CUCHNIE
No cóż. Po pierwsze: nie każda kobieta powinna rodzić. Nie chodzi tylko o psychikę, bo są melepety, którym powinno się najpierw testy psychologiczne robić, ale chodzi także o ciało. I tak, na swój sposób czuję się cholernie silna, że urodziłam. Dlaczego? Dlatego, że jedna (SIC!) ciąża załatwiła mnie tak, że do końca życia będę na lekach przeciwbólowych, a kto wie czy na starość na wózku nie wyląduję. Mam prawo czuć się zajebista, ponieważ pomimo bólu pracuję 10-12h dziennie, zajmuję się dzieckiem, sprzątam, gotuję. Tak samo zajebiści są ludzie, którzy pomimo bólu/niepełnosprawności realizują się, stają się żyć normalnie. Bo tak, to, że lekarze zlali moje prośby, informowanie o tym, że nie mogę chodzić przyczyniło się do zniszczenia mojego kręgosłupa. I czyni mnie w jakimś tam stopniu niepełnosprawną, ale szczerze? Nie chce mi się walczyć o odszkodowania, o renty-srenty, itp. Jestem NA TYLE ZAJEBISTA, że dam sobie radę sama. No. Wygadałam się. Pozdro.
Dodam jeszcze: uznanie nie jest mi do niczego potrzebne, wyręczanie ze strony ludzi innych też nie. Mam na tyle dobrego męża, że jak poproszę, to przejmuje małego, żebym mogła odespać - bo czasami ból i zmęczenie dają się za bardzo we znaki. Świętą krową nie jestem, ale jak widzę, że sporo miejsc jest wolnych w tramwaju to posadzę tyłek, bo serio nie jest przyjemnie zdychać później, ale widząc starszą babkę o lasce raczej ustąpię.
Jestes zajebista. :)
Twoje życie i Twoje wybory. Na Twoim miejscu bym się dodatkowo nie katowała tyloma godzinami pracy, ale jednocześnie fakt, że tyle pracujesz moim zdaniem nie czyni Ciebie wyjątkową osoba. Ale ogólnie propsik za samowystarczalność.
Robisz co robisz i juz. Fakt, Twoje wybory i Twoje zycie.
Jestes zajebista. I juz.
Również jestem matką. Pominę część o tym, że kobiety teraz są aż tak roszczeniowe, bo osobiście ani razu się nie spotkałam, jedynie na grupach na fejsbuku stworzonych specjalnie do wyśmiewania takich przypadków. Jednak co do tego, że kiedyś kobiety rodziły na potęgę, to się nie zgodzę. Fakt rodziły, tyle, że jak dziecko urodziło się na przykład chore, to po prostu umierało, miało problemy wymagające specjalistów, nikt się tym za bardzo nie przejmował. Teraz mając jedno dziecko czasami trzeba po kilka razy w tygodniu do lekarza latać. A jak nie robisz wszystkiego co najlepsze według społeczeństwa, to możesz być uznana za wyrodną matkę.
No i jest jeszcze druga kwestia, temat prowadzenia ciąży. Kiedyś jak z ciążą było coś nie tak, to kobieta często się o tym dowiadywała w momencie poronienia. A później kolejna ciąża, i jak szczęście i zdrowie sprzyjało, to dziecko przychodziło na świat, a jak nie - to nie. Jak Bóg dał. Teraz wiele ciąż udaje się donosić tylko dzięki intensywnej i czujnej opiece, badaniom, lekom, nieraz kobieta musi tygodniami czy miesiącami leżeć plackiem, co też nie jest bez wpływu na jej zdrowie (i to nie tylko fizyczne). Nie mówię, że teraz jest lepiej lub gorzej - dla większości pewnie lepiej, bo większość jednak woli swoje przecierpieć, dla dobra dziecka. Ale to nie sprawia, że to cierpienie i wyrzeczenia magicznie znikną.
Ja spotkałam kilka rozszczeniowych matek, dwie mam nawet w rodzinie. I dosłownie jest wszystko jak w memach.
Zresztą wiele kobiet nawet nie widzi, że są właśnie tzw. madkami. Bywałam na wywiadówkach u młodszego rodzeństwa i słuchając większości rodziców to dosłownie wypisz wymaluj madki i tateły.
Kobieta, która za nim wychowawczyni skończyła mówić to już ją przekrzykiwała, bo jej dzieci coś tam co tam.
Mój brat raz przyszedł, bo jeden chłopak się nad nim znęcał (ogólnie okazało się, że znęcał się nad prawie całą klasą) i oczywiście, że jej dziecko to niewinne i to nad nim się znęcają.
Myślę, że większość rodziców po prostu przestaje widzieć takie cechy u innych rodziców, bo w sumie każdy rodzic na swój sposób jest trochę roszczeniowy. Ale nie w sensie, że każdy rodzic czycha, żeby jęczeć czy coś. Chodzi o to, że każdy chce dla swojego dziecka jak najlepiej i tak sobie roszczeniowość innych tłumaczy i usprawiedliwia i bardziej takie zachowanie rozumie niż osoby bezdzietne.
Rodziłam córkę przez 40 godzin. Nie, nie chwalę się tym na prawo i lewo. Ale uważam sama przed sobą, że dokonałam czegoś naprawdę wielkiego - i nikt mi nie zabroni tak myśleć.
Dla mnie to trochę straszne, że dopuszcza się do tak długich porodów.
Ja rodziłam od 8 do bodajże 22:30 tego samego dnia i myślałam, że zejdę, pogryzę ludzi i ogólnie cud, że pielęgniarka uniknęła kopa - mimo, że miałam 3 znieczulenia. Jesteś boginią i dokonałaś czegoś wielkiego, bo to naprawdę musiało być strasznie ciężkie przetrwać to. Czy Ty i dziecko jesteście cali po tym porodzie? Mam nadzieję, że tak.
To prawda, taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, ale przetrwanie czegoś szczególnie ciężkiego (tak jak np. 40-godzinny poród) może przekładać się na poczucie dumy, zadowolenia z siebie i nie ma w tym nic złego
A mialas alternatywę? Jeśli nie, to rzeczywiscie Twoja zasługa jest to, że nie umarłas, ale to tak jakby dumni z siebie byli np. oceleni z katastrofy lotniczej. Jeśli miałaś wybór i z niego nie skorzystałas, to chyba nie było zbyt mądre.
Nie miałam wyboru, wręcz błagałam o cesarkę. Ale na oddziale byli wówczas sami młodzi lekarze. Nie wiem, może za punkt honoru postawili sobie, że doprowadzą poród naturalny do końca? Było to moje pierwsze dziecko, więc gdzieś w głowie kołatała mi się myśl, że być może powinno to właśnie tak wyglądać... Fizycznie ja i dziecko już od kilku lat cali, ale po tym porodzie zostało we mnie coś okropnego. W międzyczasie urodziłam drugie dziecko - w 4 godziny, więc było to dla mnie migusiem - ale to było takie krótkie, na pstryknięcie palcami, i...... Wciąż mam uraz po pierwszym porodzie, co przełożyło się na wiele nieciekawych doznań w moim życiu :( Drugi poród był dla mnie jak wyjście na zakupy, przy czym najcudowniejszym "zakupem" (oczywiście mówię w formie żartu) było dziecko. Po pierwszym wciąż nie doszłam do siebie. I już chyba zostanie to ze mną do końca życia, choć mam najcudowniejsze dzieci na świecie.
To brzmi strasznie, bardzo Ci współczuję. Dobrze, że wyszliście z tego cało.
Myśle ze jeszcze gorsze jest wmawianie bezdzietnym kobietom przez matki ze posiadanie dziecka jest dla każdej kobiety, macierzyństwo jest bez wad, odmieni ci się jak urodzisz itd. Krew uderza mi do głowy jak słyszę te gowniane teksty.
Też nie spotkałam roszczeniowej matki, jedynie w grupach prześmiewczych. Ciekawe jak wiele ludzi kształtuje swoje poglądy na podstawie internetu. Te wszystkie"grażyny", "janusze","madki", "bombelki"... to pojedyńcze ale nagłośnione przypadki. Trochę przykre, że życie skupia się w sieci.
Zerwij kontakt ze swoimi koleżankami patusiarami z gimba, przy okazji wsłuchaj się w (nieaktualne) porady swojej mamy, teściowej i babć ONE DOPIERO WIEDZO LEPIEJ
bedziesz zdrowsza :)))
Ok, czyli skoro od wieków ludzie umierają na nowotwory w cierpieniach, to znaczy że nie jest to ciężkie i osoby zmagające się z tym nie powinny dostawać wsparcia? Nie jestem matką, ale myśląc, że któregos dnia nią będę, i robiąc trzy etaty (jeden w pracy, dwa w domu) ktos będzie mi mówił że to nic takiego, bo przecież tylko ROZŁOŻYŁAM NOGI (tak, bo uprawianie seksu jest be i jak to tak) byłabym nieźle wkurzona. Nie sądzę że rodzice powinni być wychwalani pod niebiosa bez względu na to jak wychowują dzieci, ale trzeba się zgodzić, że ich życie jest przeciętnie cięższe niż życie osób bezdzietnych. Trochę empatii...
Brawo.i do tego hoduja bombelki i wsio za darmo chca