#U6Sto
Moi rodzice rozstali się, jak miałem jakieś 8/9 lat, pamiętam z tamtego okresu ojca, który wzywał policję, bo matka wyrzuciła go z domu, nie pytajcie czemu, bo sam tego nie wiem. Od tamtego czasu mieszkałem z mamą i babcią. Jakieś dwa lata później poznałem swojego pierwszego ojczyma, gość dość zasadniczy... nie bił mnie, ale kilka razy chciał. Zniknął, kiedy miałem 14 lat, a właściwie odszedł, nie wiem czemu. Wtedy też wyprowadziłem się z mamą, a rok później pojawił się jej obecny facet, z którym ma już dziecko. Mieszkałem z nimi 4 lata. Najgorsze w moim życiu, matka po urodzeniu dziecka przestała mnie traktować... normalnie, bo jak syna nie traktowała mnie nigdy. Zresztą może to dlatego, że jestem adoptowany, ale to wiem od dawna. Odkąd pojawiło się dziecko, moja matka przestała dbać o mnie, problemem było nawet zrobienie obiadu, potrafiła robić godzinną awanturę, podczas której niejednokrotnie dostałem w łeb, a kiedy ją odpychałem, straszyła mnie policją. A o.co te awantury? Śmiałem zapytać, czy zrobi obiad, czy znowu kupi mi coś gotowego. Po pewnym czasie zacząłem sam gotować, zresztą za własną kasę.
Jest jeszcze mój ojciec, człowiek, na którego zawsze mogłem liczyć. To on chodził do szkoły, kiedy matka stwierdziła, że ma to w dupie, i to on dawał mi pieniądze na jakieś ubrania czy coś innego. I to nie dlatego, że moja matka nie miała pieniędzy, po prostu była sknerą. Ale cóż... czas mijał, z czasem odeszła babcia. Znowu wróciliśmy do jej mieszkania... a właściwie wszyscy oprócz mnie. Nie miałem tam już swojego pokoju, matka obiecywała, że go zrobi, ale po pół roku obietnic nawet o tym nie marzę.
Gdzie mieszkam? U ojca? Nie, on mieszka ze swoją kobietą, a ja w mieszkaniu, które przez 10 lat wynajmował, żebym miał gdzie mieszkać w razie "W". Mając 18 lat na karku mieszkam sam, i uwierzcie, nie jest to fajne, to jest okropne. Przyszedłem tu mając komputer, jakieś ubrania i trochę klamotów. Resztę moich rzeczy wyrzuciła matka, tak jak i moje meble z mieszkania babci. Nie wrócę tam, bo nie mam gdzie wracać, a chciałbym. I wiecie co? Nie chodzi o to, co moja matka przez te wszystkie lata robiła (a to co opisałem to bardzo mało). Chodzi o to, że osoba, która nawet teraz mówi mi, że mnie utrzymuje (mimo że tego nie robi), nawet nie zadzwoni, żeby zapytać co u mnie. Ojciec dzwonił każdego dnia odkąd z nim nie mieszkałem, przez 10 lat codziennie.
Nie stoję po stronie ojca ani po stronie matki, to co było między nimi to ich sprawa. Ja po prostu zawsze chciałem mieć rodzinę, a dostałem... Cóż.
Jeszcze trochę i może założysz swoją rodzine, która da ci te wszystkie fajne emocje?
Trzymam kciuki!
Zaraz, skoro byłeś adoptowany, to dlaczego nie zgłosiłem do domu dziecka zaustniałej sytuacji. Jestem pewna, że adoptujac Cie podpisali stosowne papiery, w których deklarują się do opieki i utrzymania, co jak co, ale matka nie wywiązała się z umowy.
Masz przynajmniej gdzie mieszkać i nie musisz martwić się rachunkami
Trzymaj się mocno! A masz znajomych?
jak sie uczysz to mozesz pobierac alimenty od rodzicow do 26 roku zycia jak sie nie myle. 3maj sie
Wspieram Cię, to bardzo ciężkie co przeżyłeś. Trzymaj się.
A od siebie jeszcze dam to, że podziwiam Cię za wytrwałość, za wiarę i za wszystko co robisz, bo łatwo Ci pewnie nie jest
Ps: też mam 18 lat i byłam 2 razy adoptowana
Dwa razy? Dwa? Znaczy ktoś wziął Cię jako swoje dziecko i oddał? Jezu. Psa bym nie oddała a co dopiero dziecko
Bez przesady. Ja od początku liceum mieszkałam sama, najpierw w internacie, potem w wynajmowanych pokojach. Zaraz po osiemnastce się wprowadziłam do innego miasta i sama zarabiałam na czynsz, utrzymanie, studia. Rodzice przez cały ten czas mieli mnie gdzieś i nie mogłam nawet liczyć na zwykły telefon z pytaniem co u mnie. Nie użalaj się nad sobą tylko zbierz się do kupy i zachowuj jak dorosły człowiek, którym jesteś.
To bardzo przykre, co piszesz. Ludzie mają różne psychiki, niektórzy dziarsko biorą się za siebie w razie niesprzyjającej sytuacji, a inni są zmęczeni takim wiecznym byciem „tym niechcianym”. Autor się nad sobą nie użala, tylko jest mu smutno, że nigdy nie doświadczył pełnej miłości rodzicielskiej, a to jest w końcu stronka, na której można wyznać coś, czego nie powiedziałoby się nikomu na żywo. Autor przyszedł trochę się wyżalić, trochę powiedzieć, co mu na sercu leży, trochę oczekiwać na jakieś słowo otuchy. A dostał kolejny opiernicz. Smutne :(
Autorze, ślę uściski. Wiem, że jest trudno, ale i tak dużo wytrzymałeś, jesteś zatem bardzo silny i umiesz dbać o siebie. Może spróbuj zacieśnić kontakt z ojcem? Zawsze to chociaż jeden rodzic :) Powodzenia <3
Po kropce i po przecinkach stawia się spację...
widzisz z tego co obserwuję bardzo często sytuacja w rozbitych rodzinach tak wyglada. Nie mówię że to Twój przypadek, ani że to normalne. Ale dzieckiem które zostaje zwykle opiekuje się matka, co to znaczy wiemy:: pierze, gotuje, sprząta, pomaga w lekcjach. Może nie wszystko wszystkie robią, ale w skrócie to tak wygląda. Dzień w dzień. Zostaje z dzieckiem co dodatkowo utrudnia znalezienie partnera, a każdy chce mieć kogoś bliskiego, no prawie każdy. Tatuś - zostaje tzw. niedzielnym tatusiem. Raz na jakiś czas wybierze się do szzkoły, daa kasę. Problemy dnia codziennego go nie dotyczą. On jest od święta. Z perspektywy dziecka jest jak świety Mikołaj trochę...
A to nie mogłeś się od matki wyprowadzić do ojca?