Kiedyś, gdy chodziłam do podstawówki, zachorowałam i przez dłuższy czas nie było mnie w szkole. Wiadomo, zaległości trzeba uzupełnić, więc od najlepszej uczennicy z klasy pożyczyłam zeszyty do przepisania. Takiej, która jest zawsze przygotowana na lekcje, wszystko wie i bardzo starannie prowadzi swój zeszyt - jednym słowem kujonka. Mieszkałyśmy na jednym dużym osiedlu i kiedy wracałam od niej zadowolona, że po dwóch tygodniach w końcu mogę się przejść, a pogoda była piękna, to aż podrygiwałam ze szczęścia. Pech w tym, że z tego entuzjazmu te piękne, starannie prowadzone zeszyty upadły mi w jedyną psią kupę na chodniku... Byłam załamana tą sytuacją. Wszystkie kartki były brudne i śmierdzące, aż miałam odruch wymiotny, ale wiedziałam, że nie mogę ich tam zostawić... Z bólem serca wzięłam te zeszyty i zaniosłam do domu i opowiedziałam o wszystkim mamie, po długich prośbach udało mi się mamę przekonać, by te zeszyty przepisała na nowo, a ja w ten czas dalej uzupełniałam zaległości.
W końcu trzeba było dziewczynie oddać zeszyty. Następnego dnia w szkole, gdy oddawałam jej zeszyty, dziewczyna zapytała dlaczego są przepisane... Nie wiedziałam co jej odpowiedzieć, było mi głupio, że jej zeszyty przez moją nieuwagę wylądowały w psiej kupie, niestety nie umiem kłamać, fatalnie mi to wychodzi, a nie ustaliłam sobie wcześniejszej wersji. I wiecie co jej powiedziałam? Powiedziałam, że mój mały pies, który sięga łydki (shih tzu) wszedł na biurko i nasrał jej na zeszyty.
Dziewczyna później cały czas myślała, że mój pies chodzi po meblach i sra gdzie popadnie :D
Morał z tego taki - nie kłam, jeśli ci to nie wychodzi, i zawsze sprzątaj po swoim psie!
Dodaj anonimowe wyznanie
Duża musiała być ta kupa skoro wszystkie zeszyty w nią upadły i to wszystkimi kartkami... To chyba nie psia tylko końska
Większość kartek była brudna, a nie mogłam jej oddać zeszytów z powyrywanymi kartkami 😂
Mogły upaść z marginesem? Nie wiem jak to opisać, ale kiedyś kichnełam na zeszyt krwią. Kartki byly lekko poprzesuwane i przez to wszystkie brzegi miały czerwony ślad.
Albo krowi placek.
Jeden zeszyt ok, kilka z brudnymi okładkami mogło się zdarzyć ale kilka zeszytów i większość kartek brudna to już musiała być końska kupa
No i jeszcze morał: jak nie twoje to pilnuj.
Dokładnie, tak!
Jak twoje to też pilnuj
Przynajmniej zachowałaś się kulturalnie i oddałaś własność w jak najlepszym stanie potrafiłaś. Ja byłam tą uczennicą od której pożyczano zeszyty i zdarzało mi się samodzielnie je przepisywać, bo były mi oddawane z plamami po jedzeniu czy napojach.