#SfqmH
Po kilku latach przestało mi zależeć. On nie zabiega, nie rozmawia o tym, nie dostrzega mnie seksualnie czy bliskościowo. Zdaje sobie sprawę, jak mnie to boli i jak bardzo na mnie to wpłynęło. Nienawidzę siebie. Nie podobam się sobie, przestałam o siebie dbać, nie widzę czasem sensu, aby chociażby umyć włosy. Brak mi wiary w siebie. Nie umiem się z nim całować, choć i tak robimy to bardzo rzadko i jest to raczej przelotny buziak. Kiedy on chce namiętnie, to ja sztywnieję, a on robi się delikatnie obrażony, że przecież on chce dobrze.
Nie wyobrażam sobie zbliżeń z nim, a bardzo bym chciała, by było normalnie.
I wie o tym. A jego odpowiedź: „No to co ja mam zrobić, skoro ty i tak sobie tego nie wyobrażasz?”.
Z jednej strony nie mam już na to siły, a z drugiej już mi na tym nie zależy. Nie wiem, co robić… Mam dopiero 25 lat, a czuję się jak jedno wielkie g…
Skoro on próbuje zbliżyć się zaczynając grę wstępną od pocałunków, od których Ty się wzbraniasz, a narzekasz na brak seksu, to polecam psychologa. Dla Ciebie.
"Nie pamiętam, kiedy ostatni raz uprawialiśmy seks. Próbowałam już milionów rozmów, próśb, płakałam. (...) Nie umiem się z nim całować (...) Kiedy on chce namiętnie, to ja sztywnieję, a on robi się delikatnie obrażony, że przecież on chce dobrze."
Staram się ze wszystkich sił wyobrazić sobie seks bez pocałunków, ale nie potrafię. Wy potraficie?
Seks niejedno ma imię a i postać różnorodną.
Od czułej i delikatnej niczym muśnięcie motylich skrzydeł po ostry i gwałtowny wybuch żądzy i jej natychmiastowego zaspokojenia.
Bywa i bez pocałunków.
Dobra komunikacja jest podstawą każdego związku. Zatem w takim razie niech autorka wprost zażyczy sobie od partnera takiego potraktowania: na granicy brutalności, bez całusów i pieszczot, na ostro, na pierwszym lepszym meblu, podśpiewując przy tym (za "Kabaretem Starszych Panów"):
"Katuj!
Tratuj!
Ja przebaczę wszystko ci jak bratu.
Męcz mnie!
Dręcz mnie
Ręcznie!
Smagaj, poniewieraj, steraj, truj!
Ech, butem,
Knutem,
Znęcaj się nad ciałem mem zepsutem!
Za cię,
Dla cię
W szmacie
Ja
pójdę na kraj świata,
Kacie mój!"
Tylko żeby potem nie było płaczu, że klapsy, siniaki i tzw. ledwochodzenie!
Brzmi nieco jak podejście typu, albo święta albo dziwka i nic pomiędzy.
No ale nie mój kot, nic mi do niego.
Polecam pójść do psychologa, jeśli takie terapie nie dadzą rady no to wtedy się rozstać. Każdy człowiek ma swoje potrzeby, jedni mogliby cały czas to robić, a drugim wystarcza raz na jakiś czas. Ale warto pójść i porozmawiać.
To się rozstań.