Jestem introwertykiem. Nie lubię ludzi i za wszelką cenę ich unikam. Komfortowo czuję się tylko w towarzystwie dosłownie kilku najbliższych mi osób. Moje antyspołeczne zachowanie czasem prowadzi do dziwacznych sytuacji. I tak na przykład parę lat temu zepsuł mi się samochód i przez dłuższy czas musiałem przemieszczać się autobusem. Tego dnia jechałem PKS-em po coś do miasteczka oddalonego od mojego domu o jakieś 30 km. Podczas jazdy przylepił się do mnie stary znajomy z podstawówki, usiadł koło mnie i zaczął gadać. Z każdą chwilą modliłem się o to, aby skończył, wyparował, poszedł gdzieś w pi#du. Jestem osobą grzeczną z natury, więc nie chciałem sprawiać mu przykrości, każąc biedakowi spadać na drzewo. Zamiast tego grzecznie się z nim pożegnałem, podszedłem do kierowcy i powiedziałem: „Tu wysiadam”. Gość spojrzał na mnie zdziwiony, ale zatrzymał się i otworzył drzwi. Autobus pojechał dalej, a ja zostałem… na opuszczonym przez jakąkolwiek formę życia pustkowiu. Miejscu, które mogłoby wygrać konkurs na największe zadupie Podlasia. Jako że mój introwertyzm zabraniał mi łapać stopa, musiałem przejść 20 kilometrów, w duszy przeklinając sam siebie i moje cholerne dziwactwa.
Dodaj anonimowe wyznanie
To nie jest introwertyzm tylko już jakaś fobia społeczna albo debilizm.
Miałam pisać, ludzie bardzo mylą te pojęcia. Introwertyk nie ma problemu powiedzieć czegoś do drugiego człowieka, po prostu mu się nie chce.
@ Niezywa: Chcialem cos odpisac, ale mi sie nie chce.
Przykro.
Przepraszam. To mial byc zart.
Oczywiście. Nie rań już moich uczuć.
dokładnie, ja może nie jestem jakoś bardzo introwertykiem, ale wiele razy zdarzyło mi się w życiu olać zaproszenie znajomych na spotkanie/piwo, wykręcić się jakąś wymówką, że mam coś do zrobienia w domu/źle się czuję itd. po to tylko, żeby posiedzieć sobie w domu w samotności, poczytać, pograć na kompie (nie lubię wszelkich gier co-op, tylko single) albo zwyczajnie porozmyślać. Jak zdarzyło mi się spotkać kogoś znajomego w autobusie, a w późniejszym czasie podwozić kogoś do domu moim samochodem to tylko przytakiwałem z grzeczności i albo jedynie słuchałem albo zajmowałem myśli czymś zupełnie innym. Trochę mi zawsze wtedy głupio, że on/ona gada tyle, a ja jedynie przytakuję, ale chyba lepiej w sumie tak niż powiedzieć żeby się zamknął xD
Jestem zarówno introwertykiem jak i osobą, która walczy z fobią społeczną. Te dwie rzeczy totalnie od siebie odbiegają według mnie. Nie mam tej fobii bo jestem introwerykiem. Mam ją bo skrzywdzili mnie ludzie i po prostu teraz się ich boje. Introwertyk potrzebuje po prostu pobyć samemu.
Kiedy ludzie zrozumieją, że introwertyk nie boi się rozmawiać z innymi ludźmi, tylko potrzebuje trochę więcej czasu sam ze sobą i nie do końca przepada za ciągłymi, dużymi skupiskami ludzi czy byciem w centrum uwagi. To nie synonim fobii społecznej...
Dokładnie, ja jestem asertywnym introwertykiem, który jeśli chcę i się postara to spokojnie nawiąże fajne kontakty z innymi ludźmi. Wyjdzie na imprezę, ale po czasie przebywania wśród ludzi, będzie potrzebował czasu dla siebie. I tak w kółko 🙂
Ale wiesz że to jest spektrum, w sensie może być mniej lub bardziej nasilone? Tak samo jak z każdą inną cechą charakteru/ zbiorem cech czy zaburzeniem. Można mieć po prostu taki charakter że nie lubi się rozmawiać z ludźmi, ale nie mieć zdiagnozowanej fobii społecznej - wtedy można to nazwać właśnie głębokim introwertyzmem.
A co do zachowania autora wyznania to akurat introwertyzm nie ma za wiele do rzeczy, takie zachowanie świadczy po prostu o nieumiejętności radzenia sobie w społecznych sytuacjach :')
Paskudne że tacy ludzie istnieją.
Tutaj milutko z Tobą rozmawiają, a w duchu Cię przeklinają.
Introwertyzm =/= powyższe wyznanie
Bycie frajerem nie ma nic wspólnego z introwertyzmem.
Kolejny, który nie wie, czym jest introwertyzm i demonizuje go.
Jestem intro i uwielbiam ludzi, uwielbiam z nimi gadać, na, nawet chodzę na imprezy! Ty jesteś po prostu aspołeczny.
Kto nie ma w głowie, musi mieć w nogach.
Fajnie. A od kiedy kierowcy autobusów są skorzy do wysadzania pasażerów na zadupiach? Szczególnie nie na przystanku?
Prywatne firmy owszem. Lol
Nie tylko prywatne firmy. Jeżdżąc zwykłym autobusem często widziałam, jak kierowca wysadza ludzi gdzie im bliżej. To zależy od kierowcy.
To odpowiedni moment by poszukać gabinetu psychiatry. Ja tak nie lubię gdy ktoś przy mnie je że łeb bym ujebała. Ale mam to pod kontrolą.
To się nazywa mizofonia, poczytaj. Nie wiem czy się to da wyleczyć, terapia szokowa działa tu odwrotnie.