#KKRgN
Rodzice wychodzą z domu, a dziecko zostaje w domu samo. Wie, że rodziców nie będzie parę godzin. Wpada na pewien pomysł, bo chce, by rodzicom było miło, byli zadowoleni, dziecko te chwalili, komplementowali, przytulali, kochali. Chce być takim dobrym i odpowiedzialnym, dorosłym synem/córką. Postanawia więc trochę w tym domu posprzątać.
Zaczyna więc od swojego pokoju, w którym układa wszystko na swoje miejsce, by było ładnie i schludnie. Później zabiera się za inne pomieszczenia. Myje podłogi na błysk, z których można potem wręcz zjeść. Odkurza, by z dywanów także szło konsumować. W całym domu układa rzeczy, by wyglądało ładnie. Jak starczy czasu, to nawet kurze pościera, ale zdecydowanie najpierw zmyje naczynia. Jeżeli jest zwierzak, to i nim się zająć, wyczesać czy się pobawić. Robi nawet małe czynności jak nalanie wody do konewki, otwiera okna, by się przewietrzyło, psika w mieszkaniu odświeżaczem powietrza. Stara się, nawet jeśli nie wychodzi. Rezultaty muszą zadowalać, a gdy już tak jest, dziecko czmycha do siebie.
Z niecierpliwością siada takie zadowolone, że zdążyło zrobić co zaplanowało i pozostało teraz czekać, kiedy rodzice przyjdą, docenią, pochwalą.
Rodzice się zjawiają i gaszą zadowolenie dziecka, narzekając, że ciągle tylko siedzi i nic nie robi. Że jest takie nieprzykładne i beznadziejne. Że nigdy nie pomoże, a jak to zrobi, to raz na rok... Dziecko staje się smutne, ale myśli, że jak będzie robić tak częściej lub więcej - mama w końcu przytuli do piersi i pogłaska po główce...
Od zawsze staram się przypodobać w szczególności mamie. Staram się jej jakoś pomagać wypełniać domowe obowiązki. Nigdy mnie za to nie pochwaliła. Nigdy nie podziękowała mi za bezinteresowną pomoc. Prawie nigdy nie zauważyła, że ktoś zrobił coś za nią i z czymś ją odciążył. Nigdy nie była ze mnie zadowolona, ba - ciągle mówiła, że ją zawodzę.
Mam 19 lat i ciągle pod nieobecność rodziców robię coś dla nich. Czy to przygotowanie do obiadu, czy to umycie właśnie mieszkania, albo jakaś kawa, herbata...
Nigdy mi nie powiedzieli, że mnie kochają.
I raczej już nie powiedzą. Niestety. Im wcześniej to do Ciebie dotrze tym szybciej wyleczysz się z jednostronnej miłości.
Właśnie. Widocznie to taki typ człowieka. Gdy przestanie to robić to pewnie będzie jeszcze gorzej, bo ich przyzwyczaiła do tego.
Właśnie np ja przestałem to robić bo skoro i tak efektów nie zauwazala moja mama to pomyślałem że po co. Sprzątam tylko u siebie a tak to sporadycznie cokolwiek innego zrobię
To, że nie mówią, że kochają, nie znaczy, że tak nie jest. My też się nie przytulamy, ani nie mówimy sobie, że się kochamy, ale wiemy, że każde z nas bardzo się kocha i odda wszystko, żeby rodzina była cała, zdrowa i szczęśliwa.
Jak mama na mnie narzekała, to stwierdziłem, że skoro i tak nie jest zadowolona i mówi, że nic nie robię, to nie będę nic robić. I zrobiła wielką awanture bo to bo tamto. I dalej nic nie robiłem. Bo po co mam przeznaczać swój czas i siły jak to i tak nic nie daje?
Święte słowa.
Moja matka 15 lat darła się na ojca żeby wypierdalał a jak wreszcie to zrobił to wielkie zdziwko i pretensje.
Należałoby tak robić wszystkim ludziom, natychmiastowo, może by się oduczyli pyskować!
wiesz, może być tak, że oni uważają twoją pomoc za całkiem normalną rzecz. Ja też nie będę dziękować chłopakowi, że np. w mieszkaniu coś sprzątnął, bo w końcu i on tu mieszka :D rodzice przyzwyczaili się, że też coś robisz dla domu, no i spoko. Prawdopodobnie uważają, że jesteś im to winna. Choć na te teksty, że ich zawodzisz, to już nie mam wytłumaczenia...
Też tak do tego podchodzę, bo to nie powinno być tak, że rodzicom się pomaga i odciąża. Skoro wszyscy mieszkają w tym samym domu to na porządek pracuje się razem.
Tylko to jest kwestia wychowania, u mnie też był z tym problem, bo mimo że rodzice oboje pracowali to większość rzeczy robiła mama. Zawsze obiad na stole, posprzątane, wyprane. Po prostu się nie zauważa tego ile pracy to kosztuje. Ja szczerze mówiąc dopiero na studiach jak już sama pracowałam zaczęłam inaczej do tego podchodzić, zostałam sama z mamą w domu i jakoś się staramy dzielić obowiązkami.
Ja rozumiem nie dziękować komuś, za ogarnięcie tego co ma w obowiązkach, ale ja np. zmyje naczynia/podłoge, mimo że nie jego kolej, to jednak warto by podziękować, bo robi coś więcej i sie stara.
Jak masz ustalone, ty robisz obiad, on/ona zmywa i chcesz mu sprawić radość i zmyjesz zaraz po obiedzie, to chcesz usłyszeć "dziękuje, jesteś kochana".
Nie wiem jak wy, ale ja uważam, ze warto choćby raz na jakiś czas podziękować komuś, by czuł, że jego praca coś znaczy dra drugiej osoby, choćby słowami "Ciesze sie synku, ze tak odpowiedzialnie zajmujesz sie obowiązkami". to motywuje :)
A dla mnie normalne jest dziękowanie. I staram się robić to zawsze, gdy mój mąż ogarnie dom, zrobi obiad itd. Tak samo on względem mnie. Od razu jest milej ;)
Moja mama też taka była. Nigdy nie podziękowała tylko wyładowywała na mnie swoje "popracowe" złości. Non stop gadka jaka to ona zmęczona i że wszystko na jej głowie. Że po co jej córka, która tylko by się opierniczała. W końcu przestałam sprzątać po powrocie ze szkoły. Zrobiłam sobie dwa tygodnie przerwy. Jak zaczęłam znowu to ją od razu olśniło i nawet mi zaczęła kanapki rano robić.
Miałam tak samo. Robiłam w domu mnóstwo rzeczy, mama narzekała ze jestem "leniwcem".
Teraz, gdy nie mieszkam z nimi od trzech lat dopiero zauważyła jaka byłam pomocna. Przyjeżdżam w odwiedziny a tu podłoga niemyta od dwóch tygodni, zlew pełen naczyń, kurze nieposcierane. Młodszy brat czeka na moje odwiedziny uradowany bo wie, że zrobię na obiad coś innego niż zupa na szybko albo chleb z pasztetem. A mama ciągle narzeka, że teraz została sama i już w ogóle nikt jej nie pomaga.
Też często pod nieobecność rodziców często sprzątam, gotuję lub prasuję (albo wszystko naraz), a rodzice rzadko kiedy zauważą czy docenią
Dlatego zawsze robią co mi powiedzą, nie dodaję nic o siebie. Polecam robić to samo, bo nie tylko ty tak masz.
Smutne to ...
ale proszę tutaj uśmiech dla Ciebie ;)
Chwal sie i mow im, ze maja farta, ze maja taka kochana corke, ktora np. umyla im dom
Prosta rada: przestań im pomagać, może po jakimś czasie zauważą że coś nie gra.