#TVafF
Jest jedna rzecz, o której nie wie nikt poza nami (nawet nasi mężowie) - kilka lat temu, w czasie pierwszego roku studiów, postanowiłyśmy trochę poeksperymentować i zobaczyć, jak to jest między dwiema kobietami. W sumie uprawiałyśmy seks kilkanaście razy w przeciągu kilku miesięcy, akurat kiedy obie byłyśmy singielkami. Trochę się przy tym pośmiałyśmy i choć było naprawdę przyjemnie, to jednak stwierdziłyśmy, że zakochać możemy się jedynie w osobach płci przeciwnej i nic do siebie wzajemnie nie czujemy, poza satysfakcjonującym zaspokojeniem cielesnym.
"Romans" zakończył się, kiedy na nowo zaczęłyśmy randkować z chłopakami. W sumie nie było żalu, podziękowałyśmy sobie za mile spędzony czas i skupiłyśmy się na naszych nowych związkach.
Obiecałyśmy też sobie, że nigdy nikomu o tym nie powiemy. Temat został poruszony jeszcze tylko jeden raz przez Natalię, na chwilę przed moim ślubem, żeby się upewnić, że nie opowiemy o tym epizodzie naszym mężom.
Przyznam, że trochę kręci mnie posiadanie takiego sekretu. Że nawet ja - zwykła, szara myszka - mam pikantny szczegół w moim życiorysie.
W sumie bardzo spoko i bardzo miło. Dobrze się bawiłyście, nikomu nie zrobiłyście krzywdy, i dalej się przyjaźnicie. Super.
Rozumiem, że kobieta też nie musi wiedzieć biorąc ślub o tym, że jej mąż przez blisko rok prowadził aktywne życie seksualne z przyjacielem?
Feniks06 tak długo, jak to był tylko ten rok i nigdy więcej nie myśleli o powtórzeniu tego to w zasadzie nie. Chociaż ja ogólnie wolałabym nie mieć takich tajemnic przed mężem (ani on przede mną).
Hmmm no nie wiem. Sama mówisz, że wolałabyś nie mieć takich tajemnic. Więc sama widzisz, że jednak jest to dość istotna informacja.
Osobiście wiem, że nie jestem pierwszą kobietą, z która mój facet sypia...
Więcej szczegółów wolę nie znać. Jakby spał z innym mężczyzną zdziwiłabym się niezmiernie i tym bardziej wolałabym o tym fakcie po prostu nie wiedzieć.
Czasami niewiedza to najlepsze, co można dostać. To jeden z tych „czasami”.
Tylkonachwilke a czy to nie jest tak, że skoro wolałabyś nie wiedzieć to znaczy, że miałabyś z tym problem? Ja rozumiem Twój punkt widzenia ale to, że nie wiesz nie rozwiązuje problemu. To po prostu udawanie, że go nie ma.
Gdyby Cie zdradził to też wolałabyś nie wiedzieć bo bańka by pękła?
Nie rozumiem potrzeby poznania szczegółów życia erotycznego osoby partnerskiej sprzed wejścia z nią w związek. Obojętnie czy z kobietą, czy z mężczyzną, czy z indyjską hidźrą, czy z indiańskim two spirit - co mnie to obchodzi? Grunt żeby ta osoba nie wniosła w związek niespodzianki w postaci weneryka.
Feniks nie porównuj zdrady do czegoś co nastąpiłoby przed naszym poznaniem się.
O zdradzie wolałabym wiedzieć. Nie wiem, czy byłabym w stanie zrozumieć, przerobić problem i wybaczyć czy nie. Nie widzę też potrzeby rozważania takiej sytuacji - na moje szczęście po pierwsze jestem z typem wybitnie monogamicznym, po drugie oboje rozumiemy, że sex (częsty, nie ukrywam) jest tylko dodatkiem do związku opartego na wsparciu i przyjaźni. Nie ukrywam, że kocham swojego partnera, ale o wiele mocniej najnormalniej w świecie go lubię i bardzo mocno szanuję za to, jakim jest człowiekiem.
O zabawach z mężczyzną wolałabym po prostu nie wiedzieć. Nie musieć myśleć w ogóle o takiej sytuacji...
Po za tym wyciąganie argumentu o zdradzie przy każdej różnicy poglądów jest dla mnie zachowaniem lekko idiotycznym
Ja jako też szara myszka mam już za dużo pikantnych szczegółów w życiorysie, a ostatnia impreza uświadomiła mi że dalej jestem gówniarą. Zaczynam się z tym źle czuć.
Brzmi jak materiał na wyznanie ;). Wrzucaj anonimowo bo nudno.
Materiałem na wyznanie jest, ale to nie ja powinnam je pisać bo się dowiedziałam tylko z opowieści ;)
czekam na komentarze naszych czolowych homofobow, ze to dobrze, ze zeszlas z drogi grzechu ;)
bylo milo, bylo przyjejmnie, zaspokoilyscie swoja ciekawosc ( i nie tylko ;) ), macie mile wspomnienia, tylko sie cieszyc
w dodatku nikogo tym nie krzywdzilyscie, bo bylyscie wtedy same
a rozumiem, ze ty kazdemu nowemu partnerowi spowiadasz sie dokladnie z poprzednich?
Myślę, że taki szczegół mógłby wywołać niepotrzebną zazdrość u mężów albo nakłonić ich do namawiania swoich żon do (niekoniecznie chcianego przez nie) trójkąta.
Mężowie mogą się czuć oszukani. Ja gdybym wiedział o takiej przeszłości to na pewno nie zdecydowałbym się na ślub.
uwazam, ze liczba partnerow (no moze jesli nie jest 3cyfrowa) oraz szczegoly z pozycia intymnego sa sprawa osoby, ktora w nim uczestniczyla i nikogo wiecej- a na pewno nie jej pozniejzych partnerow
jesli wszyscy uczestnicy interakcji zgadzaja sie na to, co sie dzieje w lozku, kuchni, na placy czy innym miejscu, to niech robia, co chca
i nie zamierzam wyliczac kiedy, z kim, w jakiej pozycji i ile razy
@szinigami nie wydaje mi się, że autorka uważa to za błąd młodości. I nie rozumiem dlaczego ma zerwać znajomość z koleżanką tylko dlatego, że jakiś czas ze sobą sypiały. Co zmienia fakt, że dalej się kolegują? W pewnym sensie "odcięły" się od przeszłości. Nie wałkują tego, po prostu pamiętają o tym, ale to część ich DAWNEGO życia.
Ale o czym my w ogóle mówimy? Wyobraźmy sobie kobietę, która staje na ślubnym kobiercu i ma mówić "Tak". Rozumiem, że to jest ok by nie wiedziała o tym, że jej przyszły mąż przez blisko rok utrzymywał dość intensywne relacje gejowskie uprawiając seks ze swoim przyjacielem?
sziinigami kto tu mowi o slubie koscielnym? bylas na nim, ze zgrywasz ekperta?
poza tym hipokryzja jest w narodzie taka, ze ludzie biora slub koscielny dla oprawy a nie dla wiary
Solange ma racje autorka w zaden sposob tego NIE ZALUJE, ot byla ciekawa, sprobowala, bylo fajnie, wiec sie tak bawily z nikim nie bedac wiec nikogo nie krzywdzac; zaprzestaly takich praktyk i spokoj, nie jest powiedziane, ze nadal to robi juz chce
nie kazdy jest taki wscibski jak wy i nie kazdego takie szczegoly obchodza
robily to, to robily ich sprawa a teraz ona jest z mezem i z tego okresu mozna ja rozliczac
"nie kazdy jest taki wscibski jak wy i nie kazdego takie szczegoly obchodza"
Bazienka a skąd Ty wiesz czy męża autorki to obchodzi czy nie skoro nikt, nigdy nie dał mu tego wyboru?
dobra skoro wy spowiadacie sie partnerowm z poprzednich relacji lozkowych- wasza sprawa
autorka widocznie nie czuje takiej potrzeby i dajcie jej zyc
Bazienka litości... To nie chodzi o to, żeby spowiadac się z poprzednich partnerów. Nie chodzi o to bym mowil ile miałem partnerek wczesniej i jak z nimi było. Nie chodzi o to by moja żona mi się zwierzała z tego z iloma facetami spała. Jednak relacje homoseksualne to inna para kalosz. To ważna informacja i partner ma prawo wiedzieć i samemu podjąć decyzję czy mu to odpowiada czy nie.
Bawiłam się podobnie z przyjaciółką i świadkową na moim ślubie, tylko byłyśmy sporo młodsze. Obie nie wracamy do tego tematu. Nawet mój były mąż o tym nie wiedział, powiedziałam to dopiero obecnemu partnerowi. Myślę, że wbrew pozorom sporo osób eksperymentuje w ten sposób.
Totylkoja90 nie sądź wszystkich swoją miarą. Uwierz mi. Większość osób nie ma na swoim koncie relacji homoseksualnych. A już na pewno normalni ludzi maja kręgosłup moralny który nie pozwala im tego robić na własnym ślubie.
Więc nie wiem czy jesteś nienormalna czy tylko jesteś trollem.
Etanolansodu - przepraszam, że trochę zboczę z tematu, ale po prostu uwielbiam statystyki (nic na to nie poradzę!). Udało mi się kiedyś znaleźć informację o tym, że blisko 40% społeczeństwa jest biseksualne, rzecz jasna, w różnym natężeniu skłonności ku danej płci. O ile dobrze pamiętam, skala jest od jednego do siedmiu czy coś w tym guście. Nie chcę podawać statystyk z czterech liter, dlatego właśnie na szybko czytam fragment "Bisexuality in perspective" (s. 172-173) i tam podają informację, że w oparciu o wyniki ich badań, 42% mężczyzn i między 25% a 27% kobiet ma doświadczenia seksualne z osobami obu płci. Nie znam treści całej książki, ale taki wynik zgadzałby się z tymi 40%, które gdzieś tam kiedyś udało mi się znaleźć. Te statystyki odnoszą się do krajów latynoskich. Poniżej w książce podane są nawet dziesięciokrotnie mniejsze wartości dla krajów europejskich. Pewnie potem jeszcze trochę doczytam na temat innych kultur, ale przypuszczam, że w krajach latynoskich po prostu istnieje większe przyzwolenie społeczne na tego typu eksperymenty. Jeżeli orientacja nie jest skutkiem warunkowana przez środowisko, to albo genetycznie bardzo różnimy się od Latynosów, albo bardziej tłumimy swoje skłonności. Nie jestem ekspertem i to nie mój konik, więc może wypowie się ktoś bardziej obeznany w temacie. Sądzę jednak, że nie każda osoba biseksualna próbuje kontaktów homoseksualnych. Jeżeli przyjmiemy nawet te 40%, to faktycznie, osoby heteroseksualne i tak są w większości i zapewne obrzydza je taki seks.
Jeżeli idzie o komentarz ToTylkoJa90, według wspomnianych w książce badań kilka procent badań (uśrednię wyniki) przyznaje się do takich doświadczeń. Jeżeli rozszerzymy zagraniczne badania na Polskę, spośród ok. 24 mln osób w wieku produkcyjnym będziemy mieli niecały milion takich, które próbowały. Czy to dużo, czy nie - oceńcie sami.
Ciąg dalszy za chwilę.
Jeżeli chodzi o samo wyznanie... cóż, jest na pewno anonimowe. Nie lubię wchodzić z butami w czyjeś życie i mówić, co kto ma robić, a czego nie, bo to zwyczajnie nie moja sprawa. Każdy ponosi odpowiedzialność za swoje decyzje. Jeszcze nie wiem, czy celem osób wstawiających wyznania jest po prostu zrzucenie z siebie ciężaru, zapoznanie się z opinią, wysłuchanie rad - zapewne w każdym przypadku jest inaczej. Ustawianie komuś życia wiąże się z przejęciem odpowiedzialności za nie, a każdy powinien odpowiadać za własne życiowe decyzje. Niewiele rzeczy wkurza mnie równie mocno, co podejmowanie głupich decyzji i proszenie innych o znalezienie sposobu na ich odkręcenie. Jasne, w trudnych sytuacjach warto poprosić o radę, ale czasem to przypomina próbę zepchnięcia tej odpowiedzialności na drugą osobę. "Będzie na ciebie", jeżeli się nie uda. Skoro to jednak panel dyskusyjny, dodam swoje anonimowe trzy grosze.
Moje zdanie jest takie, że partner powinien wiedzieć o niektórych rzeczach, bo w związku kluczowe jest zaufanie. Nie jakaś rutyna, atmosfera, chemia - to wszystko jest ważne, ale bez zaufania związek leży. Jeżeli jestem w stanie skłamać na temat czasów sprzed związku, kiedy nie wiązała mnie żadna relacja i moje zachowanie nie było "nielegalnie", będę w stanie ukryć dużo innych rzeczy. Nie zapominajmy o chorobach, którymi mogę zarazić obecnego partnera.
Pewnie, każdy ma prawo do swoich małych tajemnic, przeszłość pozostaje przeszłością, a o pewnych sprawach trudno się mówi. Im później, tym trudniej. Tu niestety w grę wchodzi też dobre imię przyjaciółki (chociaż nikt nie każe zdradzać jej tożsamości) i złożona obietnica. Istnieją rzeczy, o których pewnie nie powiem nikomu i mam do tego pełne prawo. Nie jestem niczyją własnością. Nie wyobrażam sobie jednak okłamywać partnera na temat trwającego tak długo "eksperymentu" (nie żeby mi, skromnemu, niechcianemu przez nikogo aseksowi to groziło :)).
PS. Jestem ślepokiem, ToTylkoJa90, i jakoś umknęła mi ta informacja o ślubie. To już moim zdaniem mocne przekroczenie pewnej granicy, ale, tak jak mówię, nie moje życie...
white, toylkoja pewnie miala na mysli to, ze dziewczyna, z ktora to robila byla potem swiadkowa na jej slubie
a nei ze podczas tego slubu cyz wesela to sie stalo
totylko, jesli jest inaczej, sprostuj
Miałam na myśli to, że ta dziewczyna była moją świadkową, lecz nasze kontakty seksualne skończyły się wieeeeeeeele lat przed tym wydarzeniem.
Ok, to zwracam honor :) zmyliło mnie to "na moim ślubie" i komentarz Feniksa (który chyba też zrozumiał to tak jak ja).
Mateczko, przeraża mnie moja poranna wena. Żeby tak pisanie innych rzeczy szło mi równie dobrze.
No tak. Przyznaje. Dla mnie konstrukcja zdania też była taka, że zrozumiałem to jako "zrobiłam to na ślubie". Też cofam swoją wypowiedź w tym zakresie.
Tak można byłoby zrozumieć to zdanie, gdybym postawiła przecinek przed "na moim ślubie". Ale fakt, jakoś dziwacznie skonstruowałam to zdanie, więc wybaczcie. 😊
Tez mam taka kolezanke. Tez juz jestesmy w zwiazkach z facetami ;)
Wspolczuje homoseksualnej rysy na zyciorysie.