#QC20y
Po 4 latach mieszkania tu moja mama odeszła. Pamiętam, że to był piątek wieczorem, zbliżała się zima, widziałam moją mamę pakującą torby i walizkę, a w nich wszystkie swoje rzeczy. Spytałam, czy gdzieś wyjeżdżamy, a ona odparła, ''nie, kochanie, nie, idź poczytaj książkę'', wiec poszłam. W salonie spytałam taty czemu mama się pakuje, zaśmiał się i powiedział, że pewnie robi porządki.
Minęło ok. 10 minut, po czym on poszedł do sypialni, ale mamy już nie było. Ślad po niej zaginął. Tylko otwarte drzwi (w sypialni rodziców były otwierane drzwi, gdzie można było wyjść na ogród, w tym wyjść z domu). Szukaliśmy jej w całym domu, po ogrodzie, w okolicy, tata zadzwonił na jej telefon, ale włączyła się sekretarka. Mama nie miała przyjaciółek, wiec nie mogliśmy się skontaktować z nikim. Rodzice zawsze się dobrze dogadywali, byliśmy kochającą rodziną, mówiliśmy sobie wszytko... Spytałam taty czemu mamy nie ma, a tata odpowiedział, że na pewno wróci, przy mnie był twardy, ale widziałam, że płakał, widząc to też płakałam.
Minął dzień, dwa, tydzień. W szkole byłam pozbawiona koncentracji, chęci uczenia się, moje oceny spadły, a zawsze miałam A i B. Pewnego dnia po powrocie ze szkoły mój tata czytał karteczkę, miał całe czerwone oczy, przytuliłam go. Był to list, tata poszedł na ogródek, po czym ja zaczęłam go czytać, pamiętam to do dziś: ''Może teraz płaczecie, ale co to mnie już teraz obchodzi? Chciałam tylko wam przekazać, że już nie chcę mieć z wami nic do czynienia, z tobą i z tą cholerną córką. Wszystkie te lata stracone z wami... Nie piszę tego, byście się już nie martwili o mnie, tylko dlatego, żebyście wiedzieli co tak naprawdę myślę, a myślę, że zmarnowaliście mi życie. Nic to mnie nie obchodzi, jak sobie poradzicie. Ja zaczynam nowe życie. Nie powiem wam powodu. Nie szukajcie mnie. I mnie już nie zobaczycie''.
Również zaczęłam płakać. Czytałam ten list codziennie przez rok. 5 lat temu spaliłam go w kominku.
2 lata temu rozpoczęłam studia ekonomii w San Francisco, wyprowadziłam się z Chicago, po uczelni poszłam na zakupy, po czym widzę ją. To była ona. Nic się nie zmieniła. W głowie miałam milion myśli, że ona tu jest, jak? Chciałam krzyczeć, płakać...
Nie podeszłam. Nie podejdę. Poszłam do kasy, wyszłam ze sklepu bez słowa, tak jak ona wyszła z domu.
Twoja mama za przeproszeniem, nie jest godna miana "mama" ..
I żona.
A to niby dlaczego, popełniła blad zakładajac rodzinę, zrozumiała to i chciała być szczęśliwa i szczera. Dla was lepiej żeby była nieszczęśliwa do śmierci bo przecież ma obowiązek być częścią rodziny?
Mogłaby to inaczej "rozegrać" np. powiedzieć w twarz i prawdę....
Mogła ale też sama może nie była gotowa na taką rozmowę
Może nie była gotowa na taką rozmowę, ale każdy zasługuje na prawdę a zwłaszcza bliscy.
Dlatego napisała list
Co? Popełniła błąd zakładając rodzinę i miała do tego prawo? Kiedy ludzie zrozumieją, że spora część decyzji jest w naszym życiu wiążąca i trzeba je dobrze przemyśleć? Prawo to miała jej córka - do bycia szczęśliwą ze swoim dwojgiem rodziców, nawet jeśli żyliby osobno (rozwód, separacja). Dzieci nie tworzą się same, dlatego rodzice są za nie odpowiedzialne DO KOŃCA ŻYCIA!
Skoro już błąd popełniła to powinna się liczyć z konsekwencjami
I co miała do końca życia udawać że ja córka interesuje i że ja kocha? Mój ojciec też nas zostawił nie chciał mieć ze mną kontaktu i ja to rozumiem. Każdy ma prawo do szczęścia i ta dziewczyna też będzie kiedyś szczęśliwa ale matka gdyby nie odeszła to by straciła swoje życie. Wiążąca to jest umowa kredytowa, rodzina opiera się na miłości jeśli jej nie ma rodziny
Xanx, ale to się dało rozwiązać w inny sposób, nie rozumiesz? Bez słowa pożegnania? Od tak, z dnia na dzień, raniąc bliskich? A potem jakiś list z dupy, po czasie? no daj spokój, bo śmieszne jest to, co tu wypisujesz! Jeśli nie była szczęśliwa to mogła POROZMAWIAĆ I POSTAWIĆ SPRAWĘ JASNO, albo nie zakładać rodziny, wiedząc, że jest to duża odpowiedzialność.
Sądząc po tonie matczynego listu, nigdy nie była szczęśliwa. Niesamowicie mnie więc smuci fakt, że przez to, że nie czuła się dobrze w roli żony/matki, właściwie zostawiła was oboje ze złamanymi sercami. Strasznie skrzywdzić ludzi w imię własnego egoizmu i to po tylu latach! Jeżeli ta historia jest prawdziwa, to wyrazy współczucia, Autorko. Nie wyobrażam sobie usłyszeć coś takiego od własnej rodzicielki. Trzymaj się!
"Lepiej jest wziąć rozwód i być szczęśliwą niż tkwić w nieszczęśliwym związku z kimś kogo i tak nie kochasz z przyzwyczajenia lub tylko dla dzieci"
Logika niektórych anonimowiczów.
Jest roznica miedzy rozwodem a porzuceniem. Zdecydowanie lepiej jest sie rozwiesc niz tkwic w związku, ktory unieszczesliwia. Ale rozwiesc sie to nie znaczy odejsc bez slowa, nie placąc alimentow na dziecko, ktore ma sie w dupie
@NoHayProblema, jasne, rozumiem. Ale fakt jest faktem, że znamy tylko historię opowiedzianą z perspektywy uważanej powyżej. Nie chciałam więc, wyrażając swoje zdanie, szafować jakimiś potępieńczymi epitetami względem matki, jedynie stwierdziłam, że jej egoizm przyczynił się do tej smutnej sytuacji. I tak, grzejniczku, każdy ma prawo do szczęścia, szkoda tylko, że krzywdzi przy tym córkę i męża. Przecież musiało coś "nie zagrać" przed/w trakcie/po ślubie, a tak ucierpiało jeszcze dziecko. 😏
Nie sądzicie, że porzucenie to jednak trochę inna liga, niż rozwód? Przecież po rozwodzie dziecko wciąż ma dwójkę kochających rodziców. Nikt by się raczej nie czepiał mamy autorki, gdyby po prostu rozstała się z z mężem, nie krzywdząc przy tym dziecka.
Powodów do rozwodu jest dużo i nie zawsze ratowanie małżeństwa ma sens, nawet wtedy, kiedy nie ma uzależnień, przemocy, czy zdrady. Ale to w sumie nie jest tutaj istotne. Nigdy nie poparłabym osoby, która porzuciła swoje dziecko i nie sądzę, żeby wiele osób to zrobiło. Jestem w stanie naprawdę wiele rzeczy zrozumieć, ale tego nie.
Ja bym nie poparł ale rozumiem. Jestem osobą która nie przykłada wagi do więzów krwi czy kontaktów między ludzkich. Dla mnie liczy się tylko moje szczęście bo nie chce marnować życia na uszczesliwianiu innych i oglądanie się za opinia.
Nie wyobrażam sobie tak skrzywdzić dziecka i męża. Przecież mogła porozmawiać, skonsultować się z psychologiem, są też poradnie małżeńskie. Ale nie ma co gdybać. Mogę jedynie wyobrazić sobie, co czujesz. Oby dalsze Twoje życie przebiegło lepiej. Jesteś silniejsza. Twoja anonimowa rodzina jest z Tobą. Trzymaj się dzielnie.
Myślę że mogłabyś podejść i powiedzieć jej coś, mogłoby być zwykle "cześć mamo" żeby wiedziała co straciła, lub ewentualnie poczuła się źle za to co zrobiła. A gdyby Cię przeprosiła i zaczęła opowiadać czemu was zostawiła, to ja powiedziałbym cos w stylu "nic się nie stało mamo, idź poczytaj książkę" i wtedy wyszedł
Mamy podobne nicki :D
A gdyby odpowiedziala cos typu nie mam dzieci/nie jestes moim dzieckiem/nie znam cie/prosze sie nie spoufalać? Życie to nie film nie koniecznie mialaby jakies wyrzuty sumienia
A ja jestem sobie w stanie wyobrazić sytuację, gdzie kobieta, po latach życia w poczuciu marazmu, w końcu "pęka" i już nie umie inaczej, tylko wychodzi, po angielsku. Nie wiemy, jakie miała plany, marzenia i jak radziła sobie z tym, że ich nie realizuje. Wiele lat wmawiania sobie, że da się radę w końcu wybucha i wtedy często już nic się nie liczy. Serio, nie rozumiecie? Dla kogoś, kogo życiową ambicją jest posiadanie szczęśliwej rodziny to niepojęte, ale są ludzie, którym rodzina "się trafia" i nie radzą sobie z tym, bo chcą czegoś innego. I żadne terapie nie pomogą, bo to w końcu wyjdzie, wybuchnie i można robić awantury, abo zniknąć.
Gratuluję odwagi i siły przez te lata. Powodzenia :)
Trzymaj się ciepło!
Przepraszam że to piszę, ale może twoja mama miała jakiś powód, a napisała to tylko dla tego żebyście nie byli smutni tylko źli i nie tęsknili za nią ( w tym przypadku się to nie udało) a powodem mogło być co innego, może chciała wam pomóc?
Na twoim miejscu bym z nią porozmawiał.
minusujcie ile chcecie
mam wrażenie,że to zmyślone wyznanie
Też mam takie wrażenie
Same.
Scenariusz. Perfekto