#Ss9Xs

Jestem straszną zazdrośnicą. Nie wiem z czego to wynika, ale wszystkim wszystkiego zazdroszczę.

Ostatnio przyjaciółka mi powiedziała, że zakochała się w chłopaku, a on odwzajemnia jej uczucia. Strasznie nie lubię jej wybranka, ale oczywiście strasznie zazdroszczę jej, że wybrał ją, a nie mnie (chociaż i tak bym dała mu kosza). Zdarzały się sytuacje, że zazdrościłam obcym osobom napotykanym na ulicy tego, że na przykład mają ładne buty czy plecak. Zazdrość jest moim problemem odkąd pamiętam. Koleżanka na klasówce dostała pół punktu więcej ode mnie? Już się denerwowałam od środka. Już nawet nic nie mówię o tym, że ktoś dostał lepszą ocenę...

Szczerze Wam powiem, że przeszkadza mi to. Może się to wydawać dziwne, ale ja po prostu nie wiem czemu tak mam. Podobał mi się chłopak, moja przyjaciółka mnie wspierała, doradzała. A jak już wyżej pisałam - jeśli jej się ktoś spodoba, robię się zazdrosna i próbuję jej go wybić z głowy.
Jak byłam mała również miałam z tym problemy. Brat dostał kropelkę soku więcej? Oczywiście robiłam się zazdrosna. Nie okazywałam wtedy za dużo uczuć, po prostu siedziałam cicho, ale to wszystko mnie zżerało od środka.

Ot, taka historia mojego życia, która mnie trochę dręczy.
FoxyLadie Odpowiedz

To i ja się przyznam do czegoś, czego nigdy nie powiem na głos.

Boli mnie wręcz fizycznie, kiedy mój facet dobrze bawi się beze mnie, kiedy teoretycznie moglibyśmy spędzić ten czas razem. Nie widujemy się za często, bo w tygodniu jest w innym mieście, ale teraz ma urlop świąteczny i parę dni temu stwierdził, że chce danej nocy spać sam u siebie, żeby iść wcześniej spać. Następnego dnia okazało się, że większą część nocy nie spędził wcale na spaniu, a przy komputerze. Ścisnęło mnie w piersi, aż miałam łzy w oczach.
Wstydzę się tego niesamowicie, bo to denne i absurdalne do granic. Dla niepoznaki sama go wysyłam na spotkania ze znajomymi czy kino beze mnie. Wiem, że każdy potrzebuje czasu dla siebie samego i nie wiem, czemu jakaś część mojego umysłu tego nie pojmuje. Nie chcę mu o tym mówić, bo nie chcę, by był ze mną z poczucia obowiązku, ale nie potrafię sobie z tym poradzić, a na terapię poczekam niestety jeszcze kilka miesięcy (nie stać mnie prywatnie). Po prostu nie wiem, jak przetrwać ten czas, bo ja umieram z rozpaczy, a on nie robi nic złego. Nie jestem w sumie zazdrosna o inne dziewczyny tylko o to, że z kimś innym ma więcej zabawy, niż ze mną. Nie znoszę się za to.

FoxyLadie

No właśnie spędzam... mam dość sporo hobby, rzadko zdarza mi się bezczynnie siedzieć, chyba, że przy zaplanowanym maratonie seriali od czasu do czasu. Mało tego, on jest bardziej elastyczny i zazwyczaj on dopasowuje się do moich terminów. Czyli idzie gdzieś w czasie, kiedy ja mam coś konkretnego do roboty. Dlatego nie rozumiem tego irracjonalnego uczucia, przez które nie potrafię się cieszyć. Jedyne, co mi pomaga przetrwać, to przedłużam moment do ponownego spotkania, żeby "zatęsknił", bo to znowu daje mi poczucie bycia ważną. Tragedia po prostu, nie wiem, skąd to się wzięło, bo kompletnie nie pasuje do 'reszty' mojego charakteru.

Zazdrosna99

Teraz się zidentyfikowalam z tobą jak nigdy w życiu.

BlachazRdza

Szczerze, reaguję zupełnie jak ty. Cholernie mi z tym źle, cholernie się za to karcę. Przede wszystkim to nie chcę, aby moja dziewczyna "obrywała", ale czasem się nie da, gdyż przestaję się drzeć dopiero jak się trochę uspokoję. Próbowałem już nawet boksu, biorę ziółka i nadal jestem totalnie rozerwany emocjonalnie, już nie wspomnę o pogorszonej kondycji serca i wracających, cholernie silnych migrenach. Ech.

obloczek20

Kurcze a myślałam, że tylko ja tak mam. Lubię spędzać czas z narzeczonym i nie chce, żeby chodził beze mnie, bo czuję sie bardzo samotnie.

Seras

Chyba sporo osób ma jak ty. Mi z czasem przeszło zwłaszcza gdy zobaczyłam jak jest rozdarty pomiędzy mną a jakąkolwiek chwilą dla siebie

ineff

Spędzanie czasu z przyjaciółmi może nie zadziałać. Miałam, a w zasadzie mam podobnie. Mojego chłopaka poznałam jeszcze na długo zanim zaczęliśmy być razem. W tym czasie przyglądałam się, jak cudownie traktuje swoją ówczesną dziewczynę: zabierał ją dosłownie wszędzie, jego przyjaciele mieli czas, by ją polubić (lub nie), często wychodzili razem i rzadziej spędzali czas w czterech ścianach. Ze mną robi teraz inaczej, bo jak gdzieś wychodzi, to beze mnie. Twierdzi, że jak chce wypić, to z kolegami beze mnie, bo nie dotrzymam tempa. Ja co najwyżej mogę się z nim bawić w gronie rodzinnym podczas świąt lub gdy jego rodzice zorganizują grilla. Cały wspólny czas spędzamy sami. Też za wiele na ten temat nie mówię, choć zżera mnie od środka. Nie chcę też, żeby czuł się, jakbym zamykała go w klatce. Po prostu chciałabym, żeby chciał mnie zabierać na spotkania ze znajomymi tak samo chętnie, jak to robił, gdy był w poprzednim związku.

Karo

I ja mam tak samo. Ostatnio była duża impreza firmowa (pracujemy razem). On nie chciał iść, wolał w tym czasie wrócić do domu i zająć się swoim hobby. Było mi przykro, a oliwy do ognia dolewaly komentarze mojej rodziny 'dlaczego on nie idzie jeśli mógł tam czas spędzić z toba?'. A no właśnie. Było mi przykro. Łączę się z Wami w bólu. Takich sytuacji jest więcej. Dobrze ze nie jestem jedyna :)

Ankaaa

Też tak miałam. A najśmieszniejsze jest to, że praktycznie wszystkich znajomych mamy wspólnych, więc to nie jest tak, że on chciał iść sam, tylko to mi się nie chciało iść :D Teraz w ogóle rzadko gdzieś wychodzimy, więc problem z głowy :D

mordimer0madderdin

Ja też tak miałam z moim poprzednim chłopakiem, teraz myślę, że to dlatego, bo nie spędzaliśmy zbyt dużo czasu razem, więc chciałam każdą wolną chwilę być z nim i było mi źle, gdy on tego nie chciał. Z moim obecnym chłopakiem mieszkam od samego początku związku i nie mam takiego problemu, do tego razem pracujemy, mamy wspólnych przyjaciół i większość czasu spędzamy razem, uwielbiam to, ale czasem aż siłą go wypycham, żeby poszedł gdzieś beze mnie i bardzo się wtedy cieszę, nawet jeśli siedzę w tym czasie sama w domu i nie robię nic ciekawego.

Niezapowiedziana05

Uh, nie jestem jedyna...

Zobacz więcej odpowiedzi (7)
Kuudere Odpowiedz

Przynajmniej masz pewność co do swojej tożsamości narodowej :D

DarkPsychopathII

Szkot albo żyd 😉

Rapapara Odpowiedz

To zawiść, nie zazdrość.

CoDalejco Odpowiedz

Nie mam zielonego pojęcia z czego to może wynikać ale może warto spróbować docenić siebie,popracować nad poczuciem własnej wartości. Ja mam na przykład tak że gdy mam doła to wszyscy wokół mnie stają się lepsi, piękniejsi i wszystkiego im zazdroszczę, nawet gdy to ja ewidentnie mam,, ładniejszą koszulkę" xd czy lepszą ocenę ze sprawdzianu.

MamaSynka Odpowiedz

U mnie bardzo podobnie. Leć nie zazdrość a wkurzenie. Zanim zaszlam w ciążę wzorowa para, rzadko kiedy się klocilismy, choć pracowaliśmy po całe dnie jakoś tesknilismy i każda wolna chwilę cieszyliśmy się sobą. Od kiedy urodziłam dziecko, siedzę w domu,mąż pracuje po 10h + dojazd do pracy. I zamiast tęsknić, jestem zła. Jestem zła ze tyle czasu pracuje, jestem zła ze cos powiedział o tym że dużo pracuje - to we mnie się gotuję "to ja nie pracuje twoim zdaniem?" Wystarczy że cokolwiek powie, nie dołoży rzeczy na miejsce to ja mam wk**w na Maxa. Staram się powstrzymać ale tak mi działa na nerwy. A jak ma dzień wolny i ma zamiar gdzieś pojechać bez nas. Smaż się w piekle. Ja nie wiem czy to hormony czy co ale ja bym go udusila i czuję jakbym go nienawidziła. Nie wiem o co chodzi. Zawsze go kochałam a teraz czuję jakbym wypalala się od środka, a nie chce.

JanuszPiczka

Typowa wredna kura domowa z ciebie, jakby nie dziecko to już dawno kopnął by cię w dupę.

elendu

Podejrzewam że chodzi o zmeczenie i samotność. Całe dnie siedzisz z istotką, która, choć cudowna, wymaga całej twojej uwagi, energii, a ani nie porozmawia ani nie wesprze. Mąż zmęczony po pracy sam nie ma jak dac wsparcia, a frustracja narasta i tworzy się błędne koło. Na pewnym etapie nawet przy ogromnym nakładzie energii mąż nie będzie się w stanie przebić przez tego wkurwa. Mi pomaga, jak zdam sobie z tego sprawę, zaakceptuje że nie jestem robotem i się po prostu wyryczę porządnie, ale nie mam dziecka. Podejrzewam, że przy małym ciężko znaleźć przestrzeń na własną słabość :/

Rozgwiazda Odpowiedz

Moim zdaniem to nie zazdrość, to nerwica.

Anonimowaq Odpowiedz

Hmm, nie wiem, z czego to może wynikać. Może kiedyś miałaś tak, że nie miałaś wielu rzeczy i teraz ich zazdrościsz? Keśli jest to dla ciebie męczące, to może udaj się do jakiegoś psychologa.

Romek Odpowiedz

Jakbyś obejrzała testovirona to byś chyba umarła z zazdrości :)

choranazycie Odpowiedz

Niestety, mam tak samo. Chodzę na terapię do psychologa i okazało się, że takie uczucie zazdrości wywołanie jest przez zerową samoocenę (u mnie). Choćbym wyglądała najpiękniej i miała przy sobie najprzystojnieszego i najcudowniejszego mężczyznę, a nie zmienię sposobu myślenia, nigdy nie dostrzegę we mnie żadnego pozytywu. Polecam pracę z psychologiem.

nata Odpowiedz

Może jakaś terapia?

Zobacz więcej komentarzy (2)
Dodaj anonimowe wyznanie