#R7yQe
Ale tego to już chyba nikt nie przebije.
Sklep bieliźniarski w jednej z galerii. Wchodzi mamusia, typowa Karyna beneficjentka 500 plusa, z kilkuletnim synkiem. Chłopiec najwyraźniej nudził się w sklepie, ale nagle jego zainteresowanie wzbudziły koronkowe majtki, na które, poza sznurkiem, raczej nie zużyto zbyt wiele materiału.
- Mamusiu, a co to jest?
- To są takie koronkowe majteczki.
I wtedy dzieciak na cały głos:
- Ale to będzie pi@&ę widać...
Wszyscy klienci dosłownie zamarli. Mama w jednej chwili poczerwieniała, złapała dziecko za rękę i pobiegła do wyjścia. Rekordy świata w różnych biegach sprinterskich były mocno zagrożone. I tak miała szczęście, że nie zdążyła nic wybrać, bo by jeszcze dodatkowo miała spotkanie z ochroną...
Szkoda dzieci urodzonych i wychowywanych w takich patologicznych rodzinach.
@Fleck po karynowej matce nie spodziewam się cudów. Po drugie, kilkuletnie dziecko może już mieć swiadomość, że nie wszystkich wyrazów używa się na głos w sklepie. Ale jestem gotowa dać się zaskoczyć :)
@dno ja kiedyś na mieście powiedziałam tacie ze już nigdy czegoś tam nie „spier**le”, miałam może 5 lat. Wiedziałam ze są słowa których się nie mówi, ale nie wiedziałam ze to jedno z nich. A moja rodzina patologią z pewnością nie jest 🤷🏼♀️
no nie wiem czy przypisywanie rodzinie dziecka takich łatek to dobry pomysł. ja sama byłam bardzo grzecznym dzieckiem, choć w wieku około 5/6 lat całkiem sporo przeklinałam. tak zwanej podwórkowej łaciny nauczyłam się od starszych chłopców na dworze i nie miałam wtedy pojecia, że używane przeze mnie wyrazy są jakkolwiek wulgarne czy złe, wyjaśniła mi to dopiero mama, gdy przy niej przeklnelam i zrobiło mi się wtedy cholernie głupio. matka chłopca chyba też nie uczyła go wcale takich słów, zważywszy na jej reakcje
Jako trzylatek miałem manię dumnego powtarzania słowa "dupa" przy wszystkich dorosłych. Przedszkolanki uznały moich rodziców za patologicznych, chociaż słowo podchwyciłem od kolegi z grupy. Nie widzieliśmy sytuacji, nie znamy matki tego dziecka ani autora wyznania, więc doszukiwanie się tu patologii wydaje mi się nadinterpretacją.
Kompromitujące, to tu było zachowanie matki, a nie chłopca. Zamiast mu spokojnie wytłumaczyć, że takie określenie jest obraźliwe i powinien to powiedzieć inaczej i że ma zapewne rację odnośnie tej widoczności, ale niektóre kobiety wolą mieć bardziej przewiewną bieliznę. Na nią i tak zakłada się przecież spodnie, czy sukienkę, więc nikt nic nie zobaczy mimo wszystko. No ale lepiej na zwykłą dziecięcą ciekawość zareagować paniką, na pewno go to nie nauczy, że wystarczy palnąć coś głupiego i nudne zakupy dobiegną końca w ekspresowym tempie.
W sumie mogła tak zareagować po prostu ze wstydu przed ludźmi, a później na osobności wytłumaczyć, że tak nie wolno. Ponadto zgadzam się, że dziecko mogło usłyszeć to słowo wszędzie, niekoniecznie w domu.
Syn mojej koleżanki w sklepie z bielizną ściagnął stanik z manekina i zaczą ssać sztuczną pierś
patologia jak się patrzy. Szkoda dziecka.
To nie jest kompromitacja dziecka, a matki, która wychowuje je w ten sposób.