Moja była się zaręczyła. I… jest mi z tym bardzo dziwnie. Jedna moja część jest smutna, druga neutralna, a trzecia sama nie wie, co myśli. Minęło już z 5 lat, to była pierwsza taka prawdziwa relacja, którą ona zakończyła ze względu na odległość, jaka nas dzieliła. Wiem, że gdyby nie te kilometry, prawdopodobnie byśmy byli razem ze sobą szczęśliwi. Boli mnie ta wizja. Byłem w wielu innych relacjach, a w nich zawsze coś wychodzi po czasie. Czuję dziwną pustkę, nie wiem, co robić.
Dodaj anonimowe wyznanie
W tej relacji też by wyszło po czasie, tylko odległość sprawiała, że ten moment nie zdążył nadejść. Jak pisał Victor Hugo kiedy kogoś długo nie widzimy,.jesteśmy skłonni przypisać mu wszystkie cechy naszego ideału.
Myśl przyszłością, serio i zapomnij. Jeśli będziesz patrzył cały czas wstecz niczego i nikogo nie zdobędziesz. Sama miałam taki okres w życiu, że zatęskniłam za byłym i idealizowałam go w głowie, ale czas przestać marzyć. Oczywiście są też tacy, którzy się odważą i zapytają, zaproszą na spotkanie, ale to jest mały procent, żeby ta osoba pozostawiła dotychczasowe życie dla tej osoby. A co jeśli to jest chwilowe, a ta osoba która dała pierścionek jest tą jedyną ?
Dokładnie. Trawa jest zawsze bardziej zielona i soczysta po drugiej stronie płotu.
A ja powiem tak - jakbyście chcieli być ze sobą oboje, to byście pompki na rzęsach robili żeby tylko tak było. To nie odległość tu zdecydowała. Ona tylko pomogła podjąć decyzję. Tak więc w tej sytuacji mam jedną radę - zakop trupa i ruszaj do przodu.
A czemu w takim razie nie postanowiliście zamieszkać bliżej? Z jakiegoś powodu uznaliście oboje, że nie warto tego robić dla tej relacji. Więc chyba kilometry same w sobie nie były przyczyną