#RAoGp
Zawsze słyszałam, że powinnam urodzić dzieci, ale nie, nikt mnie nie zgwałcił i to też nie tak, że ich nienawidzę. Przeciwnie: od zawsze uwielbiałam towarzystwo dzieci, przez lata opiekowałam się nimi, a później pracowałam w przedszkolu. Ludziom zawsze powtarzałam, że kiedy tylko pieniężnie będzie w porządku, to z mężem postaramy się o dziecko. I w końcu się udało - pieniądze są, ciąża jest i pierwsze problemy są.
Mąż zrobił się agresywniejszy i chociaż ciąża stworzyła wiele komplikacji zdrowotnych, nawet moja matka bardziej martwiła się o dzieci niż o mnie, ale wtedy myślałam, że przesadzam, że hiperbolizuję wszystko. Nawet kiedy po kolejnym silnym krwawieniu i wizycie w szpitalu matka wolała kupić prezent nienarodzonym dzieciom, a nie mi, a mąż bardziej marudził, że moja "głupia natura" mogła zabić mu dzieci, wmawiałam sobie, że nic złego się nie dzieje.
W końcu bliźnięta przyszły na świat i faktycznie na pewien czas się poprawiło... a potem zaczęłam być bombardowana naprawdę głupimi poradami. Nagle każdy stał się ekspertem od dzieci. Prezentów przybywało: a to ktoś nową zabawkę kupił, a to nowe ubranka. W pewnym momencie nawet nie dało się normalnie przejść po pokoju dzieci.
Bliźnięta zaczęły rosnąć, a rodzina (i mąż) dalej nie przestawała. Wszyscy karcili, gdy nie chciałam się bawić z dziećmi po raz 1000 w tę samą grę i wolałam położyć je spać, bo zaraz północ. Zdrowe posiłki? Ale jak ja tak mogę! Przecież ich zęby nawet nie są stałe, niech jedzą tylko cukierki i kolejne torty! Uczenie się? Jak ja mogę ośmioletnie dziecko do nauki zmuszać? A później: jak ja mogę marudzić, że trzynastoletni syn dostał jedynkę? Przecież wiadomo, że powinnam pójść do nauczycielki i wydrzeć się na nią.
Oczywiście dzieci szybko zauważyły te wszystkie rzeczy i zaczęły je wykorzystywać. Mamusia je upomniała? No to trzeba było naskarżyć całej rodzinie i z dumą patrzeć, jak teraz wszyscy na mamusię się wydzierają, a potem przynoszą prezenty dla dzieciaczków. Albo zabierać je na wyjazd W ŚRODKU ROKU SZKOLNEGO. Oczywiście matka nie ma nic do gadania.
I w końcu dzieci zmieniły się we wredne, nastoletnie bachory, które potrafią podnieść rękę na matkę, muszą mieć wszystko. Jakby było mało problemów, syn został oskarżony o gwałt i wnoszenie alkoholu na teren szkoły, córka zaczęła się umawiać ze starszym facetem dla pieniędzy. Co na to rodzina? "To dzieci, muszą się wyszaleć".
Ostatecznie rzuciłam wszystko i po kolejnym ciosie od syna oraz po tym, jak zostałam dosłownie opluta przez córkę odeszłam pomimo tego, że dalej kochałam męża.
Wczoraj dowiedziałam się, że mój syn oberwał czymś w głowę i umarł.
Nie potrafię nawet udawać, że mi z tym źle.
Ja i tak cie podziwiam,ze tyle lat wytrzymalas z takim mezem i rodzina...
"Piękny" przykład jak rodzinka może zjebać komuś życie. Oni jeszcze nie wiedzą, a może i wiedzą, ale zjebali życie nie tylko autorce, ale i dzieciom. Pogratulować. I podziwiam, że tak długo wytrzymałaś. Ja już wiem, że moim dzieckiem nikt z wyjątkiem mojego męża i mnie nie bedzie sie opiekował, bo widze jak co moi rodzice robią z moją siostrzenicą, dostaje wszystko, jeśli tylko uroni łzę, leje ich zabawkami, drapie, a oni się śmieją. Dlatego trochę się dziwię, że byłaś tyle w stanie znieść, bo ja bym wyrzuciła na pysk rodzinkę z domu gdyby podważali mój autorytet jako opiekuna przy dziecku. A mężowi Twojemu życzę najgorszego i żeby kiedyś ukochana córeczka wbiła mu nóż w plecy. Dosłownie, bądź nie.
U mnie w rodzinie jest identyczny przypadek. Mam 5 letnią kuzynke, jest rozpieszczonym gowniarzem. Potrafi wyzywać swoich rodziców (przeklinajac), bić ich. Jaka jest reakcja rodzicow?" Haha, słowo k*rwa z ust dzieciaka tak zabawnie brzmi. Ona tylko się wyglupia. To jeszcze dziecko." Strach tylko wyobrazić sobie, jakie to dziecko będzie za 10 lat.
Wiecie co, dochodzę do wniosku ze bycie matka to na prawdę trudne zadanie. Nie tylko dlatego, ze to praca na 24/24, ale także wielka walka z sobą i wszystkimi w okolo. Ogromne zadanie któremu trzeba sprostać. Niech pierwsza rzuci kamień ta, która nigdy nie była bombardowana radami. Nawet ludzie zupełnie nieznajomi oceniają matki i sposób w jaki wychowują dzieci. Jak tu żyć.
Mam niespełna 3 miesięcznego synka i też zaczynam to odczuwać, tzn. komentarze, że to powinnam robić tak a to siak i już nie raz miałam ochotę wyjść z obiadu rodzinnego przez te komentarze. Podobnie jak autorka mam nadzieję, że to minie, ale czas pokaże ...
łaaaa..... zastanawiam sie co takiego sie stało, że nie spakowałaś siebie i dzieci jak byłaś mała i po prostu się nie wyprowadziłaś? Wiem, że musiały byc jakieś ważne powody, ale dlaczego na to wszystko pozwoliłaś? Dlaczego byłas bierna? Dlaczego nie walczyłaś o dzieci?
Nie oskarżam Cię tylko się zastanawiam co takiego moze człowieka hamowac, że nie walczy o siebie i dzieci.
Dokładnie...
Myślę, że nie miała możliwości.. Moze nie miała swojej rodziny, może nie miała z czego się utrzymać? Z kim zostawić dwójkę dzieci by iść do pracy? Nie wiemy tego.
Całkowicie popieram slowa matki3tygrysow.
Jestem gowniara, ale widze kobiety dookola siebie, i czesto sie zastanawiam... dlaczego one o siebie nie walczą.
To nie jest takie proste, spakować manatki i uciec. A utrzymanie? Pieniądze? Zdajesz sobie sprawę jaka awantura by się rozpętała? I nie mówię tutaj o jakimś naznaczeniu przez rodzinę, ale o oskarżeniu o porwanie dzieci. Musiała by najpierw rozwieść się z mężem a zapewne rozwodu by jej nie dał. Jakby nawet jej dał, to musiałaby dostać opiekę nad dziećmi, w co szczerze wątpie aby się udało. Żeby zakazali spotykania się z dziećmi mężowi musiałaby udowodnić, że jest on zagrożeniem dla niej i dzieci, więc... nie można tak po prostu uciec od swojego życia.
Z wyznania można wywnioskować, że autorka była psychicznie stlamszona przez rodzinę. Niełatwo uciec od czegoś takiego
Autorka napisała, że kochała męża. Myślę, że to był powód tak długiego trwania w chorej relacji z całą rodziną. Plus, jeśli nie miała do kogo uciec (bo np. nie miała żadnych "nie wspólnych" znajomych) to co niby mogła zrobić. Przecież z małymi dziećmi uciekać do nikąd, to tak naprawdę pewien wyrok. Nie wspominając już w ogóle o tym, że ktoś z rodziny mógł mieć "kontakty" itp.
W sumie… nie było by mi go żal
Okej... Tylko czemu - JAKO MATKA - pozwoliłaś swojej rodzinie odebrać sobie prawo do wychowania dzieci i władzę nad nimi?
Wyobraź sobie, że jesteś jedną osobą przeciwko ogromnemu tłumowi, który wciąż na ciebie napiera.
@pinkangel Wtedy odchodzisz i tego tłumu nie ma? Skoro cały czas czuła się osaczona a mąż był idiotą to nawet zaczynanie od zera jest lepsze niż takie gówno
tak, było by ciężko. ale to nie jest nierealne.
Podziw i szacunek za wytrwałość.
Podziwiam cie, ze tyle wytrzymałaś, a na rodzine brak słów
zdecydowanie jedno z mocniejszych wyznan