Mój o rok starszy brat kiedyś stracił rękę w wypadku. Z początku był załamany tym faktem, ale po dłuższym czasie przywyknął i nawet nabrał dystansu do tego i radzi sobie bardzo dobrze. Z racji tego nieszczęścia przez rok nie chodził do szkoły, co spowodowało, że znalazł się ze mną w klasie i razem poszliśmy do liceum. Dodam jeszcze, że on słynie z tego, że się spóźnia.
Pewnego upalnego dnia tuż przed zakończeniem roku szkolnego (klasa maturalna) z powodu okienka poszedł sobie na miasto i jak to zwykle spóźnił się na następną lekcję. Kiedy tak wszedł na lekcję pewnym krokiem bez słowa, nauczycielka niemal krzyknęła:
- Zegarka to pan nie ma?!
Mój kochany brat na to odpowiedział:
- Widzi pani, bez zegarka to jak bez ręki.
Dodaj anonimowe wyznanie
No dobra, zaśmiałam się, nie będę ukrywała.
A podobno niepełnosprawnie nie lubią gdy się ich traktuje łagodniej... chcą być tak traktowani jak w pełni zdrowi - bez litości czy dodatkowego współczucia.....
A tu proszę....
Nie trzeba być niepełnosprawnym aby się spóźniać ;p