#RZDJs

Historia, którą się podzielę miała miejsce dawno, dawno temu. Dokładniej mówiąc, tak ze 40 lat wstecz. Ja, kilkunastoletni wówczas gołowąs, spędzałem wakacje w pewnej urokliwej miejscowości nad jeziorem. Do naszej paczki przypałętał się Krzyś, liczący sobie dwanaście lat chłopiec w grubaśnych okularach. Dzieciak był "geekiem" w swoich czasach. Małolatem zaczytanym w historiach o duchach i demonach. Trochę nas swoją pasją zaraził, a kiedy powiedział, że bardzo chciałby wykonać obrzęd przywołania utopca z jeziora, tośmy wszyscy aż zapiszczeli z wrażenia. No, bo kto nie wywoływał duchów za młodu? Toż to czysta frajda!

Krzyś przygotował się należycie. Przytargał na plażę jakieś świeczki, kocyk chyłkiem ukradziony mamie, szklankę z kranówą, nad którą zmówił paciorek (bam! wyszła mu woda święcona!) i parę innych gadżetów. Widząc zaangażowanie Krzysia, postanowiłem zrobić mu małego psikusa. Kiedy on poleciał do domu po jeszcze jakiś rekwizyt, ja wyciągnąłem ze swojego harcerskiego plecaka żyłkę. Wziąłem jakąś butelkę, przywiązałem ją do wspomnianej żyłki i przerzuciłem przez wiszącą nad wodą gałąź drzewa znajdującego się parę metrów od miejsca naszego obrzędu. Wystarczyło ukradkiem pociągać za żyłkę, aby butelka z pluskiem uderzała w wodę. Brzmiało to trochę jakby ktoś łaził po bardzo mokrym bagnie.

Zaraz po kolacji przybiegliśmy nad jezioro. Krzyś owinął się jakimś prześcieradłem i począł odczyniać swoje czary-mary. W kulminacyjnym momencie zacząłem szarpać za żyłkę. Plask, plask, plask... Krzyś zastygł. Plask, plask, plask... Wystarczyło uruchomić reakcję łańcuchową. "Utopiec!" - wrzasnąłem, a Krzyś potykając się o własne nogi zaczął w panice biegać w kółko, drąc się wniebogłosy. Nie śmialiśmy się, bo nie chcieliśmy zepsuć sobie tego widoku.

Głupia zabawa zaowocowała tym, że nasz mały kolega nie mógł spać przez tydzień. Wkręcił też sobie, że nie tylko upiora słyszał, ale i go widział. Cóż, dziecięca wyobraźnia. Nie powiedziałem mu o tym, że to wszystko moja sprawka.

Spotkałem go jeszcze parę razy w życiu. Ostatni raz w liceum. Przypomniał mi tę historię i ciągle zaklinał się, że widział utopca. Milczałem jak grób.

Minęło parę ładnych dekad. Mój syn jest na pierwszym roku studiów kulturoznawczych. Niedawno wrócił do domu i opowiedział mi o swoim wykładowcy, specjaliście od mitologii słowiańskiej. Zaczynając swój wykład, opowiedział studentom historię o tym, co go skłoniło do rozpoczęcia naukowej kariery w tej dziedzinie. Utopiec zobaczony za młodu, podczas wakacji... Sprawdziłem, kim jest wykładowca mojego syna. Tak, to był Krzyś! Mój mały wybryk chyba bardzo wpłynął na jego życie.

Pozdrawiam cię, drogi kolego! Mam nadzieję, że nie masz mi za złe! :D
zimoidzjuzstad Odpowiedz

I weź teraz takiemu powiedz prawdę :)

Dodaj anonimowe wyznanie