#Tba7l
Pewnego dnia przyjechał do nas w odwiedziny mój dziadek od strony ojca. Taty akurat nie było, ponieważ był w pracy. Wszystko pięknie, dziadek siedzi w kuchni razem z mamą, rozmawiają, piją kawę, aż w końcu do domu powrócił zmęczony pan i władca całej rodziny. Zaraz po wejściu do domu zdjął buty i usiadł z mamą i dziadkiem przy stole. Znowu pięknie, siedzą, rozmawiają, aż temat się skończył i nastała chwila ciszy. Z racji tego, że tata niedawno wrócił z pracy, był przepocony, zmęczony i nie zdążył się jeszcze umyć. Nagle mama wypaliła do niego: "tata, nogi ci jadą", a DZIADEK na to "no moooże..."
Mamie było tak wstyd, że przez kolejny tydzień to przeżywała.
u mnie w rodzinie podobnie, różnica polega na tym, że to tata mówi do mojej mamy "matka", a ona wtedy mu odpowiada "synu"
Jakbym słyszała moją mamę hahaha
świetne :D Biedny dziadek:D
To ja mam jeszcze bardziej narypane w rodzinie. Bo generalnie jest tak, że tak jak ja wołam na bliskie mi osoby to jakoś się przyjmuje. Więc moja siostra woła na naszą matkę: "Harmat", matka o mojej siostrze mówi "siostra", a obie do naszego psa, który naprawdę inaczej się wabi wołają "Wredny Ryjec" bo ja go tak nazwałem i na to najchętniej reaguje. Czasem aż się boję wymyślić komuś jakieś przezwisko...