#Pus6c
W końcu spokojnie oznajmił, że muszą z nią o tym porozmawiać i żebyśmy zjedli i poszli się bawić. Dużo do jedzenia nie było, więc wyszliśmy z kuchni bardzo szybko, mimo prób zatrzymania nas przez mamę. Tata zabrał ją do pokoju, gdzie od lat leżeli jej niepełnosprawni rodzice (mój dziadek alkoholik i chora psychicznie babcia), po czym staranie zamknął obie pary drzwi. Wymknąłem się po kominie z domu, żeby podsłuchiwać pod oknem.
Tata oznajmił, że nie stać nas na kolejną buzię do wykarmienia. On nie pracuje tylko wtedy, gdy śpi. A śpi 4-5 godzin na dobę, dzień w dzień od 15 lat, nawet w święta, i ledwie starczy, żebyśmy nie głodowali. Mama stwierdza, że nie podda się aborcji za żadne skarby. Tata więc zażądał, by oddała dziecko po porodzie. Mama odmówiła, bo jak to tak, ona nosi, rodzi, i własne dziecko oddać? Tata chciał, żeby w takim razie w końcu poszła do jakieś pracy. Mama nie pójdzie, bo nic nie umie poza prowadzeniem domu, a poza tym co z niemowlakiem i dziadkami, którzy wymagają podobnej opieki? Tata zatem oznajmił, że odchodzi, bo ma tego dość. Ma dość życia w wiecznej nędzy, mimo ciężkiej pracy. Ma dość wiecznego głodowania, żeby ona i reszta mieli co jeść; dość marudnych, wiecznie niezadowolonych pasożytów w postaci teściów, których nie można oddać do ośrodka, bo się nie zgadzają, a obydwie renty oddają na konto szwagra, który od 18 lat nie napisał ani słowa...
Do dziś pamiętam, jak spokojnie i łagodnie to oznajmiał. Mama w ryk, babka we wrzask, dziadek po prostu egzystował i się ślinił. Jak tylko tata wyszedł zajrzeć do nas, złapałem go na korytarzu i błagałem, żeby tego nie robił. Obiecywałem, że nie będę jeść, będę więcej pracować i w ogóle... a tata tylko mnie przytulił, pogłaskał po głowie i powiedział, że mnie zabierze ze sobą, bo jako jedyny jestem jego dzieckiem. Wtedy tego nie zrozumiałem.
Potem tata wytłumaczył mi, że starał się dotrzymać przysięgi małżeńskiej, być dobrym człowiekiem jak św. Józef, ale po prostu wszystko ma swoje granice. Od moich narodzin prawie nie sypiali ze sobą, a mimo to mama zachodziła w kolejne ciąże. Ta ostatnia przelała czarę goryczy, bo ostatni raz spali ze sobą niemal rok wcześniej.
Odszedłem razem z ojcem. Pewnie ocenicie nas jako ostatnie gnidy, ale jedyne czego mi żal, to ojca. Do rodzeństwa nie mam sentymentu. Nigdy się nie lubiliśmy, mimo starań rodziców.
To jest po prostu straszne. I nie, autorze, nie jesteś gnidą. Ani Ty, i Twój tata. Nie mieści mi się w głowie tak żyć, o głodzie, zdradzie i harówce. Dobrze, że odeszliście od tej toksycznej baby. Szkoda, tylko, że tak późno...
W trakcie czytania pomyślałam, że ojciec też powinien zastanowić się wcześniej nad jakąś antykoncepcją, żeby tego szóstego dziecka nie było, a tylko oczekiwać od kobiety, że poradzi sobie z problemem. Ale ta końcówka mnie rozwaliła, gdy się okazało, że ona wymaga od niego hartowania na nie swoje dzieci.
same here
musial miec anielska cierpliwosc tyrajac na cudze dzieci, zone-zdrajczynie i tesciow-pasozytow utrzymujacych inne swoje dziecko ( przeciez jakby dawali swoje renty na dom, wszyscy byliby syci i moze nie musialby tyle pracowac)
Chyba raczej musiał być mega frajerem. Jaki normalny facet dałby się w coś takiego wrobić?
Jankostanko33
może po prostu nie potrafił sobie poradzić psychicznie z rozstaniem z kobietą, którą na samym początku kochał, oszukiwał się, a sytuacja doszła do tak kuriozalnej w efekcie „gotującej się żaby”? Może działo się wiele mechanizmów w tej sytuacji, dodatkowo to lata 80 w Polsce, Pan wydaje się być katolikiem, stąd i pewne naleciałości i inne wartości moralne.
Można tak powierzchownie, bezkrytycznie i bez rozumienia lub chociażby próby podjęcia problematyki i mechanizmów ocenić człowieka... Robiąc stosowne ad absurdum porównanie: to tak jakby zastanawiać się jak głupia musi być kobieta, która daje się bić i gwałcić w łóżku mężowi przez ostatnie 10 lat małżeństwa i być ciągle z nim, mimo dziejącej się jej krzywdy. W końcu powiesz „miękka pizda z niej„ , prawda? „Cipcia która nie potrafi wyjść przez drzwi i odciąć się od sytuacji, jaka normalna kobieta by sobie na to pozwoliła?„. „Frajer z niej podobny jak z tego męża”, tak? Albo taka Natascha Kampusch, która mimo możliwości ucieczki zostawała z porywaczem. „Frajer z niej”, tak?
Syndrom sztokholmski, Zespół maltretowanej żony... w końcu jest opisany szereg mechanizmów. W tych dwóch przypadkach czy w przypadku mężczyzny, trzeba rozumieć i znać pewne zagadnienia by móc cokolwiek powiedzieć. Ale na pewno nic nie daje Ci prawa by oceniać czyjeś postępowanie i ot tak stwierdzić to w tak prymitywny sposób.
Kim jest normalny facet?
Gnidy? Gnida to twoja matka, której majtki dupy się nie trzymały i której zwisało to w jakich warunkach jej dzieci będa "byle były" co z tego, że klepiąc biedę i w głodzie.
A niby czemu gnidy? Z jakiej racji ojciec ma utrzymywać leniwa babę, jej pijackich rodziców i bękarty? Dobrze zrobił.
Etanolan, dziecko, bękart jest określeniem na nieslubne dziecko.
Ale jednak słowo "bękart" ma wydźwięk negatywny i wcale się nie dziwię Etanolanowi, że zwróciła na to uwagę.
Proponuję określenie "bastard". Będzie światowo i nieinwazyjnie.
Etanolansodu: nie, nie obraża to dziecka. To słowo ma tylko taki negatywny wydźwięk, ale nie jest obraźliwe. Tak to jest jak się znaczenia słowa dobrze nie zna. Może nie jest to idealny przykład, ale np. ze słowem bynajmniej ludzie też mają problemy i używają jak słowa przynajmniej - właśnie przez brak znajomości znaczenia danego słowa.
Bękart to bękart. Jeśli mężatka puszcza się po okolicy i przynosi nieślubne potomstwo to są to bękarty. Pretensje do matki, która je w taki sposób sprowadziła na świat a nie do języka polskiego. Jeśli mąż jej nie pasował mogła wziąć rozwód i rodzić dzieci przypadkowym osobom, wtedy nie byłyby bękartami.
W mojej miejscowości był taki facet, sam wychowywał chyba z czwórkę czy piątkę dzieci. Mieli bardzo małe mieszkanie, byli biedni, mimo że facet pracował, ale samemu było mu ciężko wykarmić wszystkie dzieci za marną pensję. Zawsze zastanawiałam się, gdzie jest jego żona, umarła? Po latach dowiedziałam się od ojca, że jego żona kiedyś wyjechała z jakimś kochankiem. Później wróciła z brzuchem, a jak urodziła, to znów uciekła gdzieś. Po roku czy dwóch znów wróciła z brzuchem, urodziła i uciekła i tak kilka razy. Chyba tylko jedno dziecko było jego, reszta to podrzutki. Zastanawiałam się, czemu on tak właściwie na to pozwalał, czemu brał pod opiekę nie swoje dzieci, za każdym razem, kiedy żona mu je podrzucała? Uznawał je za swoje i wychowywał. Chyba po prostu nie był w stanie oddać do domu dziecka niewinnych dzieci, nie wiem. Z jednym z jego synów chodziłam do klasy, ale głupio było go wypytywać, wiadomo, temat dość drażliwy. Nikt nie pytał, chociaż każdy wiedział. To tak w temacie nieswoich dzieci.
Nie myśl Autorze, że jesteście gnidami. Twój ojciec i tak dużo robił, o wiele ZA dużo. Nie tylko wychowywał nie swoje dzieci, ale jeszcze harował jak wół na utrzymanie, nie dostają nic w zamian, żadnego „dziękuję” chociażby, żadnego szacunku, tylko kolejne dzieci obcego faceta. Przykro mi to mówić, ale gnidą to była Twoja matka.
Polskie prawo w takim wypadku też nie działa za dobrze, bo jeżeli jest się w małżeństwie to nawet jeżeli mąż nie jest ojcem to i tak w urzedzie jest jako ojciec wpisywany. Nawet chyba jeżeli kobieta urodzi do 300 dni po rozwodzi to nadal jej eks w papierach jest ojcem. Chore.
mozna zrobic badania genetyczne
ale sa one kosztowne
Bazienka - gdyby nie byli małżeństwem to wystarczy, ale tu sie sytuacja komplikuje. Badanie musi być zlecone przez sąd i musi na nie wyrazić zgodę matka dziecka. A tej nie da się zmusić do tego. Nie tak dawno czytałem, że jakiś facet się dowiedział już kilka lat po rozwodzie że dziecko nie jest jego i chciał na podstawie testu anulować alimenty. Nie dało się bo była żona się nie zgodziła na badania.
o proszę, a myslalam,z eskoro jest domniemane ojcostwo to ejsli ojciec chce zaprzeczyć, to sad nakazuje matce udosptepnic dziecko do badania...
bo tka jak mówisz to wielka niesprawiedliwość jeśli jak w historii puszczalska matka i ojciec nie mialby jak tego udowodnić...
można tez zrobić badania samemu, kupujesz pakiet i podczas wizyty dziecka np. podbrac material ze smoczka, sliny, wewnętrznej czesli policzka, szczoteczki itp.
i czy takie już zrobione badanie miałoby jakas wartość w sadzie?
Bazienka - badanie zrobione na własną rękę nie zostanie uznane za dowód w sądzie. W tym opisywanym przeze mnie przypadku tak właśnie było. Bo facet zrobił sam badania żeby się upewnić. I nic to nie dało z prawnego punktu widzenia.
Kurczę, ale tak nie może być! Przecież to skrajnie niesprawiedliwe. Masz żonę, macie dziecko i po kilku latach dowiadujesz się, że żona ci rogi przyprawiła i dziecko nie jest twoje. Rozumiem, że dziecko niewinne, że kocha swojego ojca, bo to on tyle lat był ojcem dla tego dziecka, facet często też nadal to dziecko kocha, w końcu je wychowywał tyle lat. Ale, do diabła, mężczyzna powinien mieć prawo do sprawiedliwości! W papierach on jest jako ojciec, a mimo to nie ma prawa zadecydować o badaniach? Dlaczego matki traktuje się jak święte w takich przypadkach? Zdzira rozłożyła nogi dla innego i pozwoliła sobie zrobić dzieciaka, a mąż gówno może zrobić? Według mnie powinno się wyciągać jakieś konsekwencje od takich żon, a nie, że facet poszkodowany, bo nie dość, że mu się żona puściła z innym i dziecko nie jest jego, to jeszcze nie może nic z tym zrobić.
tapczan dokladnie, i jesli odejdzie to musi placic alimenty na cudze dziecko...
"Ojciec" ma pół roku na zaprzeczenie ojcostwa od momentu narodzin (albo od momentu kiedy o dziecku się dowiedzial). Jeśli tego nie zrobi, jest wpisany jako ojciec. Oczywiście, jeśli rodzice są małżeństwem. Jeśli po tym czasie będzie chciał anulować alimenty, to sąd kieruje się wtedy dobrem dziecka i "ojciec" płacić musi.
pacanek tak, jesli jest wolny
w malzenstwie ejst domniemane ojcostwo podczas jego trwania oraz 300 dni od rozwodu
To jest straszne. Nie potrafię wyobrazić sobie tego co mogłeś czuć, ale dla mnie taka sytuacja właśnie zasługuje na miano tragedii.
To były inne czasy, wtedy ludzie myśleli nieco inaczej. Dzisiaj byłoby to przejawem głupoty.
Mam nadzieje, ze poradziłeś sobie w życiu i nie męczysz się dalej parszywą przeszłością. Kiedy nie starczy na wyżywienie dzieci i zachodzi się w kolejna ciąże, to nie ma się prawa wymagać od innych zrozumienia a tym bardziej, akceptowania takiego stanu rzeczy.
Powodzenia!
poczulam duza ulge jak autor wyjasnil wszystko pod koniec
Mocne i anonimowe. Życzę wam dużo powodzenia. Aczkolwiek nie miej żalu do "rodzeństwa". To nie ich wina, chociaż rozumiem, że walka o jedzenie w dzieciństwie może te uczucie potęgować
TO uczucie, na Boga, ktoregokolwiek...
Strasznie wam współczuję, ale twojemu rodzeństwu jeszcze bardziej. Co oni takiego zrobili? Przecież sami nie pchali się na świat. Nie winię twojego ojca, nie musiał przecież mieć ochoty wychowywać nieswoje dzieci. Nie było chyba dobrego rozwiązania w tej sytuacji, takiego w którym ucierpieliby tylko winni.
Podziwiam Twojego ojca za siłę, cierpliwość i za odwagę!
Podziwiam ojca, że zgadzał się na takie życie. Dobrze postąpił odchodząc i zabierając Cię że sobą.
Ale za co tu podziwiać? Za bezsensowny masochizm?
Z jednej strony masz rację, bo takiej postawy też nie popieram.
Za człowieczeństwo i zasady życia w małżeństwie. Chociaż niewiele znaczyły w opisywanej sytuacji, to jednak. Myśle, ze niewiele osób byłoby na to stać.