#QeWg6

Temat na topie - szpitale psychiatryczne...
Słowem wstępu: byłam w takim przez 5-6 dni po próbie samobójczej.

Leki - każdy dostawał swoją dawkę leków. Osoby faktycznie chore dostawały leki, które in pomagały - na schizofrenię, jakieś ograniczenia umysłowe, w sumie ciężko stwierdzić. Byliśmy też my, czyli ludzie po próbie samobójczej, na pierwszy rzut oka ciężko nas odróżnić od tych normalnych. Zresztą też uważam się za normalną, po prostu przez pewien czas byłam bardzo smutna. Jednak smutni byliśmy raczej w środku, a na zewnątrz normalni. No i to się właśnie nie podobało szpitalowi.

Dostawaliśmy benzodiazepaminy w takich dawkach, które robiły z nas roślinę. Z normalnych, kontaktujących ludzi (tylko smutnych) stawaliśmy się ograniczeni. Ja osobiście nie potrafiłam nawiązać normalnej rozmowy, bo zanim odpowiedziałam zapominałam, o czym rozmawialiśmy. Nie potrafiłam nawiązać kontaktu wzrokowego, oczy mi uciekały na boki, warga opadała. Niektórzy mieli problemy z połykaniem śliny, siedzieli z otwartą buzią i skapującymi wydzielinami (wiem, obrzydliwe). Osobiście po takich 6 dniach pobytu przez 3 miesiące byłam rozregulowana. Mogłam spać po 20 h na dobę, urywałam wątki, popadałem w otępienie.

Czas wolny... wiec czas wolny był wolny, czyli robiliśmy sobie co chcieliśmy. Przez 6 dni pobytu po próbie samobójczej nie porozmawiał ze mną żaden psycholog. Jedyną atrakcją była palarnia, więc siedzieliśmy całymi dniami w dymie papierosowym, a tam z nudów i z załamania po prostu braliśmy narkotyki. Diler podawał nam przez kraty towar, na palarnię nikt nie wchodził, wiec był spokój. Zresztą speed był dobrym sposobem na wyjście z otępienia. Ja osobiście zrobiłam tylko jedną linię, ale byli ludzie, co całymi dniami chodzili zrobieni.

Sprzątanie... pewnej nocy pani po prostu zrobiła dwójkę na podłodze. Smród był straszny, ale nikt tego nie posprzątał do rana, pielęgniarki uważały, że to nie ich broszka. Pani załatwiając się cały czas szła, wiec rozniosła kał po całym korytarzu.
 
Traktowanie przez personel... Pielęgniarki kazały połykać leki, jestem dorosłą osobą, nie ubezwłasnowolnioną. Dlatego zapytałam dlaczego dostałam 3 tabletkę i co to jest. Nikt mi nie odpowiedział na pytanie. Zmusili mnie do połknięcia. Pierwszego dnia płakałam, kazały mi „schować gdzieś ten rozryczany ryj”, więc poszłam do sali, ale tam też było źle. Zapięli mnie z tego powodu w pasy, nie wiem na ile, ale wiem, że ciężko było wytrzymać z toaletą. Zapinając nie powiedzieli, kiedy ktoś do mnie przyjdzie. Jestem świeżo po urazie kręgosłupa, więc po czasie leżenie plackiem stało się nie do wytrzymania, jednak nikogo to nie obchodziło.

Po tym już nigdy więcej nie poszłam ani nie pójdę do psychiatry. Gdy przejeżdżam obok tego miejsca, czuję ścisk w gardle, że ktoś cierpi tak jak ja wtedy.
IrisvonEverec Odpowiedz

W głowie się nie mieści. Nie rozumiem, jak można wziąć pod opiekę osobę, która jest, w pewnym sensie, tylko po próbie samobójczej, a wypuścić w takim stanie... Zaczynam wierzyć w to, że szpitale psychiatryczne (z całym szacunkiem do Autorki, bo nie do Ciebie piję :) ) produkują wariatów, a nie ich leczą... Takie zachowanie trzeba piętnować!

Dla Ciebie, Autorko, dużo siły. Jeśli to miejsce napawa Cię takimi wstrętnymi emocjami, to staraj się, może, je omijać, albo nawet zmienić miejsce zamieszkania, jeśli to gdzieś blisko. Trzymam za Ciebie kciuki!

Generalnie jest już o wiele lepiej, ale mam lekkie problemy z pamięcią. Staram się to zlikwidować dość zdrowym trybem życia i zdrowym odżywianiem. Dziękuje ;)

Into

"Tylko po próbie samobójczej"?? PS to raczej nie jest objaw braku problemów natury psychologicznej.
"PS" jest też skrótem dla "próby samobójczej".

IrisvonEverec

@Into: Napisałam dokładnie "(...) w pewnym sensie, tylko po próbie samobójczej". Nie umniejszyłam przez to w żaden sposób powagi sytuacji. Ludzie są skłonni targnąć się na swoje życie z różnych powodów, nie muszą koniecznie być psycholami. Autorka po wizycie w szpitalu tylko zyskała uszczerbek na zdrowiu, czyli "kuracja" miała, delekatnie mówiąc, odwrotny do zamierzanego. Tak, jak pisałam na początku: osoba po próbie samobójczej nie równa się schizofrenikom, czy innym faktycznie chorym, często niezdolnym do życia w społeczeństwie. To tak, jakby porównać kota z cytryną...

Into

Szpital psychiatryczny to nie jest miejsce wyłącznie dla osób chorych psychicznie. Zacznijmy zatem od podstawowej edukacji.
Choroby psychiczne, jak wymieniona schizofrenia, to kwestia przewlekłej, trwałej zmiany, która wymaga długotrwałego leczenia, czasem w lecznictwie zamkniętym (oddziały zarówno zamknięte, jak i półotwarte).
Natomiast różnego rodzaju zaburzenia, mogące pojawić się w toku życia każdego człowieka, obejmują m.in. depresje, nerwice, ale też uzależnienia. Mogą wymagać leczenia, w tym leczenia szpitalnego, zazwyczaj oddziały półotwarte. Oznacza to, że szpitalne leczenie psychiatryczne może z różnych powodów i w różnych sytuacjach życiowych objąć każdego, tzw. "zdrowego", czy "normalnego", człowieka.
Wniosek: szpital psychiatryczny nie jest tylko dla psychicznie chorych.

PS to szczególny przypadek, gdzie na pierwszy plan wysuwa się bezpieczeństwo człowieka. Osoba stanowiąca zagrożenie dla swojego życia i/lub zdrowia nie jest osobą, którą można uznać za pozbawioną zaburzeń i tym samym kwalifikuje się do leczenia, plus konieczność zabezpieczenia zdrowia i życia, w tym innych osób (samobójstwa rozszerzone, samobójstwo poprzez wypadek samochodowy, gaz, etc.).
Osoba tzw. "zdrowa psychicznie" czy "normalna", radzi sobie z problemami i różnymi, w tym trudnymi, sytuacjami w życiu, nie sięgając po taki środek jak samobójstwo. Tak, ludzie z różnych powodów próbują popełnić samobójstwo, ale nie jest to akurat objaw zdrowia i dobrej kondycji psychicznej.
Takie stereotypowe myślenie, że "tylko wariaci do wariatkowa" jest m.in. powodem kiepskiej kondycji polskiej psychiatrii. Walczymy o "godne porody", "godną śmierć", ale już nie o "godność w depresji". I tak mamy brak odpowiednich procedur, systemowych rozwiązań, edukacji i finansowania polskiej psychiatrii.
Po "tylko" próbie samobójczej, powinna być "tylko" odpowiednia opieka psychiatryczna, w bezpiecznym, optymalnym otoczeniu.

IrisvonEverec

@Into: Rozumiem, rozumiem, wszystko gra. Ale zgadzamy się (co prawda nieco innymi słowami), że trzymanie zdrowych, czy prawie zdrowych psychicznie ludzi po próbie samobójczej między cięższymi przypadkami to przesada. Zgadzam się też z tym, co piszesz o kondycji polskiej psychiatrii i "godności z depresją". Tak na dobrą sprawę uczepiłeś/-łaś się jedynie tego nieszczęsnego "tylko" i się produkujesz, a tak naprawdę nie zmienia to faktu, że nie ma o co się kłócić, dosłownie, bo myślimy w podobnym o ile nie identycznym kierunku... :)

zdystansowany

A wiesz że to co miała po lekach niektórzy ludzie w depresji mają i bez leków. Nie trzeba mieć schizofrenii czy innej ,,choroby psychicznej" żeby mieć problemy z funkcjonowaniem żeby nie być normalnym jak to nazywa. Długotrwały smutek może takie problemy wywołać. Mnie to wyznanie przeraża bo brzmi jakby jej pogłębili problem. I ten brak psychologa. Wierzyć się nie chce że to wydarzyło się naprawdę. Ja byłem kiedyś w jednym ośrodku w którym nie przydzielili mi psychologa przez cały pobyt ale oni go nie nazywali szpitalem. To był hostel dla ludzi z problemami psychicznymi a szpital był obok. To miejsce w którym byłem było trochę jak otwarty szpital psychiatryczny ale nie do końca. I o ile mogę zrozumieć że mi nie przydzielili w takim miejscu to nie mogę zrozumieć że takie coś miało miejsce w typowym szpitalu psychiatrycznym. Śmieszne było to że oni mnie stamtąd w końcu wywalili a przed wywaleniem zastanawiali się czy mnie nie wsadzić do tego szpitala obok. Tak jakby uznali że mi się nie da pomóc a przecież nawet nie próbowali skoro mi nie przydzielili psychologa.

zdystansowany

To co? Sugerujesz że schizofrenicy powinni przebywać tylko z podobnymi sobie zaburzeńcami? Myślisz że kontakt z ,,normalnymi" ludźmi ograniczający się tylko do personelu szpitalnego sprawi że leczenie będzie efektowniejsze? Raczej się chyba przyjmuje że tzw. wariat musi mieć normalny kontakt nie tylko z wariatami bo inaczej chore zachowania się utrwalą.

zdystansowany

A wiesz że to co miała po lekach niektórzy ludzie w depresji mają i bez leków. Nie trzeba mieć schizofrenii czy innej ,,choroby psychicznej" żeby mieć problemy z funkcjonowaniem żeby nie być normalnym jak to nazywa. Długotrwały smutek może takie problemy wywołać. Mnie to wyznanie przeraża bo brzmi jakby jej pogłębili problem. I ten brak psychologa. Wierzyć się nie chce że to wydarzyło się naprawdę. Ja byłem kiedyś w jednym ośrodku w którym nie przydzielili mi psychologa przez cały pobyt ale oni go nie nazywali szpitalem. To był hostel dla ludzi z problemami psychicznymi a szpital był obok dla cięższych przypadków. To miejsce w którym byłem było trochę jak otwarty szpital psychiatryczny ale nie do końca. I o ile mogę zrozumieć że mi nie przydzielili w takim miejscu to nie mogę zrozumieć że takie coś miało miejsce w typowym szpitalu psychiatrycznym. Śmieszne było to że oni mnie stamtąd w końcu wywalili a przed wywaleniem zastanawiali się czy mnie nie wsadzić do tego szpitala obok. Tak jakby uznali że mi się nie da pomóc a przecież nawet nie próbowali skoro mi nie przydzielili psychologa.

zdystansowany

Po pierwszym pobycie w psychiatryku wyszedłem w wyśmienitym stanie ale to dlatego że cieszyłem się że opuściłem to miejsce. Coś jak wyjście z Azkabanu.

Griffin Odpowiedz

Moja przyjaciółka była w psychiatryku całym trzy tygodnie. Wyszła w jescze gorszym stanie niż tam przyjechała. Jej rodzice teraz maja ja w dupie bo skoro była w szpitalu to nic jej już nie jest. Do tego osoby tam były okropnie nietolerancyjne, myśle ze na oddziale dla dorosłych jest o tyle lepije ze nie ma tam nastolatków. Do tego czas wolny wyglada tak ze gapia się w ścianę i nie maja co robić. Ogólnie przyjaciółka nie miała żadnego psychologa przez dwa tygodnie bo były ferie a tak to tylko dwa razy w tygodniu po pół godziny czyli mniej niż jak była w domu. Opiekuje się nią bo jest jescze gorzej tylko teraz boi się pójść z tym gdziekolwiek bo nie chce tam wrócić.

CzepliwyMisiek

Mojej mamie jak tam trafiła to psychiatra próbowała udowodnić, że jest to (pobyt) jej bardziej potrzebne do papierów rentowych niż żeby się leczyć. Tak ją maltretowała, by udowodnić swoją racje, że mama wyszła z jeszcze większą depresją, nerwicą i stanami lękowymi niż przyszła.... Na całe szczęście ten babsztyl " z powołania" już tam nie pracuje.

zdystansowany

Byłem w 4 szpitalach psychiatrycznych i żaden nie był dla dorosłych. Było w nich lepiej niż w tym z opisu autorki wyznania. Dokuczali mi w nim pacjenci to fakt ale się nie bałem przynajmniej że mnie zamkną w pasy za płakanie.

Mnie w jednym z psychiatryków straszono że jak będę w nim krócej niż 2 tygodnie to rodzice będą płacić za pobyt (więc podpisałem zgodę na bycie tam) a i tak mnie z niego potem wywalono karnie (bo biegałem po korytarzu itd. szkoda że nikt nie zauważył że uciekałem przed innym pacjentem) zanim one minęły kiedy nawet sam zapragnąłem być w psychiatryku. Dziwne to życie me.

Pewien psychiatra w pewnym psychiatryku mnie źle traktował a był on ordynatorem ale na szczęście tego psychiatryka już nie ma.

F111222 Odpowiedz

To że chciałaś się zabić nie jest normalne. Ma bycie smutnym nie prowadzi do samobójstwa. Na twoim miejscu bym pozował szpital. Ale tak czy siak trzymaj się dobrze

Klima354 Odpowiedz

To musiałaś trafić na bardzo ujowy szpital. Też byłam po próbie samobójczej i trafiłam na lekarzy z sercem,pielęgniarki jak i psycholog pełny profesjonalizm. Ludzie z powołania . W każdej chwili mogłam iść porozmawiać z psycholog nawet po wypisaniu z szpitala byłam mile widziana u pani psycholog . Poznałam tam też bardzo ciekawych ludzi. Także współczuję że trafiłaś do takiego szpitala ale nie każdy oddział jak i lekarze są tacy.

Into Odpowiedz

Po próbie samobójczej obowiązkowa jest obserwacja psychiatryczna.
Znam trzy szpitale psychiatryczne - jeden jest dosłownie "średnio na jeża": dobry niezupełnie, ale krzywdy większej nie robią. Dostaniesz leki, może psychologa, wycieczki, zajęcia, czasem trochę za bardzo uspokoją lekami, ale na gokarty nadal można iść.
Drugi - rewelacja. Bardzo dobrze dobrana terapia, odpowiedni poziom troski o pacjenta (ale bez rozczulania), lekki poziom eksperymentów z lekami, ale przy współpracy z pacjentem ("Za bardzo mi się chce po tym spać" "To zmniejszymy dawkę i przesuniemy na wieczór").
Trzeci - porażka. Ale nawet to co piszesz to hotel. Głównie recydywiści na obserwacji, sanitariusze znęcający się, starej generacji leki w dużych ilościach, kredki na świetlicy jako cała rozrywka - bez papieru. Plastikowa łyżka na pobyt jako jedyny uznawany sztuciec. Kraj zombie.

zdystansowany

Byłem kiedyś w psychiatryku w którym mi zniszczyli kosmetyczkę bo tam była taka zasada że każdemu nowemu sprawdzano rzeczy czy nie mają ostrych przedmiotów no i wyrwali lusterko z kosmetyczki bym się przypadkiem nim nie pociął ale na pomysł by jeść łyżką bo widelcem się możemy pociąć jeszcze nie wpadli.

Goya Odpowiedz

No, ja bym nie powiedział że byliście "tylko smutni", smutny to jestem ja jak zawalę egzamin , a Bardzo smutny jak umrze mi dziadek. Smutek nie doprowadza do samobójstwa lub próby samobójczej, u was to raczej było coś więcej.

AnonAnonimowy Odpowiedz

Do szpitala psychiatrycznego trafiają ludzie, dopiero na miejscu losowo dzieli się na pacjentów i lekarzy

zdystansowany

A pielęgniarze psycholodzy salowi?

Into Odpowiedz

Po próbie samobójczej po 6 dniach raczej nie wypuszczają. 3-4 tygodnie to zdaje się obligatoryjny pobyt.

zdystansowany

Jaki pobyt? Może była tylko na obserwacji. Depresji nawet po próbie samobójczej nie trzeba leczyć hospitalizacyjnie.

Shido Odpowiedz

Szpital psychiatryczny - miejsce do którego trafiają niedoszli samobójcy, by przekonać się że przy kolejnej próbie nie mogą już dać ciała, by znowu tu nie trafić.

GeddyLee Odpowiedz

Co znaczy "robić linię"?

peniswrowiu

Wciągnąć nosem linię utworzoną z narkotyków, w tym wypadku konkretnie amfetaminy.

GeddyLee

Myślałem że się mówi "kreska"

NadwornyMaruda

@GeddyLee za dużo myślisz, a o linię trzeba dbać!

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie