#TMxuB

Moi rodzice to dziecioroby. Zaściankowe, zacofane i tępe jak dno od butelki dziecioroby, herbu #dej. Czasem żałuję, że w naszych czasach nie było 500+, może by się zachlali, zanim narobili dziewięcioro dzieci. 4 synów, 5 córek. Ja jestem druga w kolejności, najstarszy jest brat.

Teraz wyobraźcie sobie dom na wsi, jeszcze po dziadkach. Stary, sypiący się, chociaż o dziwo murowany. W domu była doprowadzona woda i prąd, toaleta czy ogrzewanie, ale wysłużone i zniszczone po tylu latach, często nie działały. Jeśli widzieliście film "Obecność", to nasz dom bardzo go przypominał.

Jak byłam mała, często z bratem chodziliśmy spać głodni. W domu nikt nie pracował, matka uprawiała ogródek, oczywiście kiedy nie piła. Wszystko co mieliśmy było albo z fundacji, od księdza, ludzi ze wsi, albo opieki socjalnej.

Swoją drogą dziś, kiedy się zastanowię, dobrze, że dostawali rzeczy, a nie pieniądze, bo chyba byśmy trawę musieli żreć. Wszystkie pieniądze jakie mieli, szły na wódę i fajki. Życiowym celem ojca było napić się i podupczyć.

W zimie dostawaliśmy węgiel od gminy, ale ojciec wpadł kiedyś na to, że nakradnie drzewa z lasu, a węgiel sprzeda. Drzewa nigdy nie przyniósł, kasa na chlanie była, a że zimno w domu? Eee tam, wódeczka.

I tak sobie byliśmy, rodziły się kolejne dzieci i kolejne. 2 siostry są z tego samego roku! Kiedy miałam lat 7, byłam już pełnoetatową matką, kucharką i sprzątaczką. Wychowywałam CAŁE swoje rodzeństwo, jak umiałam najlepiej. Brat mi pomagał, po czasie dołączyła o 2 lata młodsza siostra.

Ostatni poród matki - dziesiąty, dzięki bogu okazał się katastrofą, a dla nas - ratunkiem. Nie wiem dokładnie co się stało, ale prawie ją rozerwało, siostra urodziła się sina i pokręcona, nie przeżyła. To był ostatni poród mojej matki.

Po powrocie ojciec sprał ją na kwaśne jabłko. Wylądowała w szpitalu, a nami zainteresowała się W KOŃCU policja. Po ok. miesiąca od tej sprawy, zabrali nas do ośrodka, a potem Domu Dziecka.

Żałuję tylko jednego. Że jestem jedna ze starszych. Że pamiętam. Że miałam jakieś 15 lat kiedy to się stało. Siostry i bracia byli mali, zapomnieli.
My, starsi, nie.
Domandatiwa Odpowiedz

Kiedyś potrzeba było więcej niż teraz, żeby ratować dzieci z takich "rodzin".

Życie jest straszne. Dla niektórych straszne bardziej. Oby dla Ciebie było już straszne mniej 🍀

SamoZycie Odpowiedz

Średnio ci wierzę. Ludzie piszą historie aby przedstawić swoje poglądy. Piszesz jak ktoś z zewnątrz a nie ze środka. Użycie formy ,,dzięki bogu" też jest naciągane.

MaryL4 Odpowiedz

Dobrze jakby osoby z przemocowych, patologicznych rodzin zebrały się w jakąś fundację i naradziły co z tym zrobić. A następnie zgłosiły ustawy, pomysły na reformy. To samo osoby prześladowane w szkole. Bo instytucje, psychologowie, ośrodki, wszystko jest, ale zupełnie nieskuteczne i jakby zaplanowane przez osoby, które tego typu przeżyć nie doświadczyły. No bo serio, ile razy ktoś coś zgłasza w szkole, nauczycielom, a potem w domu ma przez to jeszcze gorzej…

ArabellaStrange

Nie ma rozwiązania idealnego. Albo drastycznie ograniczy się wolność wszystkich ludzi, zakładając totalną inwigilację państwa opiekuńczego, albo trzeba się pogodzić z tym, że są przypadki, których system nie wychwyci.

Naprawdę mogłoby działać, gdyby ludzie sami chcieli sobie nawzajem pomagać. I robili to w sposób mądry. Ale w dzisiejszych czasach nacisk się kładzie na indywidualizm, stawianie granic i bronienie swojego „ja”. Interesowanie się losem bliźnich i bezinteresowna pomoc często są przedstawiane jako wścibstwo.

SamoZycie Odpowiedz

Tekst oceniam jako twórczość przeciwniczki PiSu, 800+, kościoła, wsi i wielodzietności.

sosnowiec1913 Odpowiedz

Niestety opieka społeczna to w naszym kraju biznes, gdyby wszystkie dzieci z rodzin patologicznych trafiły pod opiekę kochających ludzi to urzędniczki byłyby bezrobotne. Interweniują dopiero jak jest ryzyko że nagłośnią sprawe w mediach albo po fakcie.
Opieki psychologa też brak.

Trzymaj się !!

Dodaj anonimowe wyznanie