#SsLf0
W większości byli to ludzie, którzy przychodzili tam z powodu „a bo coś tam w urzędzie pracy gadali, to się wpisałem na listę, aby dali mi spokój”.
Oni dostali pełne materiały szkoleniowe, ja natomiast jedną płytę z dokumentami i teoretycznymi podstawami obsługi wózka, które musiałem sam przestudiować i zrozumieć, o co w nich chodzi. Dla tamtych organizowano jakieś spotkania itp., gdzie wszystko było tłumaczone. Cóż, jak zwykle miałem pecha. Mimo wszystko postanowiłem się przyłożyć do nauki i tak też zrobiłem. Wkuwałem w wolnym czasie ustawy, układy wózka itd., na placu, pomimo że nie miałem nawet wyjeżdżonego minimum wymaganego progu godzinowego szkolenia (bo po co...), to i tak zaliczałem się do trzech osób najbardziej doświadczonych (pozostałe dwie jeździły na wózkach za granicą, zanim wróciły do Polski).
Kiedy w końcu nadszedł dzień egzaminu, byłem jedną z siedmiu osób, które zdały. Pozostałe dwanaście osób oblało, część z nich teorię, część praktykę (polegali na banałach jak robienie ósemki na placu czy też w ogóle nie znali dokumentów).
Na nich zostały zmarnowane pieniądze z dofinansowania. Pieniądze, z których mógłbym skorzystać.
Od początku miałem gorsze warunki – brak pełnych materiałów szkoleniowych i inne, które opisałem wyżej, a mimo to zdałem. Teraz mam pracę i odpracowałem już pieniądze, które musiałem zapłacić za kurs i egzamin, ale niesmak pozostał.
Podszedłeś do tego w uczciwy sposób i zostałeś nagrodzony za włożony wysiłek. Nie pogrążaj się w negatywnych odczuciach, tylko przekuj je w dumę z siebie.
Ja pierdzielę. Człowiek ma prawo żeby się tak normalnie po prostu wściec. Nie sądzę, że teraz to rozpamiętuje. Po prostu się wściekł i miał prawo. Były emocje, będzie pamiętać. Nie musimy mieć samych pozytywnych odczuć, ani każdego uczucia negatywnego przerabiać na pozytywne. I w żaden sposób nie była to nagroda. On sobie na to zapracował I zwyczajnie mu się należało. Swoją drogą ciekawe jak wyglądał regulamin tego kursu i ciekawe skąd wynika taka rozbieżność. Może powinien się tym zainteresować rzecznik praw konsumenta.
Nie sądziłam, że w moim pozytywnym komentarzu jest coś, do czego można się przyczepić. Dla jasności - nie odbieram autorowi prawa do przeżywania szkodliwych emocji. Jeżeli wygląda to u niego tak, jak Ty opisujesz, wszystko jest w najlepszym porządku.
witamy w Polsce... raju dla bezrobotnych leni
Niestety. Do puki bezrobotni pasożyt będzie miał prawa wyborcze, to będzie głosował na partie, które dają im więcej.
Nie od dziś wiadomo, że tak to wygląda. Dla pocieszenia powiem Ci jak jest na zachodzie, gdzie żyję od 20 lat i od pierwszego dnia pracuję- nie dość, że sytuację jak wyżej są normą, to jeszcze ja, pracująca za raczej bardzo zwyczajne pieniądze, muszę opłacić 100% wszystkie wizyty u dentystów i okulistów, wraz z okularami itp. A wystarczy nie pracować, i cała lista dofinansowań/ pomocy staje otworem
Bezrobotni którzy nie zdali, powinni zwrócić koszty urzędowi pracy.
Inna sprawa, że tak funkcjonują państwowe instytucje. Jakieś kilkanaście lat temu, krótko po studiach, nie miałem pracy, gdzieś się dowiedziałem o kursach dofinansowanych z UE, organizowanych przez lokalny MOPS. Wpisano mnie do programu aktywizacyjnego dla bezrobotnych. 3/4 uczestników to była patologia, czy typowi "mopsiarze" żyjący z zasiłków. Te osoby właściwie zostały zmuszone do programu - otrzymywanie pomocy uzależniono od udziału. Większość z nich przychodziła na szkolenia z musu, miała całkowicie wywalone na zajęcia, kilka osób nawet wywalono. MOPS odtrąbił sukces, 90% uczestników zakończyło program, tyle że dla większości z nich nic to nie dało, nie wykorzystali swojej szansy - bo nie chcieli, lepiej pasożytować.
Zrobiłem uprawnienia na wózek prawie 3 lata temu, potrzebne do pracy , z własnej kieszeni.
Dostałem ksero wszystkich możliwych pytań do nauczania. Jedna godzina nauk, jedno 1,5 godzinne spotkanie w celu omówienia pytań. Potem egzamin.
Wg mnie trzeba być idiotą albo nie chcieć zdać, by oblać ten egzamin.
Ani jeden grosz się nie zmarnował, one jedynie zmieniły właściciela - w imię wyższego dobra.