Jestem zwykłym człowiekiem, jednak ostatnio coś jest nie tak. Nie mam już chęci, nie czuję sensu. To nie tak, że zastanawiam się nad skończeniem ze sobą. Nigdy nie chciałem i kocham życie. Po prostu potrafię leżeć przez 24 godziny i patrzeć się w ścianę. Mam wielu kolegów i znajomych, ale żaden z nich nie ma na tyle siły, żeby zabrać mnie za ryj i zawieźć do lekarza. A sam nie pójdę. Nie wiem dlaczego, ale sam się boję. Z kimś byłoby łatwiej. Wiem, że potrzebuję pomocy, ale nie jestem jej sam sobie w stanie udzielić. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Dajcie mi porządnie w łeb, żebym wyszedł w końcu z tych czterech ścian i wrócił do życia. Już nie tyle chodzi o mnie, co o moją rodzinę. Oni się martwią, a ja nie wiem, jak im to wyjaśnić. Nie zrozumieją, jak im powiem. Będzie tylko „weź się ogarnij”. Przerabiałem to już setki razy. Nie mam już siły i chęci na walkę o siebie.
To chyba wszystko, co chciałem napisać. Przynajmniej ktoś, kto to przeczyta, jednocześnie mnie wysłucha. A tego najbardziej mi brakuje.
Dodaj anonimowe wyznanie
Teraz można u psychologa mieć teleporadę. Może to Cię uratuje? Jak się nie ruszysz z domu, to chociaż zadzwonisz do lekarza.
psycholog to nie lekarz...
ale teleporada to calkiem niezly pomysl
Wyciągnij pierwszy rękę. Nie czekaj aż ktoś zgadnie. Po prostu poproś kogoś o pomoc. Zmobilizuj się. Jeden telefon do kogoś bliskiego. Jedna krótka z kimś rozmowa. Nie możesz dłużej czekać. Tym bardziej, że u nas dostać się do specjalisty oznacza naprawdę długie czekanie. Bardzo długie, a ty już czekać nie możesz. Powiedz komuś, żonie, przyjacielowi, że potrzebujesz psychiatry, i że brakuje ci sił, więc prosisz, aby to ten ktoś ci pomógł.
Miałam taki.epizod, byłam wtedy już od roku w psychoterapii. Nie umiałam poprosić nikogo o pomoc, nie umiałam sobie nawet jedzenia ogarnąć.
Proszenie o pomoc jest trudne. Od kiedy przeszłam tamten okres, bardzo staram się praktykować proszenie o pomoc, mimo że jest trudne, żeby wiecej taki epizod się nie pojawił, a jeśli się pojawi, to żeby go z pomocą przebyć.
Wiem, że są osoby, które pomogłyby mi wtedy, gdybym jasno powiedziała, czego potrzebuję. Nawet niektórzy oferowali pomoc, ale nie byłam w stanie jej przyjąć, bo nie byli dosyć nieustępliwi, żeby pokonać moją nieumiejętność zawracania innym głowy.
JAK to piszę, płaczę.
Wygląda na to, że jesteś teraz jedyną osobą, która może uruchomić machinę, która Cię uratuje. Znajdź w sobie odwagę i powiedz przynajmniej jednej osobie, spośród tych, od których najprędzej dostaniesz pomoc, czego dokładnie potrzebujesz. Jeśli nie zrozumiała, szukaj dalej. Tu chodzi o Twoje zdrowie i życie lub wegetację.
Wiem, że byłam wartościowym elementem wszechświata dla osób, których nie umiałam prosić, i że na.pewno kilka z nich by mi pomogło chętnie, gdyby tylko wiedzieli. Jestem przekonana, że z.Tobą.jest podobnie. Powodzenia i odwagi!
Proszenie o pomoc jest bardzo trudne.
Kiedy już byłam pewna, że mam depresję, ale nie umiałam się zmobilizować do umówienia się na wizytę, powiedziałam o wszystkim mężowi. A on... stwierdził, że przesadzam. Kiedy jednak ta wiadomość dotarła do moich rodziców, w ciągu dwóch tygodni miałam umówioną przez nich wizytę u psychologa i psychiatry, którzy pomogli mi z tego się wygrzebać.
Niemniej jednak... widzę, że znów mam epizod, a mimo to nie jestem w stanie powiedzieć tego bliskim, chociaż wiem, że rodzice i siostra by mi pomogli.
Chodzi mi o to, że nawet jeśli pierwsza osoba, której się zwierzysz, nie pomoże Ci tak jak tego potrzebujesz, to zwróć się do drugiej.
I tak, konsultacja u psychiatry i psychologa też się przyda.
Powodzenia
Pamiętam jak przez cztery lata tak się siłowałem, że jakoś to będzie, że wytrzymam, że ta niechęć do wszystkiego jakoś mi spowszednieje. Doszło do takiego momentu, że kiedy chcąc siebie jakoś ocucić z tego marazmu, pytałem siebie o prozaiczne rzeczy np. jak się nazywam, a w głowie już w niemożliwie głośny sposób tylko słyszałem, że już po mnie. I tylko rzutem na taśmę przyszła mi myśl, że jak nie poproszę o pomoc, to jutro mnie nie będzie. Też się bałem i wątpiłem, że nie zrozumieją, że zaczną siebie obwiniać, że im zrobię kłopotu. Nigdy też nie zapomnę tego bólu gdy się przemogłem, a zaraz tego ciężaru który ze mnie spadł. To samo problemu nie rozwiąże, to jest choroba, zanim leczenie zacznie działać człowiek nadal jest w strachu, nawet prosiłem wtedy aby mnie pilnować, bo już nie myślałem racjonalnie. Potem długo długo pracy nad sobą, wiele niepewności. Ale nie byłoby tego też właśnie gdyby nie moja prośba o pomoc. Jeśli mogę, to proszę Cię byś tego podobnie jak ja nie przedłużał, tylko się otworzył. Podziel się wszystkim co Cię boli i zamartwia, lub po prostu powiedz że na prawdę nie dajesz sam rady, że kogoś bardzo potrzebujesz by Cię wyprowadził z tego. Nie wiem na ile to jest możliwe bym ja mógł bezpośrednio Ci pomóc, ale jeżeli wyrazisz taką chęć, to też możemy spróbować.
Dużo komentarzy o teleporadach, dobry pomysł. Ja sam poszukałem kogoś na znanylekarz. Nie wiem, jak się to ogarnia na nfz. Pamiętaj też, że nie zawsze pierwszy specjalista Ci pomoże, to jak z jedzeniem, trzeba spróbować kilku, żeby coś polubić ;-) Jakby było naprawdę źle, to zawsze możesz zadzwonić na telefon zaufania.
BTW też mam problem z brakiem motywacji, może nie aż tak że 24h patrzeć na ścianę, ale jednak. Zgodnie z wyświechtanym stereotypem pomogło mi spacerowanie/bieganie, ale to radzę tylko jako dodatek do terapii.
Zdalna wizyta, psychiatra, nie psycholog. Wprowadzenie tych wideoporad uratowało mi życie - dosłownie. A niestety ludzie w wiekszości nie kumają tematu zaburzeń afektywnych i gadki "weź się w garść", "inni mają gorzej", "ale jaki masz powód do depresji?", "rusz się z domu, pobiegaj, zmęcz się to zaraz przejdzie", "weź się za normalną robotę, to ci głupoty przejdą" to norma. Wymieniłem tylko kilka z tych, które słyszałem. A też byłem już twardo zabunkrowany w domu i pojawiały się myśli "S", więc sytuacja mało fajna. Też napisałem tutaj, na szczęście większość komentarzy była dość jednoznaczna - lekarz i jakoś udało mi się do tego zmusić. @bazienka - to chyba też Twoja zasługa z tego co kojarzę :)
Po pierwsze, odciąć od internetu. Po drugie, rusz dupę. Matka Cię utrzymuje czy kto? Nie wstyd Ci? Myślisz że jej jest łatwiej, mając szmat życia za sobą i jakieś niezbyt udane dziecko?
czlowiek z depresja a ty jeszcze mu dolewasz bo co, dziecko ci pyskuje?
obarnij sie chlopie bo traktujesz te strone jak swoj prywatny kibel do rzygania. to juz nie pierwszy taki komentarz od ciebie widze.
Zycze powodzenia i zdrowia
A dziękuję, nawzajem.
On chciał, żeby go kopnąć czy przywalić w komentarzach, a Ty go głaszczesz? Sam się głaszcze wystarczająco.
Też często tak leżę. Czasem uda mi się zasnąć, jednak konieczność przebudzenia się jest dla mnie przerażającą rzeczą i jestem tym zmęczona. Przynajmniej dla mnie doskonałość może leżeć tylko w myśli o wiecznym śnie bez snów, w którym w końcu jestem wolna od wszystkiego, czym obciąża mnie to istnienie.
Powrót mody na emo?
Oo, czyżby pan riobrando zarobił bana?
Dziwna sprawa. Widzę, że moje komentarze są, ale nie mogłem się zalogować na konto. Nie kojarzę, żebym coś strasznego napisał.
Zresztą nie mógłbym dostać bana, bo zawsze jestem bardzo miły😊
daj adres, to Cię zabiorę osobiscie do psychiatry :)
Lekarz rodzinny też wypisze antydepresanty, tylko trzeba sobie pomóc. Jeśli nie masz siły przebywać ze sobą i z kimkolwiek potrzebne są leki. Znam to z eutanazji.
"Znam to z eutanazji" xD No chyba z autopsji.