#TCP4L
Myślałam i myślałam... wiadomo, nerwowo się zrobiło. Poinformowałam kierowniczkę o zaistniałej sytuacji, a sama już planowałam upojenie alkoholowe po powrocie do domu. Na szczęście wpadłyśmy na genialny pomysł, żeby pogrzebać w fakturach i znaleźć mniej więcej wystawioną na tę kwotę, której mi w kasie brakowało, bo dziwne by było, żeby manko pojawiało się na małe kwoty przy co drugim kliencie. Eureka! Znalazłyśmy!
Od razu przedzwoniłam do klienta, opowiedziałam dokładnie co i jak, ale na moje nieszczęście spławił mnie. Nazajutrz pojawił się w hurtowni, od razu przywędrował do mnie. Powiedział, że faktycznie ma dziwnie dużo pieniędzy w portfelu jak na to, że zakupy robił. Kojarzy też, że dopytywał o nowości i przez to mogłam zapomnieć go "skasować", ale ręki uciąć sobie nie da... Teraz finał - "Skoro taka sytuacja wynikła, ureguluję płatność, ja nie zbiednieję, a pani się nie wzbogaci". Muszę przyznać, iż poczułam się, jakbym wygrała nagrodę w konkursie.
Porządny facet :)
Są jeszcze porządni ludzie! (:
Upojenie alkoholowe... Jest problem - nachlać sie trzeba, dobrze myślisz :)
Wszystko z wami okej?
Dobrze wiedzieć, że dobrzy ludzie są na tym świecie... ja mam takie pytanie, wolę się upewnić: co to jest manko?
Ja mam takie pytanie: serio łatwiej jest czekać tutaj na odpowiedź, niż po prostu wpisać to słowo w google?
Manko- Gdy pieniądze w kasie sie nie zgadzają...
Sporo zarabiasz jak na pracę w hurtowni :) Gratki .
Trafiłaś na porządnego klienta. Ja kiedyś pracowałam w piekarni. Przyszedł klient bardzo chamski i nieprzejmy, a jak to w dobrze prosperujacej piekarni kolejka zawsze. Ten facet gadał przez telefon i jak przyszła jego kolej (za nim z 5 klientów) to zamiast powiedzieć co chce to stał i sobie dalej gadał... juz wkurzona 3 raz spytałam się co podać w końcu wyjąkał zwykły chleb... kolejne z 3 razy spytałam czy pokroić i nie uzyskałam odpowiedzi wiec dałam cały... po chwili przerwał rozmowę i z wielkim oburzeniem czemu nie pokroiłam... wkurw na maxa widać po minach innych klientów ze oni też już mają go dość. Pokroiłam mu go skasowałam 2.70, oddałam resztę i wyszedł.... obok piekarni był sklep spożywczy... po 30 minutach facet wrócił i z ryjem na mnie że mu źle resztę oddałam.... usłyszałam niemiłą wiązankę, przy innych klientach... zaczął sie drzeć, że on mi zapłacił 20 zł a ja mu wydałam z 10 i że poszedł obok do sklepu, chciał kupić z reszty papierosy i zobaczył że nie ma 10 zł. Na moje pytanie czy 30 minut szedł do sklepu obok usłyszałam kolejną nie miłą wiązankę... a gdy zaznaczyłam że ciężko jest mi mu teraz zaufać bo minąło sporo czasu i zresztą widział jaką resztę bierze on znów wrzaskiem do mnie, że " PRZECIEŻ WIDZIAŁAŚ ZE ROZMAWIAŁEM Z CÓRKĄ..." moje wkurzenie już sięgało zenitu. Powiedziałam mu ze na koniec dnia policze utatg i jak będzie za dużo to mu oddam i ma przyjść po 18... On znów chamskim tonem " będę nawet wcześniej"..
A więc chwila przed 18 biorę się za utarg, a on się zgadza... dzwonie do szefowej opowiadam jej pokrótce całą historię łącznie z przytoczeniem wyzwisk w moim kierunku i mówię, że się go wręcz boje... szefowa w końcu stwierdziła że mam mu dać te 10 zł, powiedzieć ze wszystko mi się zgadza ale place mu niby z własnych itp może to przemysli... NIE PRZEMYŚLAŁ... jeszcze na koniec powiedział mi ze jest tu stałym klientem i by nie kłamał bo po co... nigdy później juz go nie widziałam w sklepie...
Dobrze wiedzieć, że są jeszcze tacy ludzie :)