#RrKVG
Po drodze zobaczyłam, że para oczu mi się przygląda zza krzaków, a obok stoi samochód. Pierwsza myśl, że ktoś załatwia swoją potrzebę, więc nawet nie zwróciłam zbytniej uwagi, jednak i tak czułam strach. Szła przede mną jakaś babeczka, więc ciśnienie zeszło. Zaczęły mi się trząść ręce, gdy nagle słyszę, że ktoś biegnie. Odwróciłam się i widzę dwie postacie w kominiarkach biegnące do mnie z chustą. Zdążyłam dobiec kilka kroków, krzyknąć z całej pary pomocy i nagle ciemność. Nic nie widzę. Próbuję się uwolnić, lecz żadne moje kopanie i krzyczenie nic nie dało.
Z piskiem opon podjeżdża samochód. Otwierają się drzwi i nagle znajduję się w samochodzie całkowicie obezwładniona. Jednak w ręce ciągle mam odblokowany telefon, więc pierwsza rzecz wybieram numer na policję. Wpisuję 9, 9 i przy wpisywaniu 7 mój porywacz wyrwał mi telefon. Zaczęłam krzyczeć, gdyż wiercić się nie było szans. Nie mam pojęcia, dlaczego krzyknęłam do jednego, żeby zabrał ręce z moich ust, bo rozmaże mi szminkę. Jestem kobietą, więc w ostatnich chwilach chciałam chociaż ładnie wyglądać. Wiem. Głupia.
Kolejny pisk opon na zakręcie. Porywacze całkowicie milczą. Mało co widzę. Jedynie światła na ulicy. Ledwo co oddycham, gdyż miałam mocno przyciśnięte ręce do klatki piersiowej. Strach w oczach. Chcę mi się płakać, jednak jedyne o czym myślę to zadzwonić na policję, gdzie mnie zawiozą oraz co ze mną zrobią. Trzeźwe myślenie odezwało się w odpowiedniej chwili. Dojechaliśmy gdzieś. Zostaję gwałtownie wyciągnięta z samochodu i widzę dom kolegi. Z całej siły pełna szczęścia krzyknęłam: "TAK, JESTEŚMY U PULPETA, TAAAK".
Okazało się, że moi wspaniałomyślni przyjaciele postanowili zrobić mi żart. Po dojechaniu wbiegłam do domu z płaczem i szczęściem w oczach. Po wszystkim zastałam tort oraz życzenia urodzinowe.
Tak mam zajebistych przyjaciół, jednak mija już 3 godzina od tego horroru i nie mogę się do końca pozbierać. Co więcej po wysłuchaniu ich wersji usłyszałam, że ta babeczka pomimo moich krzyków nawet nie zareagowała i zajęła się swoimi sprawami. Boli mnie ta znieczulica u innych ludzi (oraz głowa, bo przywaliłam nią w podłogę między siedzeniami).
Od razu wiedziałam, że tak się stanie :)
Ja też :D
Też się domyśliłem na samym początku, ale ogólnie to nie wiem czy to był rozsądny żart ;P Gdyby ta kobieta, albo jakaś inna osoba, która mogła być świadkiem tego "uprowadzenia" zareagowała i wezwała policję, to porywacze mogliby mieć jeszcze przez to kłopoty ;P
Ja również ale według mnie to wcale nie śmieszny żart...
Ja myślałam, że dziewczyna da radę zadzwonić na policję, i jej koledzy będą musieli się nieźle tłumaczyć :P
@adamd2 o porwanie można być oskarżonym tylko z pozwu cywilnego, jeśli porwany zezna, ze nie został jednak porwany, to na tym się wszystko kończy ;)
Niby żart, dla mnie fajny ^^ ale dla osoby słabszej psychicznie mogło by sie to zle skończyć.
Chociaż w sumie to byli przyjaciele. Przyjaciele pewno znali autorkę i jeśli by coś jej dolegało, to nie porwaliby jej ;)
Ale nie mogli przewidzieć, jak dziewczyna zareaguje w takiej sytuacji, tak jak Mayoko pisze, gdyby miała słabszą psychikę, to po takim wydarzeniu na bardzo długi czas mogłaby mieć traumę. Ja po takiej "niespodziance" na pewno nie miałabym ochoty bawić się z tymi ludźmi na imprezie.
Polecam teledysk Sokół - Myśl pozytywnie. Tam też go porywają na urodziny, a on na samym końcu uwalnia się, kopem rozier*ala tort i pół stołu. Jedyna prawidłowa reakcja w takiej sytuacji. Jakim trzeba być niemyślącym niedorozwjem, żeby coś takiego komuśzrobić
Słaba psycha to pryszcz. Mogła dodzwonic sie na ą policję. Wtedy wszyscy mieliby nieprzyjemności, cała noc przesłuchać i zapewne kara finansowa za bezpodstawne angazowanie policji albo coś. Albo ona mogła w obronie wlasnej poharatać komuś twarz kluczami, albo mieć gaz pieprzowy. Albo kogoś kopnąć w nerki, albo.... albo.... milion różnych rzeczy. Ale smarkacze mają w głowie tylko imprezkę, o konsekwencjach nie myślą.
Myślę jednak ze chwilowa przygoda z policją i tak nie jest gorsza od urazu w glowie na cale życie
No i miałaś przez nich rozmazaną szminkę na własnych urodzinach... :/
Rozumiem żart.
Ale ludzie, są pewne rzeczy których nie powinnyśmy robić.
Szczególnie upozorowanie porwania.
A gdyby tak nasi stróże prawa, się tam przez przypadek znaleźli? (oni są zawsze tam gdzie nie trzeba) To mogło się skończyć to nie zbyt fajnie, jakby użyli broni.
ps. Wszystkiego najlepszego. :)
Nie będę oceniać pomysłu.. Wszystkiego najlepszego!!
A ja bym się popłakała ze strachu, krzyknęła porządnie na towarzystwo i wyszła. Z moim charakterem i strachem by tak było. Przecież jakaś nieco bardziej emocjonalna osoba by nie wytrzymała..
Skoro to byli jej znajomi to chyba ją znali i wiedzieli, że mogą sobie pozwolić na takie coś ;)
Błękitna, ale nigdy nie widzieli jej w takiej akcji, to na stówe. Poza tym kto by nie spanikowal w takiej sytuacji. Tak się nie robi, to nie było zabawne. To tylko moje zdanie, każdy ma swoje poglądy
Zgadam się, tego typu żarty nie są zabawne. Dla osoby o słabszej psychice różnie to mogło się skończyć. Nie wspominając już o tym, że reakcja na silny stres może wywołać poważne konsekwencje.
Ja noszę przy sobie gaz pieprzowy, więc źle by się to dla nich skończyło. Jakby mi serducho nie siadło przez arytmię :D
Ja uważam, że tego nawet żartem nie można było nazwać. Eisoptrofobia to ja bym im współczuła :D Ale to dobrze, bezpieczeństwo przede wszystkim :) Ja od najmniejszego trzęsłam się nad tym jak przejeżdżał obok mnie jakiś samochód i stawał i w ogóle takie różne rzeczy. W sumie do tej pory tak mam. Przezorna jestem dosyć. Boje się wracać po ciemku, bo pojawiają mi się w głowie najgorsze scenariusze, albo szybko biegnę. Gdyby mnie to spotkało to zapewne miałabym traumę, a mojego przerażenia na pewno nie umiałabym opisać. Nie wiem jak inni. Pewne żarty trzeba przemyśleć i koniec :)
Głupi pomysł, ja zawsze chodzę z scyzorykiem w ręce w nocy. :/
Wszystkiego najlepszego ☺
Słaby żart to mogło się źle skończyć!
Czułam, że to żart, ale Ci Twoi koledzy przesadzili.