#SCWzj
Kiedy miałem może 3-4 lata, odszedł od nas (mnie i mamy) ojciec. Tak po prostu. Jednego dnia spakował walizki i nawet się nie pożegnał. Nigdy więcej miałem go już nie zobaczyć. Od tego momentu mama ze stresu zaczęła dużo palić, a wcześniej była zagorzałą przeciwniczką papierosów.
W podstawówce trafiła mi się wyjątkowo nieprzyjemna wychowawczyni. Wiem, pewnie teraz uważacie, że przesadzam, bo przecież takie samo nieszczęście spotkało całą klasę. Jednak nie. Pierwszego tygodnia nauki doszło do drobnego incydentu, o który niesłusznie zostałem obwiniony, a nauczycielka zamiast choćby spróbować mnie wysłuchać, od razu przylepiła plakietkę "tego niedobrego". Dzieci szybko podłapały o co chodzi i każde swoje przewinienia- poważne czy nie- zwalały na mnie. Tak oto zamiast bawić się z innymi na przerwach, siedziałem sam pisząc bezsensowne kary, przy stoliku, do którego wszyscy brzydzili się przysiąść. A ja nawet nie rozumiałem dlaczego. Tak wyglądała sytuacja aż do końca 1-3.
W 4-6 było już nieco lepiej. Mimo że nowy wychowawca był o wiele milszy i atmosfera lekcji znacznie lepsza, to gdzieś w środku utkwiło we mnie, że najlepiej jest się nie wychylać. Nie zadawałem pytań, nie zgłaszałem się zanadto, można w sumie uznać, że nie robiłem niczego, co dziecko w tym wieku powinno robić chętnie, z własnej woli.
Będąc w gimnazjum poznałem pierwszego w swoim całym życiu przyjaciela. W wieku 14 lat dostałem od niego chyba najlepszy urodzinowy prezent, jaki kiedykolwiek wpadł mi do rąk- psa. Nie jakiegoś szczególnego, po prostu kundla, któremu trochę śmierdziało z pyska i miał oklapłe ucho. Mama często na niego narzekała, raz że się pałęta po domu, dwa że załatwia nie tam gdzie trzeba... Nie słuchałem. Nie istniał dla mnie żaden lepszy prezent, o który mógłbym poprosić.
Kolega powiesił się pod koniec trzeciej klasy. Nie zostawił żadnego listu, nic. Pies zdechł kilka tygodni później. Wszystko zaczęło wracać "do normy".
W liceum poznałem dziewczynę. Ładna, uśmiechnięta, pewna siebie, zupełne przeciwieństwo mnie. Jakoś tak wyszło, że się zakochałem i postanowiłem w końcu jej to wyznać. Spojrzała się wtedy na mnie i powiedziała jedynie oschłe "nie". Nie to nie, pomyślałem. Po tym zdarzeniu kilka razy trafiłem na SOR z pionowymi cięciami na nadgarstkach. Po kilka na każdym, tak dla pewności.
Dzisiaj mam 21 lat, mieszkam sam w ciasnym mieszkaniu, w którym parę miesięcy temu na raka płuc zmarła moja matka. Rzadko wychodzę, zazwyczaj kiedy kończą mi się leki i psychiatra musi przepisać kolejne. Więc mam wielką prośbę, jeśli widzicie w swoim otoczeniu kogoś jak ja, kogoś, kto woli milczeć, kiedy inni mówią, to zapytajcie, czy czasami wszystko u niego okej. Bo warto wiedzieć, że odmieńcem się człowiek nie rodzi, a staje przez brak wsparcia od innych.
A wtedy ten milczek powie że wszystko OK, byle dać mu spokój.
Przykro mi, że spotkało Cie tyle złego. Tylko to nie jest tylko i wyłącznie wina świata. Trzeba też dawać coś od siebie. Najbardziej zdziwił mnie fragment o dziewczynie. Super, że jej to wyznałaś, ale czy miałeś podstawy by myśleć, że odpowie twierdząco? Czy łączyło Was coś więcej niż kilka zdań wymienionych w szkole?
Zobaczyłam w otoczeniu osobę taką jak Ty, zapytałam, czy jest okej i wiesz jak skończyłam? Trzymając w życiu pasożyta przez dwa lata, który żerował na mojej dobroci, obarczał KAŻDYM swoim problemem, wymagał traktowania jakby był najdelikatniejszym płatkiem śniegu i ostatecznie, po związku i próbie powrotu do przyjaźni próbował mnie zgnoić, kiedy po naszym rozstaniu weszłam w kolejny związek. Sam przyznał, że jechał mi po to, abym przypadkiem nie miała lepiej niż on i nie czuła się lepiej niż on. :) Przykro mi, ale nikt nie będzie wokół Ciebie skakać ani Ciebie wyręczać w takich sprawach jak ogarnięcie siebie i swojego życia, to tak nie działa.
Oh wow, kolejne wyznanie w którym ktoś usprawiedliwia swoją nieporadność w sposób "cały świat przeciwko mnie ". Miałam gorzej od Ciebie aż do mnie dotarło że samemu trzeba sobie zapracować nawet na własne dobre samopoczucie, swoje zdrowie psychiczne i komfort życia. Czy chodzisz regularnie na terapię? Czy pracujesz nad sobą? Czy Ty interesujesz się innymi ludźmi? Czy tylko oczekujesz że będą Ci dawać wszystko za sam fakt istnienia? Weź się za siebie bo to od Ciebie zależy czy się ogarniesz czy nie.
Brutalne, choć prawdziwe. Z drugiej strony jak ktoś jest kopany przez lata może mieć trudniej wstać.
Ale co to ma znaczyć, że miałaś gorzej od niego XD? Ktoś równie dobrze może tobie napisać, że wcale nie miałaś tak źle i nad czym ty się wogóle użalasz.
Ja rozumiem, że niektórzy szukają problemów tam gdzie ich nie ma, ale w wyznaniu autor zdecydowanie miał dysfunkcyjną rodzinę. "Weź się za siebie", nie zadziała w przypadku gdy komuś nie chce się żyć i ma myśli samobójcze.
Sens mojego komentarza dotyczy wzięcia się za siebie poprzez uczęszczanie na terapię i pracę nad sobą. Jeśli ktoś ma depresję to również jest jedyną droga do zdrowia. Nie chwalę się tym że miałam gorzej, a jedynie zwracam uwagę na to, że każdy może wziąć się w garść i małymi krokami naprawiać swoje życie. Od kilkunastu lat żyję z dystymią i zauważyłam że dla wielu wielu osób taka wegetacja przyprawiona użalaniem się nad sobą jest po prostu wygodna. Tu mamy tego przykład.
"Po tym zdarzeniu kilka razy trafiłem na SOR z pionowymi cięciami na nadgarstkach." - elfy lub zła nauczycielka cię pociely? Nie blokuj soru, bo może tam trafić ktoś, kto chce żyć i komu ta pomoc będzie potrzebna, a nie otrzyma jej na czas, bo lekarze będą się cackać z tobą. Fajnie, że ogarnąłeś, że trzeba się ciąć pionowo, ale głębokość cięcia też ma znaczenie.
A pies zmarł nagle na zawał, z tęsknoty czy po prostu z zaniedbania?
Nie jesteś odmieńcem bo ilu ludzi w dzisiejszym świecie jest "normalna" i poukładana? Mniejszość. Warto wiedzieć też, że mało kto rodzi się pewny siebie, mądry, zaradny i silny psychicznie. To się nabywa trudną i żmudną pracą nad sobą, ale trzeba chcieć pracować. Pocieszające jest to, że nigdy nie jest za późno.
Trzymaj się ♥️ Pamiętaj, że nie musi tak zostać. Masz w sobie wartość, nieważne, jak ludzie Cię potraktowali. Takie doświadczenia można przekuć w siłę, nie powiem, że trzeba tylko chcieć, bo chcieć to czasem bardzo dużo. Dobrze, że bierzesz leki, jak ich potrzebujesz, ale czy chodzisz na terapię? Jeśli nie, spróbuj. I nie poddawaj się, jeżeli nie podpasuje Ci dany nurt, bo każdemu odpowiada trochę co innego. Staraj się analizować swoje poszczególne emocje i reakcje - skąd się one biorą? Jak do tego dojdziesz, staraj się przekonać siebie, że destrukcyjne przekonania w Twojej głowie nie są prawdziwe, mów do siebie jak do drugiej osoby, która ma problem. To trochę taka forma autoterapii, oczywiście radziłabym zgłosić się do psychoterapeuty, ale sam ze sobą też pracuj, mi to pomaga. Nie trać nadziei i wiary w lepsze jutro.
Witaj, mam bardzo zblizona historię do twojej, być może kiedyś odważę się tu o niej napisać...nie wiem...tak w dużym skrócie jestem narkomanka..
Prawie 4 lata trzezwa. Trzymaj się chłopie zycie masz jedno! Warto walczyć o lepsze życie! Pamiętaj to jak traktują Cię ludzie nienswiadczy w żadnym stopniu o Tobie tylko o nich
Jak lubisz rpgi czy ogólnie gry multi, lub planszowki (ale tutaj wymagane mieszkanie w okolicach Wrocławia), to pisz, myonia5@gmail.com.