#R0Llj

Coraz bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że chyba nie lubię ludzi – a przynajmniej ich nadmiaru.

Wraz z partnerem od półtora roku mieszkam w mieszkaniu jego rodziców. Teściowie nie pobierają od nas żadnego odstępnego, jedynie opłacamy mieszkanie, jakby było nasze. Z ich strony jest to bardzo ładny gest. Sami wraz ze swoim synem mieszkają w drugim końcu Polski, co zaczyna rodzić coraz większe problemy. Poniżej przytoczę kilka z nich, które mocno mi leżą:
1. Syn teściów przyjeżdża bez zapowiedzi. Zdarzało się, że o drugiej w nocy wchodził i szarpał za klamkę. Mieszkanie traktuje jak hotel, sprowadza swoich znajomych, zaprasza ich, nie pytając nas o zdanie. Nie robi burd, jednak lubię znać osoby, które naruszają moja prywatność, a co najmniej lubię wiedzieć o ich wizycie.
2. Gdy teściowie przyjeżdżają, w mieszkaniu (40 m kw.) w ciągu 10 minut robi się rozgardiasz. Wszystko jest wszędzie. Na każdej półce i komodzie leki, torby, torebki, rzeczy prywatne, jedzenie, kubki, talerze. Stół uwalony. Teściowie mają swoje komody, do których my nic nie wkładamy, są całe ich, a mimo to znaczna część rzeczy jest wszędzie w koło
3. Chodzenie w mieszkaniu w butach. Dla niektórych pierdoła, dla mnie brak szacunku do mojej i partnera ciężkiej pracy.
4. Przez czas obecności teściów w mieszkaniu (około 7-14 dni co 3-4 miesiące) mam poczucie braku prywatności i intymności. Rano w weekendy teściowa zagląda do sypialni z pytaniami o śniadanie i kawkę. Gdy robią pranie, otwierane są nasze szuflady i szafki. Wiem, że teściowa robi to z dobroci, chce nam pomóc, jednak po dłuższej chwili mnie to przytłacza.
5. Zamykanie deski sedesowej. W mieszkaniu łazienka jest razem z toaletą, szczoteczki do zębów są na wierzchu, jednak nikt z teściów nie widzi w tym problemu i mimo próśb, notorycznie deska jest otwarta.

Jak widzicie, są to błahe sytuacje, jednak ja czuję się jak wrak. Aktualnie są u nas już dwa tygodnie (z przerwami). Zostają jeszcze na tydzień. W tym momencie siedzę w pracy i prawdę mówiąc, nie mam ochoty wracać do domu. Nic złego mi nie zrobili, nic złego nie powiedzieli, a ja czuję się jak śmieć. Mam poczucie przytłoczenia, a zarazem wrażenie, że jestem niewdzięcznikiem.
Nie jestem już pewna, czy problem przypadkiem nie leży już we mnie.
Orrin Odpowiedz

Mieszkacie u nich nie u siebie. To ich dom i mogą ze swoja własnością robić co tylko chcą.
Chcecie wprowadzić swoje zasady? no to wiecie co trzeba zrobić. Coś za coś.

Pers

Nie, i nie. Mieszkanie jest ich własnością na papierze, ale mieszka tam autorka z partnerem. Ja mieszkam z narzeczoną na podobnych zasadach, a jednak moi rodzice dzwonią domofonem, a nawet nie używają kodu czy klucza do klatki i nie wchodzą jak do siebie...tylko jak w gości. To się nazywa kultura osobista. Skoro udostępnili im mieszkanie do życia(szczególnie małe bo w wyznaniu padło 40m²), powinni się zapowiedzieć z wizytą i uszanować zasady panujące u ludzi do których przyjechali.

jakosbedzie Odpowiedz

Niby mieszkacie u nich, ale, choć symbolicznie to jednak płacicie za utrzymanie. Prywatność powinna być prawem, a nie luksusem. Porozmawiajcie z teściami delikatnie, że źle się z tym czujecie. Tylko musicie się liczyć tym, że rozmowa może dać inny efekt.

dewitalizacja Odpowiedz

To ich mieszkanie, więc niestety mają do tego prawo. Macie gdzie mieszkać z partnerem kosztem tego, że jego rodzina narusza waszą przestrzeń osobistą. Ja, podobnie jak Ty, nie potrafiłabym tego wytrzymać i szukałabym okazji do tego, by pójść na swoje. Porozmawiaj poważnie z partnerem, ale przygotuj się na to, że może być bardziej obyty z własną rodziną i nie przeszkadza mu to tak bardzo jak Tobie.

dewitalizacja

Nie znam się na prawie tak jak Ty, ale jeśli to prawda, to gdy rozmowa zawiedzie mają w takim razie szansę ratować się przepisami.

Pers

Nie mają prawa wchodzić jak do siebie skoro tam nie mieszkają...skoro udostępnili mieszkanie młodym to powinni uszanować ich prywatność i przynajmniej sie zapowiedzieć, i do tego uszanować panujące u nich zasady...

bazienka Odpowiedz

piszecie, ze ich dom, ich zasady
dla mnie to jest chora sytuacja
skoro wam cos odstepuja, to nie powinno byc takich akcji, nawet jak sie wynajmuje mieszkanie, wlasciciel nie moze sobie wpadac ot tak, wchodzic i robic, co chce
jesli was stac na wynajem, to moze porozmawiajcie z nimi o waszych emocjach zwiazanych z brakiem prywatnosci, przemyslcie wyprowadzke?
z buciorami w domu oraz niespuszczaniem klapy w pelni rozumiem :/

livanir

Wszystko zależy jak się dogadali. Jeżeli stwierdzili, że ty m rezygnują z odstępnego, ale będą mogli czasem przyjechać na kilka dni- sama się zgodziła na układ. Nic w tym chorego, a brak doświadczenia autorki.

bazienka

no nie wiem, ja mam wrazenie, ze sie jednak rozmineli w tym umawianiu sie
dla mnie opcja ze ktos bedzie mogl przyjechac na kilka dni nie oznacza, ze wpada bez zapowiedzi i to ze znajomymi, a dla mnie obcymi osobami, po ktorych nie wiem, czego sie spodziewac (syn) albo robi mi syf w mieszkaniu (tesciowie)

Frog Odpowiedz

Chory układ.
Wiem, że dla Was korzystny finansowo, ale sama widzisz, jakim opłacany kosztem (myślę, że głównie Twoim - Twojej psychiki i wytrzymałości).
Są tylko dwa wyjścia:
1. Przyzwyczajasz się i akceptujesz.
2. Wyprowadzacie się "na swoje".
No chyba, że inni Anonimowi wymyślą jakiś złoty środek.

Mng

Wydaje mi się, że jest jeszcze trzecia opcja, najbardziej dorosła - porozmawiać. Tylko nie w momencie, kiedy jest się zdenerwowanym czyimś zachowaniem, bo to przepis na kłótnię, tylko jak się jest spokojnym. Może jak pojadą do teściów? Może gdzieś ich zaprosić? I przy okazji powiedzieć, że sytuacja jest dla nich niekomfortowa. Tylko nie w formie pretensji, tylko najlepiej komunikatu "ja". "Jestem zła/sfrustrowana/jakkolwiek czuje się autorka, kiedy chodzicie w butach po mieszkaniu, bo podłoga się wtedy brudzi i niszczy. Chciałabym, żebyście zdejmowali buty wchodząc do mieszkania. Damy wam kapcie, żeby nie marzły wam stopy"

tramwajowe Odpowiedz

To nie jest tak, że nie lubisz ludzi. Nie lubisz jak ktoś zagarnia Twoją przestrzeń. I nieważne czyje to jest formalnie i kto za to płaci. Masz prawo źle się w tej sytuacji czuć.
Brakuje informacji co na to Twój partner. Jak on sie z tym czuje? Podejrzewam ze swobodniej bo to jego bliscy i może byc oswojony z ich sposobem bycia. Rozmawiałaś z nim o tym?
Jesli on nie widzi problemu, to będzie trudniej. Jesli jemu jest równie niekomfotowo, to łatwiej. Najważniejsze chyba żeby szanował Twoje zdanie, żebyście mieli wspólne stanowisko. Wtedy można szukać rozwiązań. Najprostsze to oczywiście płacić i wtedy można wymagać. Albo po prostu ustalić zasady.

Czaroit Odpowiedz

Świetnie Cię rozumiem, też bym dostała szału. Z drugiej strony rozumiem też postępowanie teściów, ponieważ wielu ludziom w naszym kraju zwyczajnie brak taktu i kultury osobistej. Oni po prostu nie rozumieją, że naruszają czyjeś granice. Albo wyprowadzka, albo bardzo spokojna, rzeczowa rozmowa i próba ustalenia granic.

Zacznijmy od tego, że dla nich ten układ też jest korzystny. To nie jest tak, że Wam ogromna łacha spadła na łeb i macie z wdzięczności godzić się na wszystko. Dzięki temu rozwiązaniu oni nie ponoszą żadnych kosztów związanych z mieszkaniem, a przy okazji mają bazę dla siebie i drugiego syna. Wpadają kiedy chcą, robią co chcą.

Gdyby to mieszkanie wynajęli, skończyłoby się babci sranie. Owszem, byłaby kasa, ale nie mogliby już przyjeżdżać do miasta co i rusz na parę tygodni. Z kolei puste mieszkanie i tak trzeba opłacić.

Oni tu mają swoje korzyści i to całkiem niemałe wbrew pozorom. Kasa z wynajmu byłaby niezła, ale potem by poszła na wynajęcie czegoś w mieście podczas ich pobytu. Poza tym nie muszą się martwić, użerać z niepłacącymi lokatorami itd.

Druga rzecz to brak asertywności z Waszej strony. Teściową należy grzecznie poinformować, że narusza Wasze granice, że czujecie się niekomfortowo, że Was to peszy, gdy bez pytania włazi do pokoju i grzebie po szafkach. Trzeba jasno ustalić, że np, jeden pokój jest ich, jeden Wasz, i nikt nikomu nie wchodzi w drogę. W ostateczności założyć klucz do własnego pokoju i koniec. I pogodzić się z faktem, że w kiblu i kuchni parę tygodni będzie syf. No i koniecznie ustalić z bratem męża, żeby dawał sygnał, kiedy przyjdzie. Wystarczy zwykły sms.

Szmondak Odpowiedz

40 metrów to z trudem starcza miejsca na 2 osoby. Coś tu nie gra. Rodzice z pokolenia wojennego może są przyzwyczajeni do ścisku ale po co by przyjeżdżał syn z kolegami. Ani to żadna atrakcja w takim tłoku, ani zrobić imprezy ani nawet odbyć stosunek płciowy bo ciągle ktoś łazi.

Vito857 Odpowiedz

Wiesz no, oni są u siebie, wy jesteście chwilowo u nich.

GardenTiger

a jak jesteś w hotelu to właściciel wchodzi sobie do pokoju i grzebie w rzeczach, przestawia, reorganizuje?

Ambra Odpowiedz

No to nie jesteście u "siebie" tylko u teściów. Mnie też taki układ gdzie w każdym momencie może ktoś wpaść do mieszkania i zachowywać się jak u siebie nie odpowiadał by.
Najlepszym rozwiązaniem jest iść na swoje, czy to po przez wynajem czy kupno mieszkania. Jeśli was nie stać, imo jedynie możesz z swoim porozmawiac o tym jak się czujesz w takich sytuacjach i załatwić żeby on jako syn swoich rodziców i brat, ustalił z nimi zasady, bo twój głos jako tej "obcej" raczej nie wiele da.

Zobacz więcej komentarzy (2)
Dodaj anonimowe wyznanie