#UOiVg
Szybko udaję się do kuchni. Moim oczom ukazuje się garnek gdzie zagotowywane są słoiki (aby szczelnie się zamknęły). Cała woda w garnku się wygotowała. Informuję o moim spostrzeżeniu swoją mamę, która każe mi po prostu wyłączyć palnik pod garnkiem. Jednak niewyspanej mnie nie pasowało, że garnek ze słoikami jest bez wody (kto zrozumie zmęczonego) i niewiele myśląc dodałam do niego wody. Jak większość może się domyśli gorące szkło + zimna woda = wybuch. No i wybuchło.
Cała kuchnia w soku porzeczkowym i szkle, a ja z poparzoną twarzą. Następnie długie oblewanie twarzy wodą, no i do szpitala. Tam poznałam cud zwany maską żelową (chwała wynalazcy). Wszystko wygoiło się przed początkiem roku szkolnego (nawet blizn nie mam). Został tylko paniczny strach przed gotującymi się przetworami.
Tylko pamiętaj, by nie zalewać wodą palącego się oleju na kuchence ;)
I nie zostawiać na gazie przykrytej patelni z olejem :)
Moja mama kiedyś zalała wodą patelnię z gorącym olejem.. pół łazienki do malowania, a firany nie było 💣 🔥
Ozi ja tak robię. Włączam patelnię, przykrywam...
Uciekam gdzie pieprz rośnie bo się pryskajacego tłuszczu boję <bohaterka>
a potem wylacam gaz i czekam aż się uspokoi. Nigdy mnie tak jeszcze nie poparzyło, co innego jak odkryjesz
Mojej ciocii kiedys, u nas w domu, wybuchl garnek z frytkami... Kuchnia byla swiezo po remoncie
@DuperaNeumana: łazienki?
Tak łazienki. Bo patelnię zdjęła z palnika w kuchni i poleciała z nią do łazienki do wanny ☺
Miałaś naprawdę sporo szczęścia...
Podobna sytuacja wydarzyła się u mnie w domu... Byłam wtedy w szkole - był już koniec lekcji, ale ja musiałam wtedy zostać z powodu ważnego projektu. Nagle dzwoni tata i pyta czy już skończyłam lekcje bo musi mnie zabrać, ja na to, że skończyłam ale muszę zostać... Tata już lekko zdenerwowany "Mama miała wypadek. Coś wybuchło..." Ja już przerażenie - wyobrażam sobie wybuch butli z gazem czy coś. Przyjechałam do domu, widzę płaczącą babcię i ciocię. Tata poprosił, żebym spakowała mamie kosmetyczkę - była już w szpitalu. Udałam się więc do łazienki, ale musiałam przejść przez kuchnię. Widok był straszny. Czarna plama na suficie przy zlewie, okno, ściany i kawałek łazienki w czerwonej mazi - po prostu zaczęłam płakać. Do kuchni weszła moja młodsza siostra i mówi "Czemu płaczesz, to tylko maliny, z babcią nazrywam miskę jak ci zależy". Tak. Mamie wybuchły słoiki - prosto w twarz. Nie miała tyle szczęścia, co autorka : szkło uszkodziło jej łuk brwiowy (podobno cm dalej i byłoby po oku, rogówka oka została poparzona - do tej pory mama musi nosić okulary - a głowa mamy wyglądała jak mumia przez tydzień. Na łuku brwiowym ma bliznę, a jej oko jest bardzo wrażliwe na światło słoneczne - także wiem, że mogło być gorzej...
Pamiętaj chemiku młody, nigdy na gorące słoiki nie wlewaj zimnej wody :D
Serio nie masz żadnej blizny?! No to faktycznie miałaś mnóstwo szczęścia ;)
Takie wybuchowe przetwory
O matko :o. Cud, że nie dostałaś kawałkiem szkła w np. oko
W gimnazjum zrobiłam dokładnie tak samo! Tylko że odłamki szkła ze słoików powbijały mi się w nogi
Wiesz, szczęściara, mogło się skończyć gorzej. A co na to mama?
,,Które chodzą wcześnie spać, dlatego jeszcze przed północą odziałam się w pidżamę " - może jestem dziwna, ale uważam, że przed północą to jednak puźno.
Też mnie to zaskoczyło...
Późno * :)
No właśnie. Co nie? To są już dwie osoby które chodzą NAPRAWDE wcześnie spać bo ja koło 22-22:30 :)