#Qxtwa

Mieszkam za granicą ponad połowę swojego życia – mała wieś, wszyscy dobrzy i mili, zero żuli i żebraków. Gdy przyjeżdżam do Polski, zawsze, ale to zawsze wspieram organizacje, które pomagają biedniejszym. Ktoś poprosi mnie na ulicy o „złotóweczkę” lub kupno czegoś do jedzenia – nie ma problemu. Ale nie byłoby tego wyznania...
W okolicy świąt byłam u mamy, codziennie rano leciałam po świeże bułki do piekarni. Nagle podeszła do mnie dosyć starsza kobieta, zaniedbana, i poprosiła o kupno chleba. OK, nie ma sprawy. I tak było przez kolejne dni. Raz nawet wzięłam ją do spożywczaka i zrobiłam małe zakupy. Serce mi rosło, że chociaż tak mogę komuś pomóc. 
Powiedziałam o tym mamie, czy też widuje tę panią, bo może trzeba ją zgłosić do jakiejś organizacji. Odpowiedziała, że oczywiście! To znana na całe osiedle oszustka – dostaje tu, a kilka ulic dalej sprzedaje za połowę ceny!
Nie powiem, ale wtedy poczułam się naprawdę podle oszukana.
Dodaj anonimowe wyznanie