#QmB2b
Zaczęło się to wszystko od przypadkowego trafienia przeze mnie na głęboko ukryte czasopismo dla dorosłych, które należało do mojego wuja. Pamiętam, że szukałem wtedy, wraz z kolegą, segregatora z pełną kolekcją miesięczników do nauki języka angielskiego kolekcjonowaną przez mojego chrzestnego.
Natrafiliśmy na to pisemko i je czytaliśmy. Było dość naukowo przedstawione, bardziej jak Kamasutra niżeli pisemko z pikantnymi fotkami. On zainteresował się tym znacznie bardziej niż ja, gdyż ja nie rozumiałem czym jest seks. Nawet nie wiem, czy wtedy wiedziałem, że tak dochodzi do zapłodnienia dziecka. Zgaduję, że on też nie.
Po tym zdarzeniu nasze relacje uległy zmianie. To on wtajemniczył mnie w to czym jest onanizm. Uczył mnie tego. Pamiętam, że miałem problemy w uzyskaniu jakichkolwiek doznań, wtedy zaczął mi pomagać ręką... Nie mając pojęcia o tym, że to jest złe, łatwo mnie zmanipulował tłumacząc, że to zabawa. Później jednak chciał więcej i więcej. W czasopiśmie zwrócił uwagę na fellatio, czyli stosunek oralny. Chciał tego wypróbować, ale to ja miałem mu usłużyć. Ja bardzo bałem się mu odmówić, gdyż nalegając wydawał się coraz straszniejszy, bałem się, że mnie pobije. Mówił, że to będzie tylko raz, ale kłamał. Później przychodził do mnie jedynie po to. A on szedł o krok dalej i chciał dokonać na mnie penetracji. Kazał mi się całkowicie rozebrać, oprzeć ciałem o łóżko, kiedy to klęczałem na podłodze i zrobił to... Bolało, ale nie zważając na to wszedł do końca i czekał aż "poczuję się lepiej". Płakałem. Uratowało mnie to, że moja babcia wróciła do domu, ale nie przyłapała nas, gdyż siedzieliśmy w innym pokoju. Graliśmy na konsoli, on chcąc dokończyć chciał iść ze mną do lasu, a ja bałem się odmówić. Babcia wtedy zrobiła obiad i mówiła, że po nim będę się uczyć. To mi pomogło.
Tak wyglądało moje dzieciństwo do momentu, aż on poszedł do gimnazjum, wtedy nie mieliśmy czasu na to, by się widywać. Gdybym posiadał w tamtych czasach wiedzę jaką posiadam dziś, nigdy bym mu nie pozwolił na zrobienie ze mnie zabawki... Najgorsze jest to, że w bardzo młodym wieku zmagałem się z nimfomanią. W gimnazjum nie obchodziło mnie kto i co, musiałem się zaspokoić. Więc miałem kilkoro takich "kolegów", z którymi nawzajem dawaliśmy sobie to samo.
Dziś żałuję tego przez co przechodziłem. Dopiero po uzyskaniu pełnoletniości zebrałem się na odwagę, by leczyć się na nimfomanię. Moja rodzina do tej pory nie wie, wszystko zostało między mną a psychiatrą, do którego oficjalnie chodziłem na leczenie depresji. Nie chciałem chodzić do seksuologa właśnie z powodu rodziny, gdyż mogłoby się to wydać.
I właśnie dlatego potrzebujemy edukacji seksualnej w szkołach. Gdybyś wiedział co i jak, to kolega prawdopodobnie by Cię nie wykorzystywał, bo od samego początku wiedziałbyś, że nie ma prawa.
Dokładnie tak. Nikt wtedy nic nie mówił o tym jak rozpoznać czym jest molestowanie i jak uniknąć stania się jego ofiarą. Moja rodzina nigdy by nie pomyślała, że coś takiego może się przydarzyć 11-letniemu dziecku. Nawet nie uczono mnie jak sobie radzić z przemocą w szkole, ale z drugiej strony, moja rodzina miała mnie gdzieś, więc mimo, że wielu nauczycieli uważa "To wiedza, którą powinni uczyć rodzice", to okazuje się, że szkoła jest jedynym miejscem, gdzie wiele dzieci może nauczyć się życia. Ja bym chciał by od początku szkoły uczyły wychowania i bezpieczeństwa, bo ja sam miałem poważne problemy, ponieważ rodzina miała mnie gdzieś.
To może też powinno się wprowadzić lekcje gotowania, sprzątania, prania itd?
Temat seksualności należy do rodziców, do wychowania. To że sporo w tym temacie zawodzi, nie znaczy że powinno się ten obowiązek przerzucać na szkołę. W sumie nie rozumiem jak można mieć te 10, 12 lat i nie wiedzieć, chociażby instynktownie, czym jest intymność. Po coś się ubieramy, zakrywamy, załatwiamy potrzeby w samotności. Chyba tylko jakimś średnio inteligentnym dzieciom można wmówić że to zabawa.
Coraz głupsze to społeczeństwo rośnie i tyle. Może za niedługo będzie trzeba tłumaczyć, że jak ktoś da Ci w mordę to to jest przemoc. Skoro teraz trzeba tłumaczyć że ssanie fiuta to molestowanie.
Fajnie, że jesteś taki mądry. Zwłaszcza, że jesteś dorosły i najpewniej nigdy cię coś takiego nie spotkało. Dzieci nie pojmują świata tak, jak dorośli. I nie, dzieci nie są coraz głupsze, tylko świat zmienia się w ten sposób, że trochę mniej boją się mówić na takie tematy, więc więcej o nich słyszymy. To straszne, że są ludzie, którzy myślą tak jak Blackrainbowblow
Spotkało mnie dużo rzeczy i nie wiem na jakiej podstawie śmiesz orzekać, że na pewno nie xD
Byłam dzieckiem, pamiętam jak się wtedy odbierało rzeczywistość i poprzednie komentarze napisałam biorac pod uwagę wszystko co napisales/aś.
Zresztą czytając tutaj widzę ogólnie wiele różnych błędów. Chyba chodziło po prostu o asertywność. Autor wyznania nie wiedział że jest molestowany, ale sam pisał, że nie chciał tego, bo to było nieprzyjemne i bolało, tak? Musiał więc mieć bardzo niska samoocenę, że pozwalał koledze robić cokolwiek, co go raniło. To było punktem wyjścia problemów, że każdy de facto mógł sobie zrobić z nim co chciał. To jest naturalne, że jak ktoś nas krzywdzi, to oponujemy przeciwko temu. Jeżeli ktoś ma wycofane najprostsze instynkty to edukacja takiej osoby będzie tylko sztucznym zaprogramowaniem jej.
W takim razie każda edukacja to sztuczne zaprogramowanie. Nauka języka obcego to sztuczne zaprogramowanie, nauka matematyki to sztuczne zaprogramowanie, dom, w którym mieszkasz i urządzenie, na którym to piszesz, też. Może wróć do lasu, tam nie będzie sztucznego zaprogramowania. Czy to, że dziecko, które nie ma w sobie asertywności, skorzysta na tym, że je ktoś tej asertywności nauczy to według ciebie zła rzecz? Dla mnie to jedno skrzywdzone dziecko mniej
Chyba się nie rozumiemy. Ja właśnie powiedziałam, że asertywność jest tym sednem, które powinno się "wyćwiczyć" czy też nabyć. Bo to ono jest głównym problemem, a nie to czym jest molestowanie. Kurcze, to po prostu elementarna wiedza tak. To że są jakieś patologiczne rodziny, w których dzieci nie wiedzą, że jednym z ich podstawowych praw jest pełne poszanowanie nietykalności osobistej (poza tym i tak uczy się o tym chyba na wosie czy przyrodzie) to nie znaczy że teraz mamy wprowadzać jakieś dziwne wymogi edukacyjne specjalnie dla dysfunkcyjnych rodzin, które nie potrafią wychowywać dzieci.
I później ta edukacja tak wyglada, że większość musi się uczyć pierdol, rzeczy oczywistych i tracić czas. Nauka w szkole powinna być podporządkowana większości, a jednak mam głęboką nadzieję, że większość dzieci zareagowałaby sprzeciwem na przemoc.
@Blackrainbowblow
Wiele dzieci nie ma szans dorastać prawidłowo gdy wymóg takich nauk zrzuca się wyłącznie na rodziców. Wiesz jak działają szkoły w Japonii? Dzieci sprzątają po sobie w klasach, dzieci przydzielają posiłki innym, dzieci uczone są właśnie w szkołach szacunku co czyiś oraz własnych rzeczy. Dlaczego tego nie ma u nas? Spójrz na to jak wiele aktów wandalizmu jest u nas, a jak mało ich jest w Japonii. Zwiedzając Tokio szanse na to, że ujrzysz coś pokroju CHWDP na ścianach są znikome.
A więc teraz schodząc na naukę seksualną, jak dzieci mają nauczyć się od rodziców jak rozpoznać pedofila, czy ataki na tle seksualnym, gdy rodzice nie rozmawiają o tym z dziećmi, oraz nie mają doświadczenia, które im samym pozwala określić jak dziecko powinno się zachować? Od dziecka wpaja się rozpoznawanie numerów alarmowych dzięki czemu nie raz dziecko było w stanie wezwać odpowiednie służby, by ocalić komuś życie. Więc dlaczego dzieci nie mają prawa wiedzieć jak ochronić siebie przed atakami seksualnymi? Mówisz o głupocie narodu, ale to właśnie dezinformacja prowadzi do głupoty, którą Ty popierasz.
Więc właśnie próbuje wyjaśnić że idąc tym tokiem dojdziemy właśnie do czegoś takiego, że w szkołach należałoby wychowywać dzieci od a do z, bo przecież zawsze znajdą się jakieś rodziny, gdzie jakiś aspekt nie będzie poruszany. Tak jak w Japonii, tak? Więc dlaczego wszyscy którzy tak uparcie domagają się tej edukacji seksualnej, nie domagają się także nauki gotowania, sprzątania itd? Przecież w wielu rodzinach i tego nie nauczą. Bądźmy konsekwentni i poważni. Jeszcze tak btw, to akurat przemoc fizyczna (m.in. molestowanie) akurat chyba łatwo jest zauważyć...Dużo trudniej rozpoznać i radzić sobie z przemocą psychiczną, tzn toksycznością. Czemu nie domagacie się rzetelnych podstaw psychologii w podstawówce czy chociaż liceum? Ilu zawodów miłosnych które tutaj są opisywane by się uniknęło? Coś tutaj mi nie pasuje.
Ok, leczyłeś się z nimfomanii, a trauma po molestowaniu też przepracowana?
Nie do końca. Jeśli chodzi o stosunki seksualne, mam stałą partnerkę, która niebawem będzie moją narzeczoną. Wobec tego nie zamartwiam się kontaktem intymnym. Ale z molestowania zostało mi wycofanie się od męskiego towarzystwa. Mało mam kolegów, a więcej koleżanek, z którymi łatwiej mi się rozmawia i czuję swobodę. Moja dziewczyna to doskonale rozumie i nie ma problemów ze zazdrością.
Twoja sprawa, ale wg mnie powinieneś się zobaczyć ze specjalistą w związku z tym (a nie nimfomanią).
Tak też robię.
To spoko.
Dla takich zwyroli jest specjalne miejsce w piekle.
Moim zdaniem powinieneś o tym porozmawiać z rodziną.
Niestety moja rodzina nie należy do wyrozumiałej. #UBEkX Tutaj możesz o nich poczytać.
@ColdHandsWarmHeart - Wiesz, że powinieneś się od nich odciąć, prawda? W sensie całkiem, żeby nie słuchać takiego gadania już nigdy-nigdy? Zwłaszcza teraz, kiedy masz pewność co do ich intencji, wiesz że źle ci życzą. Ja wiem jak to jest - bo to rodzina, bo wychowali cię, bo to, bo tamto. Ale jak spojrzysz na swoją sytuację trzeźwo, bez okularków depresji i poczucia bezsilności które jej towarzyszy, to sprawa jest prosta i logiczna: są toksyczni i dopóki będą częścią twojego życia, to nie będziesz się czuł zdrowy.
@Lunathiel Próbujemy z dziewczyną zdziałać coś w tym kierunku, ona sama też chce się wynieść i myślimy o mieszkaniu razem. Tylko cały czas pracujemy nad tym, nie wiem ile nam to zajmie, gdyż ona sama chodzi na terapię z podobnych powodów.
Kolejne wyznanie od tego samego autora, w tak krótkim czasie. Bardzo dużo się u ciebie dzieje kolego ;)
Same, ciężko teraz o jakikolwiek inny niebieski nick.
Tak samo jak ciężko o inne nicki niż te które na okrągło produkują się pod każdym wyznaniem 🤷 ma chłopak potrzebę to niech pisze,
Niestety zawsze dużo się działo w moim życiu i przeszedłem przez wiele ciężkich momentów. Nie ukrywam, że rozmowa wyłącznie z psychiatrą sprawia, że wciąż czuję się jakby przebywał w klatce z własnymi problemami. Dopiero niedawno trafiłem na anonimowe więc uznałem, że może mi to w jakiś sposób pomóc.
No i lepsze to niż tworzyć nowe konta dopisując sobie coraz to inną cyferkę jak niektórzy tutaj XD
Tzn nie atakuję Cię, żeby nie było, tylko zauważam pewną tendencję.
@Wrath1 Rozumiem to ^^ Pomyślałem tylko, że ktoś może być ciekaw dlaczego tak często coś pisałem w krótkim okresie. Sporo mi się nazbierało na duszy przez te wiele lat ^^' Teraz rzadziej będę pisać bo najcięższe rzeczy mam za sobą.
Pomijając już kwestie tego co autorowi robił kolega, to naprawdę straszne jest to, że w wieku 11 lat nie miał żadnej wiedzy na ten temat. Ani ze strony szkoły ani tym bardziej rodziców...
No nie miał ze strony szkoły, bo nie ma w Polsce nadal edukacji seksualnej
Nie ma i nie będzie jeszcze długo, tak coś czuję. Bo ludzie w tym kraju bardziej boją się wyimaginowanego "zagrożenia" rzekomo płynącego z uczenia się, niż realnego zagrożenia jakim jest niewiedza, prowadząca właśnie do takich tragedii jak sytuacja z wyznania.
Dzieci nie da się zapłodnić.
Jakiś czas temu było o parze, 11 i 12 lat, bodajże w Rosji, dziewczynka zaszła w ciążę, innym razem w artykule w jakiejś gazecie było o młodej dziewczynce, która urodziła w wieku 13 lat, Brazylijka, Lina Medina, która urodziła w wieku 5 lat jest rekordzistką.
11/13 lat to już nastolatkowie. A co za tym idzie, okres dojrzewania. Zupełnie nie o tej grupie mówiłam, pisząc dzieci.
Mała Brazylijka mnie zaskoczyła, ale sprawdziłam ten przypadek. Z tego co udało mi się znaleźć, to przedwczesne pokwitania występują tylko na wskutek brania hormonów lub wad genetycznych. Dlatego dalej utrzymuje, że dzieci nie da się zapłodnić. (z pewnymi odstępstwami od normy, jak to zwykle bywa)
Dla mnie osoba mająca lat 16 to wciąż dziecko, więc inaczej odebrałem Twój komentarz ^^'
Dla mnie poniekąd też. Ale gdy mowa o zapładnianiu jakoś bardziej pasuje mi tu określenie nastolatek:)
Ale raz, to że ja wpisywałem się już ten wiek 11-13, a dwa, nie wiem skąd pomysł o zapłodnieniu, jak sytuacja działa się między chłopcami.
To była moja odpowiedz na zdanie "Nawet nie wiem czy wtedy wiedziałem, że tak dochodzi do zapłodnienia dziecka." Jasne, biorę pod uwagę, że to mógł być przypadkowy błąd. Ale co byłby ze mnie za polak, gdybym się nie przyczepiła;)
W sensie chodziło mi o "zrobienie dziecka" czy "utworzenie płodu"
ColdHandsWarmHeart Chodziło Ci o słowo "spłodzenie".
Pierwsze miesiączki w wieku 9 lat nie są wcale tak rzadkie...
@Serwatka31 Dokładnie o to mi chodziło! Mam sporą tendencję do zapominania słów.
Edukacja seksualna mogłaby zmniejszyć liczebność ofiar takich sytuacji. Tylko musi być ona bardziej dopasowana i może inaczej nazwana bo znam Grażynki które widzą słowo "seks" i zaczynają się pienić.
Dobrze, że wyszedłeś na prostą.
Dla wsystkich krzycacych nie dla edukacji seksualnej - widzicie spowodu braku edukacji dochochodzi do tego ze dzieci nie wiedza co jest dobre a co zle... a masturbacja istnieje bez edukacji tez