#Ppqzn
Problemem jest moja rodzina. Mieszkają zaledwie piętnaście kilometrów od nas. Kocham matkę, ale ojca nienawidzę. Odkąd pamiętam pił i bił mnie, rodzeństwo i matkę, powód zawsze się znalazł. Kiedy wzywaliśmy policję było tylko gorzej, na rodzinę nie ma co liczyć, sąsiedzi nie chcieli się wtrącać. W szkole też olewali temat.
Obecnie mój ojciec jest tak zapijaczony, że ledwo kontaktuje. Całymi dniami się szlaja i awanturuje, dość często do domu odwozi go policja. Nie myje się, załatwia w majtki, rzyga na siebie. Śmierdzi na kilometr i to niemal dosłownie. Nie da się z nim rozmawiać, bo tylko bełkocze bez sensu, już parę razy miał zwidy. Matka boi się wysłać go na przymusowy odwyk, chociaż nieraz ją namawiałem. W dodatku we wsi są wyklęci, bo mój brat poszedł w ślady ojca i po pijanemu potrącił dziewczynę z małym dzieckiem. Dziewczyna niestety zginęła, jej synek resztę życia spędzi na wózku. Brat się powiesił. Siostra absolutnie nie chce mieć z rodzicami do czynienia, nie potrafi wybaczyć matce, że nas nie ratowała. Nie widziała się z rodzicami od kilkunastu lat, zresztą mieszka na stałe za granicą i prawie nie przyjeżdża do Polski.
Przynajmniej raz w tygodniu matka dzwoni do mnie i błaga, żebym przyjechał, bo ojcu odbija. Proszę i tłumaczę jej, żeby go nie niańczyła, żeby wystąpiła o przymusowy pobyt w szpitalu. Nie chce się zgodzić. Propozycję wizyty u psychologa uważa za wymysły.
Unikam tych wizyt jak mogę, ale czasem bardzo się o nią martwię. Dawniej jeździłem tam co drugi dzień po pracy, ale po kilku kłótniach z żoną robię to rzadziej. Żona uważa, że dla dobra wszystkich powinienem odpuścić. Wiem, że denerwuje się tym, że wizyty u rodziców mnie wykańczają, wie, że matka nie pozwala sobie pomóc. Oczywiście nie zabieram tam ani jej, ani naszej córki.
Z jednej strony kocham matkę i boję się, że ojcu kiedyś tak odwali, że ją zabije, ale z drugiej strony chcę odpuścić i mieć spokój, bo czuję się wykończony.
Marzę o tym, że mój ojciec wreszcie się zapije.
Mówiąc kolokwialnie, Twoja matka tonie po szyje w bagnie, ale ani patyka sie nie chce chwycić, ani liny złapać. Nie, najlepiej, żebyś Ty też w bagno skoczył. Chłopie, weź przykład z siostry. Nie jesteś odpowiedzialny za swoją matkę - nigdy nie byłeś - jesteś odpowiedzialny za swoją córkę!
Jego matka jest współuzależniona i też podlega leczeniu.
@Smutnabula
Jasne, ale pierwsza zasada ratowania innych jest taka, że najpierw musisz się upewnić, że z Tobą wszystko ok. A jak ktoś nie chce przyjąć pomocy, to i tak mu nie pomożesz.
buleczko, zeby sie leczyc to najpierw trzeba zauwazyc problem i zechciec go rozwiazac
autor moze jej zaproponowac terapie, ale uczestniczyc w niej za nia nie bedzie
tak ohlala, dobry ratownik to ZYWY ratownik
Żona ma rację. Wiem, że jest Ci ciężko spojrzeć na tę sytuację z dystansem, ale prawda jest taka, że Twoja matka nie zapewniła Ci bezpieczeństwa kiedy byłeś dzieckiem, a teraz jeszcze oczekuje, że to Ty będziesz jej zapewniał bezpieczeństwo kosztem swojego (bo niby do czego innego sprowadza sie Twoje jeżdżenie tam, kiedy ojciec jest agresywny?). Próbowałeś jej pomóc, podsuwałeś rozwiązania, nie wątpię, że byłbyś gotów ją wspierać, gdyby zdecydowała się odejść od ojca. Ale skoro ona nie chce, to cóż, jest dorosła, jej wybór i jej życie. A Ty masz swoje, przy żonie i dziecku.
To że rodzice są chodzy, to oczywiste i na pewno to rozumiesz, ale czy zdajesz sobie sprawę z tego, że ty też jesteś chory? Współuzależnieniony, dda, potrzebujesz pomocy, musisz zrozumieć, że to nie twoja wina i nie twoja odpowiedzialność. Ratuj siebie, nie ich, oni już wybrali.
Autorze, to co opisujesz to Twoje dda. Zadbaj o siebie. Bo to jaki jesteś nie jest bez wpływu na Twoje dziecko.
Zbadaj temat. Jak będziesz bardziej świadomy siebie i swoich mechanizmów, to inaczej spojrzysz na sytuację z rodzicami.
przestan jechac ja ratowac
to moze szokujace, ale tylko zostawienie jej z tym problemem moze jej otworzyc oczy
jak rpzyjezdzasz i zalatwiasz wszystko za nia to w zyciu nic nie zmieni
a jak bedzie sie musiala z tym zmierzyc, to ma szanse
nie jedz, jak bedzie dzwonila raz za razem- nie odbieraj, wycisz
jak rpzyjdzie do ciebie przez drzwi zalatw sprawe, jesli bedzie cie chciala wyciagnac, nie otwieraj (polecam lancuch w drzwiach)
terapia by sie jej przydala, dla wspoluzaleznionych
tobie w sumie moze tez, bo nie jestes odpowiedzialny za jej decyzje trzymania go w domu
Autorze, doskonale cię rozumiem. Twoja siostra ma rację - najlepiej odciąć się od tego chorego towarzystwa. Mimo że są to rodzice. Jeśli jednak masz jakieś poczucie obowiązku wobec matki (zupełnie niesłuszne moim zdaniem), to postaw jej sprawę jasno - albo robi z ojcem porządek, wysyła go na przymusowy odwyk (może nawet rozwód, żeby od niego całkowicie uciec?), sama idzie na terapię i ty możesz jej w tym wszystkim pomóc albo niech da ci święty spokój i nie sprowadza cię do roli straszaka i pacyfikatora ojca. Krótka piłka. Żadnych telefonów, zalenia się, proszenia - zero kontaktu. Niestety, ale sam widzisz, jak to wszystko momentalnie odbija się na tobie i twojej rodzinie. Ustal swoje priorytety i działaj. Trzymam za was kciuki!
Oboje twoi rodzice kwalifikują się do leczenia. Ojciec jako alkoholik, matka jako współuzależniona
Druga strona jest idealna - mieć wywalone. Jeśli twoja matka chce się męczyć - niech się męczy, ale niech w ten gnój ciebie nie ciągnie.
Załatw sobie alibi i pozbądź ojca. Otruj albo bo ja wiem młotkiem zatłucz, nikt nie będzie prowadził szczególnie dogłębnego dochodzenia w takiej sytuacji, a problem rozwiążesz permanentnie.
@Dak dobra opcja ale musiałby to sprytnie załatwić by za śmiecia nie siedzieć. A co do zapicia się na śmierć to przykro mi ale karaluchy są bardzo żywotne.
nie namawiam do krwawych mordow ani ogolnie do niczego
ale gdyby tak pomylil etanol z metanolem... nawet nie zauwazy roznicy
Nie, absolutnie nie. Pomijajac juz nawet kwestie odpowiedzialnosci karnej (#zbrodnia doskonala), to byloby to morderstwo. Dlatego nie i koniec.
pustek jak wyzej pisalam jestem za pozostawieniem dziada samemu sobie, zeby nie bylo
Ale dosypać coś do alkoholu i podarować w prezencie. Alkoholik to wypije bez problemu. A społeczeństwo uzna że się zapił na śmierć i wątpię żeby szukali dalej przyczyn (czyt. Trucizny)
To nawet zabawne w jak tchórzliwy sposób ludzie fantazjują na temat zabójstwa. Tak zabójstwa.
Czym się różni poderżnięcie komuś gardła, od dodania trucizny po kryjomu ?
Ta sama zbrodnia, ten sam grzech, ten sam upadek człowieka. Takie samo zło.
Klub nastoletnich morderców anonimowe pl
Ohh ostrze, mój ty hipokryto zasrany, sam niedawno tak fantazjowałeś o innych więc teraz nie udawaj takiego świętego, gimbusie..
Basieńka- psycholog namawiający do mordu. Upadamy jako społeczeństwo.
Dopóki twoja matka nie zostanie sama z problemem, dopóki nie upadnie na dno (póki co Ty trzymasz ją lekko nad tym dnem, tak że jeszcze go pod nogami nie czuje) nie zrobi z problemem nic. Dlaczego? Bo zawsze jest ktoś kto sytuację naprawi. Ty.
Wiesz co musisz zrobić? Samemu zapisać się do poradni psychiatrycznej (psychiatra to lekarz, który skieruje Cię na dalsze stopnia - psycholog, terapeuta, psychoterapia).
Rodzinny dom jest bardzo chaotyczny. I ty masz ten chaos w głowie. Dlatego ciężko jest Ci podjąć stanowczą decyzję. Tobie psycholog pomoże poukładać w głowie i będziesz mógł zdecydować i się decyzji trzymać.
Powodzenia!
Masz nie tylko wspaniałą, ale i mądra żonę. Ona wie, że związałeś swoje życie z nią a nie z rodzicami, i Ty też powinieneś to wiedzieć. Po prostu niektórzy ludzie są zjebani do kwadratu, i nie da się nic zrobić. Przykro jeśli to nasi bliscy, na kogoś musiało paść. Skup się na swoim życiu i na swojej rodzinie. W ostateczności zabierz matkę do siebie jak masz na to warunki.