#SAtef

Historia o mnie i o moim samochodzie.
Zacznę od tego, że po skończeniu szkoły straciłam wszystkich swoich znajomych, po prostu kontakty się urwały. Przeprowadziłam się na wieś i przez dłuższy czas bardzo doskwierało mi to, że nie mam znajomych – do momentu zrobienia prawa jazdy.
Kupiłam z mężem drugi samochód i zaczęłam jeździć. Na początku jeździłam z mężem, a po miesiącu zaczęłam już sama jeździć do najbliższego miasta, a później coraz dalej. Można powiedzieć, że jazda samochodem bardzo sprawiała mi radość i korzystałam z każdej okazji, żeby się przejechać gdziekolwiek.
Ale mój samochód zaczął sprawiać problemy. Praktycznie miesiąc w miesiąc u mechanika, tu 200 zł, a tam 2000 zł. Na tamten moment samochód wykańczał mnie finansowo, ale z każdą naprawą mówiłam sobie, że zapewne to ostatni raz. W listopadzie ubiegłego roku samochód po wymianie świec i kilku drobiazgów dosłownie dwa dni po odebraniu samochodu znowu stanął (zalany sterownik po umyciu samochodu), a we mnie pękło. Dwa dni płakałam, tak jakbym straciła kogoś bliskiego.
Dlaczego to piszę? Bo dużo osób mówiło mi: „To tylko samochód”, ale dla mnie to nie był tylko samochód. Pomimo że psuł się strasznie, miałam miejsce, żeby czasami sobie popłakać, jeśli coś mnie trapiło, albo pomyśleć w trakcie jazdy o ważnych dla mnie sprawach.
Finalnie samochód w styczniu można powiedzieć, że padł. Wtedy już nie płakałam, przykro mi było, ale wiedziałam, że już nie mam pieniędzy na naprawy. Pojechał już na żylety, a ja cieszę się z nowego auta, które jest o wiele sprawniejsze i daje mi radość z jazdy, ale nie aż tak jak mój pierwszy samochód.
tatakubusia Odpowiedz

nie miałaś pieniędzy na naprawę ,ale już na nowy tak?serio?

chybajednaknie

Jak najbardziej jest to możliwe, jeśli suma rachunków z warsztatu była wyższa niż raty kredytu na nowe auto.

Właściwie wycena na oko to ok.3-4 tysiące za naprawę, włożysz i za miesiąc znowu coś walnie, po 2 latach miałam już dosyć, a do pracy czymś musiałam jeździć, więc część dał mąż a resztę musiałam sama skombinować i nie żałuję wyboru. Mam troszeczkę "gorsze" auto jeśli chodzi o wyposażenie, ale nie jest taki awaryjny niż poprzedni i "stać" mnie na bieżące utrzymanie auta, nawet z nawiązką, bo nie muszę co miesiąc tracić po kilka tysięcy

Alflen Odpowiedz

Przy pierwszym samochodzie być może jakiś cwaniak sprzedał wam samochód który się nadawał tylko do złomowania. Takie rzeczy się zdarzają. No chyba że świadomie kupiliście najtańszy jaki był.

Niekoniecznie najtańszy bo kupiliśmy go za ok 10 tysięcy złotych.

HansVanDanz Odpowiedz

Nigdy nie słyszałem, by ktoś zalał sterownik podczas mycia samochodu.
Co to był za pojazd? Bez karoserii?

Sama nie wiem dokładnie jak do tego doszło, sterownik miałam pod maską z dodatkowym plastikiem zabezpieczającym

Lipizzaner Odpowiedz

Dokładnie to rozumiem... Swoim pierwszym samochodem przejeździłam 7 lat i też się w pewnym momencie zaczął rozsypywać, aż po tym jak poszła uszczelka pod głowicą już nie opłacało się go naprawiać. Teraz jeżdżę nowszym samochodem, bardziej dopasowanym do tego co robię, ale zdecydowanie brakuje mi tamtego, także doskonale to rozumiem.

Dodaj anonimowe wyznanie