#THyRg
Nasza internetowa miłość kwitła, jakkolwiek to brzmi, bo ani razu się wtedy nie widzieliśmy na żywo. Strasznie chciałam się z nim spotkać, ale miałam ciężkie studia, do tego praca, a z kolei, gdy trafiała się jakaś okazja to akurat on miał coś pilnego. Nigdy też nie udało się nam porozmawiać na kamerkach internetowych, bo zawsze coś stało na drodze, a to komputer mu się popsuł, a to ma gości itp. Jakoś kompletnie nie wzbudziło to nigdy moich podejrzeń. Byłam strasznie zaślepiona i naiwna. Nawet na tapecie w telefonie miałam jego zdjęcie, które mi wysłał. Jedno z wielu. Jednak pewnego dnia napisał mi, że ma zupełnie wolny tydzień i może do mnie przyjechać. Byłam cała w skowronkach, dosłownie skakałam ze szczęścia. Nawet na bilet mu dorzuciłam, bo był chyba biedniejszym studentem niż ja. Miałam go odebrać z dworca o 15 i zabrać do siebie. I tu następuje zwrot akcji.
Owszem, przyjechał do mnie, ale okazał się zupelnie inną osobą. Nawet nie miał na imię Kamil, tylko Kazimierz. Zamiast być starszy o rok, był starszy o 7 lat. Nie studiował weterynarii, tylko dorywczo pomagał ojcu na budowie. Nie był też wysokim, przystojnym blondynem, tylko niższym ode mnie o co najmniej 10 centymetrów, wychudzonym chłopem, którego twarz wyglądała na starszą niż jest, dodatkowo brakowało mu kilku zębów, ale chyba większy problem miał jednak z higieną. Wyglądem przypominał wręcz menela. Okazało się, że zdjęcia jakie mi wysyłał, były zdjęciami jego kuzyna. A co do reszty... Otóż podobno często w sieci udawał kogoś innego, ale jak poznał mnie, to się zauroczył od razu, jednak bał się przyznać, że przedstawił się jako ktoś inny. Potem wciąż kłamał, bo przecież odrzuciłabym go gdybym znała prawdę. Gdy nie mógł pisać, bo jak twierdził, miał zajęcia, tak naprawdę pił z kolegą, bo jak się okazało, jest też "początkującym" alkoholikiem.
I co sobie myślał przyjeżdżając tu? A no to, że skoro tak go pokochałam, to wybaczę te kłamstwa i zaakceptuje go takim jaki jest. No niestety. Gdy już mi wszystko wyjaśnił, a ja w końcu doszłam do siebie po tym szoku, po prostu odprowadziłam go na dworzec i poszłam do domu, płakać w łóżku. I tak przepłakałam chyba z 3 dni, nikt mnie nigdy tak nie oszukał. W końcu doszłam do siebie, a z nim urwałam kontakt tego samego dnia, w którym przyjechał. Potem już raz na zawsze odechciało mi się szukać miłości w internecie. Teraz te historie wspominam jako idealną lekcję życia, cóż, mam nauczkę, za to, że byłam taka głupia i naiwna. Choć przyznam, że on tez był bardzo dobrym kłamcą i manipulatorem.
Na kłamstwie nie da się nigdy nawiązać zdrowej relacji. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego ktoś kto szuka miłości w internecie potrafi zrobić z siebie nie wiadomo kogo? Przecież te kłamstwo w końcu wyjdzie na jaw. To jak wbijanie sobie samemu noża w serce...
wiesz co nie zawsze na klamstwie... sama przejechalam sie znajac faceta osobiscie, poznalismy sie na wolontaracie. ale odleglosc ja Gdansk, on Krakow. i samo to,z e widzielismy sie raz zw miesiacu sprawilo, ze zakochalismy sie w woich wyobrazeniach o sobie, w tym nalepszym, co sobie pokazywalismy
internet nie jest zly jesli chodiz o poznawanie ludzi, jednak nalezy te wyobrazenia konfrontowacz rzeczywistoscia jak najwczesniej
@bazienka
Twoja wypowiedź nijak się ma do wypowiedzi Tictac...
Nie po raz pierwszy i ostatni :D
ma, ma tylko w szerszej perspektywie
ja rozumiem, ze tu typ ja oklamal. ale ogolnie w zwiazkach na odlegloscejst tak, ze wielerzeczy sobie wyobrazamy czy dopowiadamy. nawet jesli druga osoba mowi prawde- ja mojego bylego poznalam osobiscie i spedzilamz nim ok tydzien, potem przez ok rok byl tylko kontakt internetowy/przyjazdy z raz w miesiacu
nie bylo klamstwa, ale i tak srogo sie przejechalam
zwyczajnie KAZDA glebsza relacja zbudowana na odleglosc jest mocno ryzykowna
Nie mów, że nie będziesz szukać miłości w internecie. Musisz po prostu być bardziej czujna. Ze swoim mężczyzną poznałam się przez internet, dzieliło nas 400 km, a jednak dziś jesteśmy tu razem, nadal zakochani. Po prostu musisz być czujna. Nie możesz bez pamięci zabujać się w osobie, która Ci jakieś zdjęcia wysłała i wykręca się od rozmowy przez kamerkę. Mamy XXI wiek, zepsuł się komputer? Weź telefon. Przyszli goście? Idź do drugiego pokoju lub poczekaj, aż sobie pójdą. Moim zdaniem byłaś za bardzo zaślepiona, żeby widzieć wiele sygnałów.
Zgodzę się z tobą tylko jest jedno. Ja mojego poznałam przez internet i odległość 2500 km. Tylko, że po dwóch miesiącach spotkanie najpierw u mnie potem, poleciałam ja do niego i po 6 miesiącach mieszkamy razem tylko, że w tym wszystkim kluczowy jest czas. Żeby sobie nie wyobrażać nie wiadomo czego, bo im dłużej człowiek czeka tym więcej sobie wyobraża i tym bardziej się rozczaruje.
Tak, poza tym przy takich dużych odległościach trzeba się raczej liczyć z koniecznością przeprowadzki.
Dobrze zrobiłaś. Też nie rozumiem co sobie myślą osoby podające się za kogoś innego na portalach randkowych.
Bardzo przykra historia.
Zawodowo to się nazywa 'catfish'. Był nawet program na MTV o tym, ale tam osoby, które udawały kogoś kim nie są, nie miały czelności przyjechać i wymuszać zaakceptowania brzydkie prawdy.
aaale zaraz, typ przedstawil ci sie zupenie inaczej niz bylo naprawde, a myslal, ze zakochalas sie w prawdziwym nim, o ktorym nie mialas pojecia?
Chyba chodzi o to, że zakochała się w jego charakterze, wspólnych zainteresowaniach, itd., a kłamstwa, czyli wygląd i studia/praca, to były tylko dodatki, które nie miały wpływu na to, jaki ma charakter. Czyli wciąż mógł czytać te same książki, być szarmancki, uczuciowy i inteligentny, i liczył, że to w tym zakochała się autorka, a więc takie "szczegóły" jak wygląd i praca nie będą miały znaczenia.
zakochala sie w wyobrazeniu, postaci, ktora stworzyl
nie wiemy, czy rozmawial z nia szczerze, czy dopasowywal tresc rozmowy pod nia. czy zainteresowania mial naprawde, czy sprawdzal rzeczy na biezaco w internecie...
Hehh, kiedyś miałam podobną sytuację. Wszystko bardzo podobnie tylko ten przypadek - uwaga- nie posiadał wogóle swojej szczoteczki do zębów (którą kazałam zabrać na przyjazd) O_O . Poszłam z nim na piwo, a następnie pomogłam w zorganizowaniu drogi powrotnej.
To wyznanie powinna przeczytać każda osoba, która posługuje się frazesem: "wygląd się nie liczy. Ważne jest to jakim kto jest człowiekiem". Był na tyle świetnym rozmówcą, że autorce udało się w nim zakochać i na tyle brzydki, że udało jej się momentalnie odkochać.
Zakochała się w kimś innym, w osobie, którą udawał. Może nawet nie był tyle brzydki, co zaniedbany- braki uzębienia, niedomyty. Nadużywanie alkoholu też dobrze nie rokuje.
Też bym się odkochała gdyby ktoś mnie okłamywał na temat wszystkiego, z taką osobą nie da się stworzyć związku.
Akantis zakochała się w osobie z którą rozmawiała. Owszem... mógł równie dobrze wymyślić zainteresowania jak i powiedzieć prawdę. Niezależnie jednak jednego nie mógł podrobić. Nikt za niego nie rozmawiał. To robił on i to z nim jej się tak świetnie gadalo i to w nim się zakochała.
O tym, że to bzdura, że wygląd nie ma znaczenia nie musicie mnie przekonywać :)
Ale przecież to chodzi o sam fakt kłamstwa. Jak możesz budować związek z osobą, która nie potrafi być szczera? Ostatnio było wyznanie że dziewczyna była z facetem, który okazał się babą. Wszyscy jechali tą osobę za udawanie i tu jest to samo nie sądzisz? Co z tego, że ktoś ma cudowny charakter, jak nie potrafi mówić prawdy w tak ważnych sprawach. Wygląd to też poniekąd ważna sprawa, powiedz chciałabyś się budzić co dzień z osobą, która cię nie pociąga? Chłopak nie musiał być brzydki, mógł się po prostu niepodobać.
przeciez tu nie wyglad jest problemem tylko to, ze od poczatku ja oklamywal
inne rzecz bycie brzydkim czy nieatrakcyjnym, a inna zaniedbanie- bo braki w uzebieniu widoczne podczas rozmowy, czyli z przodu, to zwyczajne zaniedbanie
zainteresowania mogly tez byc wymyslone
To mowisz, ze nie liczy sie wyglad? Haha ;)
Czyli wyglad sie nie liczy? Haha ;) jemu pewnie nie zrobilo sie w ogole przykro jesli byl tak samo jak Ty zakochany, w ogole przeciez ;) uwielbiam te hipokryzje.