Ostatnio czytałem post tutaj, że jak facet nie potrafi obronić swojej dziewczyny gdy ktoś ją zaczepia lub co gorsza dotyka to jest pi*dą. W takim razie też chyba jestem... Problem w tym że chciałbym umieć się odezwać i zareagować, ale mam lęk społeczny i bardzo mocny strach przed bójkami (mam tak silną blokadę psychiczną przed uderzeniem kogoś, że poprostu nie jestem w stanie). Nie potrafię tego zmienić. Kiedyś była sytuacja że szedłem z dziewczyną przez miasto i ktoś w aucie obok się zatrzymał i zaczął coś do niej gadać. Fakt, że nie ogarnąłem że to do niej bo mieli głośną muzykę i myślałem że gadają między sobą (było w aucie dwóch typów i gadał do niej pasażer od przodu) ale nawet gdybym wiedział, to pewnie nic bym nie zrobił bo poprostu się boje i nie potrafię i nie wiem jak to zmienić, choć bym chciał... Czuję się z tym źle, jakbym nie był męski i był bezużytecznym chłopakiem...
Dodaj anonimowe wyznanie
Serio uważasz, że bycie "męskim" to bójki i umiejętność "odszczeknięcia się"? Polecam Ci dowolny kurs samoobrony. Na nim dowiesz się, że poczucie bezpieczeństwa buduje umiejętność unikania konfrontacji, a nie dążenia do niej. Jest mnóstwo przypadków i w Polsce i za granicą, w których taki aktywnie występujący przed szereg chłopak w imię obrony dziewczyny zostaje zadźgany/pobity na śmierć. Nigdy nie wiesz na kogo trafisz.
Kiedy następnym razem zdarzy Ci się taka sytuacja otocz dziewczynę ramieniem (wzmacniasz jej poczucie bezpieczeństwa i pokazujesz obcym, że jest z osobą, na którą może liczyć), nie patrz w ich stronę i takim tempem jak idziesz, idź dalej w wyznaczonym kierunku. Jeśli jesteś w mało uczęszczanym miejscu, skieruj się tam, gdzie jest większy tłum.
A kurs samoobrony nigdy nie zaszkodzi.
Mój znajomy, były specjals, potrafiący poskładać ponad 99% innych ludzi bez przerywania sjesty, z uporem maniaka powtarzał, że deeskalacja i ucieczka, jeśli to możliwe, są pierwszym wyborem niemal w każdej konfliktowej sytuacji.
Tylko jeśli się nie weźmie udziału w walce, to na pewno jej się nie przegra.
A wygrywa ten który przeżyje.
Sztuki walki na ogół uczą reakcji na konkretne sytuacje, wręcz jakby od scenariusza. "Jak on zrobi tak, to ty mu tak". W życiu na ogół tak to nie wygląda.
Umiejętności walki czy obrony nie mają znaczenia, gdy słabością jest umysł, a nie ciało.
Większość tych "bitnych osobników" nigdy niczego nie ćwiczyło i nie potrzebują tego.
Autor powinien "powalczyć"się ze swoimi fobiami, zamiast robić szpagat i trenować przewrót przez ramię. Tu prędzej psychiatra pomoże.
P.S. To ja nazwałem kogoś pizdeuszem, o którym autor wspomina 😉
Słuchaj, najważniejsze, co masz w sercu. Jednego partnera miałam takiego większego, co umiał się bić, odszczekać itd. i często mu się zdarzało w mojej sprawie stanąć. A drugiego takiego mniejszego dużo, szczerze mówiąc nawet 1 na 1 nie miałby zbyt szansy. Ale przy obu czułam się bezpiecznie, bo wiedziałam, że ten drugi myśli o moim bezpieczenstwie i czuję się za nie odpowiedzialny. Tak jak Duszka pisze, obejmie ramieniem, odprowadzi, rozgląda się, odwiezie. Weź pod uwagę, że tak naprawdę możesz być duży, super odważny i wyszczekany, ale wystarczy, że po drugiej stronie jest dwóch takich jak ty i już nie masz szans.
Ja tam uważam, że facet powinien być silny, męski i odważny, dlatego polecam ci siłkę i walkę z lękiem społecznym. Ale w takim pozytywnym sensie żebyś o sobie myślał („jest dobrze, a może być lepiej!”). A nie tam się dołował. Bo jeśli masz w sercu takie poczucie odpowiedzialności za bezpieczeństwo i komfort Twojej dziewczyny to już dużo ❤️ i lepiej niż połowa gości na ulicy
Prawda jest taka, że jako facet Twoją podstawową rolą w związku jest zapewnić stabilność i bezpieczeństwo. I możesz być najwspanialszym pisarzem, możesz grać na gitarze, mieć urodę Adonisa i być bogaty, ale jeśli nie spełnisz tych dwóch podstawowych aspektów, nigdy nie zbudujesz długotrwałej i szczęśliwej relacji z kobietą. I tyle. To normalne, że kobieta chce czuć się bezpiecznie i wiedzieć, że niezależnie od okoliczności staniesz na wysokości zadania, jak inaczej miałaby zbudować z Tobą rodzinę? I tak, stanięcie na wysokości zadania czasem oznacza, że musisz stanąć pomiędzy agresorem a swoją kobietą i musisz być gotów na to, że być może zaraz ktoś dostanie w mordę. Nie tylko to, inni użytkownicy opisali też inne sytuacje, no ale bądźmy szczerzy, wiemy jak jest.
Twoje wewnętrzna ja daje Ci znaki co musisz zmienić, a Ty te znaki rozumiesz. To dobrze. A jeśli nie wiesz jak, możesz iść na terapię i tam poszukać wskazówek od czego zacząć.
MaryL4 dała Ci dobrą radę, siłownia po czasie bardzo podnosi pewność siebie, a samo bycie w formie też zmniejsza ilość potencjalnych osób, które mogłyby chcieć ryzykować walkę z Tobą. Pierwsze co będą widzieć, to Twój biceps, a nie fobia społeczna.
Skoro masz fobię, domyślam się, że nie chcesz uczęszczać na salę pełną ludzi, zwłaszcza będąc nowicjuszem. Całe szczęście podstawowy sprzęt możesz kupić sobie tanio w interncie. Hantle, sztanga łamana, jakieś kettle, dodatkowe obciążenia, a jeśli masz miejsce możesz też ustawić drążek do podciągania. Możesz też kupić poręcze do dipów. Wyjdzie Ci to może z 1000-1500 zł, a będziesz mógł trenować w domu, w spokoju i powoli stawać się kimś więcej, niż jesteś.
Treningów masz masę na yt, ale jeśli chciałbyś coś konkretnego, to polecam Ci aplikację Transformacja 5.0 od Michała Kanclerza, masz tam plany treningowe dostosowane do swoich celów oraz masę wariantów ćwiczeń.
Powodzenia.