Jakiś czas temu miałam wyjątkowo fatalny dzień. Była to zabójcza kombinacja mojego PMS-u z problemami w pracy, kłótnią z siostrą, rozstrojem żołądka oraz ogólnego przygnębienia. Wracałam do domu wściekła na cały świat, kiedy przystojny chłopak z idącej naprzeciwko mnie grupki przechodniów krzyknął radośnie w moim kierunku: „Hej, śliczna dziewczyno! Uśmiechnij się!”. Od razu poczułam się lepiej i uśmiechnęłam się szeroko. To było niczym ciepły promyk słońca, wprowadzający odrobinę blasku do tego parszywego dnia!
Widząc mój uśmiech, chłopcy ryknęli śmiechem, a ja zorientowałam się, że ich słowa skierowane były do idącej równolegle ze mną blondyny w miniówie.
Dodaj anonimowe wyznanie
A mnie dodatkowo wkur*ia, jak ktoś każe mi się uśmiechać. Jakbym miała powód, to bym się uśmiechała.
No tak wszyscy bądźmy ponurzy i uśmiechajmy się tylko wtedy kiedy mamy powód, bo nie można się już uśmiechnąć tak po prostu, bez okazji żeby być miłym człowiekiem.
@Niezywa
Nie jestem małpką, żeby się uśmiechać ku uciesze tłumu. Zwłaszcza, gdy po prostu idę ulicą.
Niezywa, no tak, uśmiechajmy się na czyjeś życzenie. To bardzo naturalne i szczere
Usmiechajmy sie po prostu. Z kazdego powodu a nawet bez powodu. Swiat przez to robi sie odrobinke lepszy.
Corazwiecejpustki to mam na myśli, nie chodzi o szczerzenie się jak debil, ale gdy się uśmiechasz to ludzie od razu cię lepiej postrzegają. Ale mentalność polaka-ponuraka dalej się utrzymuje.