Jako mała dziewczynka posiadająca ADHD nie mogłam wytrzymać stojąc grzecznie obok rodziców w kościele. Nudziło mnie to bardzo, że musimy tak stać i słuchać, a na dodatek musiałam zadać sobie trud, by okiełznać mój "wszędobylizm".
Dlatego pod koniec mszy, kiedy mówi się "Bogu niech będą dzięki" byłam przekonana, że to dlatego, że wszyscy cieszą się, że mogą iść wreszcie do domu.
Dodaj anonimowe wyznanie
Jako przedszkolak też tak myślałem
Miejsce dzieci nie jest i nigdy nie będzie w kościele.
Racja, indoktrynację najlepiej zacząć wcześnie. Później trudniej się takiemu człowiekowi wyrwać z tego bagna, jeśli został do niego za małego wciągnięty.
@Hva
Nawet śmieszne.
W skrócie: wpajanie tolerancji = wpajanie nietolerancji.
To nie są słuszne wartości. Religia nic nie przekazuje, chyba że mówimy o ortodoksyjnym wyznawcy wiary, wtedy faktycznie przekazuje on nauki płynące z wiary, ale to nie jest nic dobrego.
Religia poniża wyznawcę, ale daje jednoczesne poczucie wyższości nad innymi, którzy nie są wyznawcami tej konkretnej religii, przez to rozbija heterogenne pod względem religijnym społeczeństwo. Ortodoksyjne wyznawanie religii rozbije nawet i pojedynczą rodzinę, bo się okaże, że jeden z członków ma inny pogląd na dany temat. Wtedy albo taka osoba się ukrywa i przeżywa wszystko wewnętrzne prowadząc do problemów osobistych, albo się ujawnia, prowadząc do rozbicia rodziny. Wpajając komuś wiarę, uczymy, że to on dostąpi jakiś łask od boga/bogów, a niewierzący będą potępieni/nie doznają łask. To magiczne myślenie doprowadza to realnych podziałów, niechęci, uczucia wyższości. To jest coś zupełnie przeciwnego do uczenia tolerancji.
Religia, wiara, to nie są słuszne wartości. W kontekście wiara jest przydatna? Jeśli powiem Ci, żebyś mi oddała 100 tyś zł, które Ci pożyczyłem, ale nie mam żadnego pokwitowania, a musisz to przyjąć na wiarę, uwierzysz mi? Dlaczego ten przykład ma się różnić od wiary religijnej? Tam podstawą wszystkiego jest taka sama wiara.
I na końcu, nie nie można tak napisać o wszystkim, jedynie o jakimś systemie przekonań, do którego każdy człowiek powinien dojść samodzielnie. Wpajanie dziecku magicznych historii o magicznych ludziach, którzy sami siebie zesłali na śmierć, po to żeby nam wybaczyć za coś, co wiedzieli że się wydarzy nas tworząc w określony sposób jest niedorzeczne. I można to łatwo wykonać, jeśli zrobimy to w młodym wieku i użyjemy jakiegoś autorytetu.
Zupełnie czym innym jest wpajanie dziecku wiadomości o faktycznie istniejących zjawiskach. To ostatnie to po prostu nauka.
To jest jak najbardziej moje miejsce do mówienia co słuszne, bo jestem członkiem społeczeństwa i nie masz prawa zabraniać mi wyrażania opinii.
A gdzie ja do cholery napisałem, że wierzący ktoś jest nieszczęśliwy, albo że wszyscy wierzący są nieszczęśliwi? Pokaż mi to palcem, bo nie widzę!
Pisząc, że napisałem coś, czego nie napisałem popełniasz poważny błąd logiczny i robisz z siebie głupka.
"Normalni chrześcijanie nie wyrzucają nikogo z rodziny i nie osądzają przez inne poglądy." Jak zwykle enigmatyczni "normalni", albo "prawdziwi" chrześcijanie. Wyobraź sobie, że nikt, może poza twoją wąską grupą współwyznawców nie wie, czym dla Ciebie są "normalni chrześcijanie". Znam ze słyszenia wiele historii i jeden film na netflixie o ortodoksyjnych rodzinach, w których właśnie taki schemat zachodzi. Dziecko okazuje się homo/trans/ateistą/czymkolwiek_innym_nieakceptowalnym i nagle okazuje się, że po zakończeniu obowiązku opieki przez rodziców, dziecko ląduje na ulicy. Ładne cytaty z biblii podałaś, szkoda że pominęłaś ten, gdzie Jezus mówił, że jak ktoś nie nienawidzi swojej rodziny, to nie jest jego godzien. Nie ma to jednak znaczenia, bo wierzący tak interpretują te teksty, żeby nauczanie biblii było zgodne z ich własnymi przekonaniami. Jedyne co możesz napisać, to, że w Twojej grupie nie ma takich zachowań, bo tamci o Tobie też by powiedzieli, że nie jesteś prawdziwą chrześcijanką. Słowo przeciw słowu.
Nie rozumiem po co jest tekst o poczuciu winy. Każdy ma poczucie winy, no i jak to się ma do tego co napisałem?
"Ty czujesz się lepszy przez swój ateizm i także rozbijasz społeczeństwo." Jeśli dla Ciebie każdy musi myśleć jak ty i być chrześcijaninem, to faktycznie, mój błąd, że myślę inaczej i nie jestem chrześcijaninem. Chciałbym jednak społeczeństwa, gdzie nie ma ludzi, którzy tak myślą, gdzie mimo różnic można żyć razem.
"Biblia to bajki"? Bardziej powiedziałbym, że mitologia, tak jak mamy mitologię grecką, rzymską, tak samo i chrześcijańską. Cóż z tego, że może w niej się znajdować kilka historycznych osób. Czy jeśli ja napiszę opowiadanie o Andrzeju Dudzie, gdzie rzeczony byt będzie mógł latać i czytać w myślach, to też przyjmiesz to za prawdę, bo jest o rzeczywistej osobie? Zakładam, że nie, bo przecież to niedorzeczne. Dlaczego do biblii stosujesz inny standard?
W biblii nie ma żadnej nauki. Jest za to historia o facecie, który sterował umaszczeniem potomstwa zwierząt pokazując im patyki.
"Nikt nie musi ci się tłumaczyć z tego dlaczego wierzy, ale między innymi to dlatego, że ludzie czują, że to słuszne, bo czują się przy tym spełnieni i szczęśliwi. Nie potrzebują twojej aprobaty." I dobrze, niech sobie wierzą jak już muszą, choć wolałbym, żeby więcej ludzi jednak miało związek z rzeczywistością, w której żyją, a nie światem baśni, ale rozumiem, nasz świat potrafi być, szczególnie teraz, mocno przytłaczający. Czego całkowicie nie rozumiem i nie akceptuję, to wciskanie wiary w swoje nie poparte niczym wiarygodnym przekonania małym, podatnym dzieciom.
Takie dziecko powinno mieć przekazane jak świat działa, opierając się na sprawdzalnych zasadach, na nauce. Religia nie przekazuje nic wartościowego, normy moralne pochodzą ze społeczeństwa, więc także, jak już pisałem różnią się od grupy do grupy wyznawców. Treści wiary są specjalnie zbudowane jako nieweryfikowalne, informacje przekazywane przez naukę można sprawdzić, ewentualnie zaprzeczyć, czy na ich podstawie zbudować lepsze zrozumienie rządzących praw. Dlatego też nie możesz mówić, że w biblii jest nauka, bo to zdanie jest fałszywe.
Problem w tym, że wierzący wierzą, że religia mówi prawdę o świecie, więc włączają to w zakres przekazywanych treści.
"a co do reszty Biblii, to nie ty ustalasz cokolwiek." Ale o co chodzi?
I na koniec gdzie jest moje 100 tyś? Musisz uwierzyć i mi oddać.
Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem (Łk 14,26).
Nikt nie jest prawdziwym chrześcijaninem, dopóty, dopóki tego nie potwierdzi Twój autorytet?
To jest właśnie ten problem z religią, o którym pisałem: jedni zażarcie głoszą, że ci drudzy są tacy a nie inni, a ci drudzy to samo mówią o tych pierwszych i obie grupy jak samo się mylą i kwesta ta w jednym i w drugim przypadku ma takie samo, znikome znaczenie.
Nie mam ADHD, ale jak jeszcze wierzyłem i chodziłem do kościoła, ja także dziękowałem bogu, że msza się już kończy.
"wierzyłem" "dziękowałem bogu, że msza się już kończy." No śmiechłem, te dwa zwroty w jednym zdanie to wręcz kwintesencja chrześcijaństwa w Polsce :D