Od ponad roku mieszkam w Holandii. Sytuacja sprzed kilku miesięcy. Wybrałam się wraz z chłopakiem do azjatyckiej restauracji. Weekend, piękna pogoda za oknem, przytulne wnętrze. Idealnie. Po posiłku przyszedł czas na deser. Lody, owoce, galaretki. I wtedy naszło mnie, żeby zapytać go czy wiedział, że galaretka jest dobra na kości. Więc mówię ,,Do you know? Jelly is good for bones." Patrzy na mnie, cały czerwony, powstrzymuje śmiech, oczy szkliste. ,,What did you say?" Więc powtarzam, ciut głośniej ,,Jelly is good for bones." Widzę, że jest jeszcze gorzej, łzy już mu ciekną po policzkach, śmieje się jak jakiś wariat zatykając usta pięścią. W końcu spytałam ,,What is that funny?".
Okazało się, że mówiąc dość szybko i dodając do tego mój przekosmiczny akcent powiedziałam ,,Jelly is good for balls" (czyli "galaretka jest dobra na jaja"), kompletnie nie zdając sobie sprawy z błędu. Po chwili oboje zanosiliśmy się od śmiechu. Oczywiście nie byliśmy tam sami. Z relacji mojego chłopaka wynika, że ludzie dookoła zamarli ze sztućcami w dłoniach, obracając twarze w naszą stronę, a to co można było wyczytać z ich min to jedno wielkie ,,whaaaat?! ".
Dodaj anonimowe wyznanie
A ja na początku przeczytałam : Galaretka jest dobra na jajach
Bone w slangu oznacza drągala ;)
Na początku myślałam, że zamiast bones powiedziałaś boner :D
Myślałam ze powiedzialas boner :p