#Pmto7
No, ale nie byłoby wyznania, gdybym nadal się akceptowała.
Problemem są rodzice. A raczej rodzina. Przyczepili się do mojej wagi jak rzep do psiego ogona. Na porządku dziennym są śmiechy i chichy, że jestem tłusta. Ktoś czegoś nie zje do końca? Rzućmy żartem, że Ala to na pewno zje, bo przecież ona wszystko zeżre! Przecież spójrzcie tylko na nią!
Łapanie za dupę i śmianie się, że o ho ho, jaka duża dupa, jak ty się mieścisz w tych spodniach! Mariola, chodź tu szybko i, he, he, sama zobacz!
Może mam problem ze zdrowiem (nie, nie mam, przebadałam się), bo to przecież niepojęte, bo przecież wszyscy w rodzinie są chudzi!
Kiedy widzą mnie ich znajomi (tego to najbardziej nie rozumiem - jak można być takim chamem?), to prawie zawsze pokazują nadęte policzki, że jestem tłusta. A śmiechom potem nie ma końca, bo WIDZIAŁAŚ? NADĄŁ POLICZKI, HA, HA, NO NORMALNIE WYGLĄDAŁ JAK TY. ALE TO ŚMIESZNE.
"Ładną dziewczyną byś była, gdybyś nie była taka tłusta".
Próbowałam wszystkiego. Śmiać się z ich urody. Zbywać to żartami. Udawać, że mam to gdzieś. Powiedziałam nawet, że dobrze mi tak. Że podobam się sobie taką, jaką jestem. "Ale na pewno, Alka? No wiesz, z twarzy to może tak, ale nie brzydzisz się jak patrzysz w lustro?"
No i trafili. Brzydzę się siebie. Uwierzyłam w to. Nie mogę patrzeć w lustro, nie potrafię też spojrzeć w dół na swoje ciało. Dostaję szału na myśl o mojej tuszy. Moja samoocena jest na minusie. Nie widzę nawet sensu, by się malować, bo przecież nikt mi nie powie, że ładnie wyglądam, tylko skomentuje to, że jestem ociekającym tłuszczem boczkiem.
No i możecie mnie zjechać. Wiem jak zabrzmią moje kolejne słowa i z punktu obserwatora też złapałabym się za głowę.
Nie mieszkam już z rodzicami. Aktualnie studiuję i mieszkam z chłopakiem, ale moja matka wydzwania do mnie codziennie. Mogłabym nie odbierać, ale to nadal moja mama. Nie chcę zrywać kontaktu, przecież to moja rodzina. Ludzie, którzy mnie wychowali. Staram się ograniczyć kontakt z nimi do minimum, ale i tak zawsze kiedy w końcu z nimi rozmawiam, to pojawia się pytanie, kiedy w końcu schudnę. Nie wiem. Naprawdę nie wiem jak sprawić, żeby chociaż na chwilę się zamknęli.
Chłopak stara się mnie wspierać. Mówi, że może nie należę do szczupłych, ale gruba też nie jestem. Kocha mnie taką, jaka jestem, ale nie potrafię mu uwierzyć. Nie rozumiem jak mogę go pociągać, taki wielki wieloryb.
Jasne. Mogę ich nie słuchać, ale jeśli mi to mówią kompletnie obce osoby (chodzi mi raczej o dawno niewidzianą rodzinę, która widziała mnie za niemowlęcia), to przecież coś musi w tym być. Jeśli wszyscy się śmieją, to coś musi w tym być. Jeśli ja zaczynam sobą rzygać, to musi coś w tym być. Chciałabym złapać żyletkę i wyciąć ten tłuszcz.
Zapamiętaj sobie, rodziną nie zasługuje na szacunek, tylko dlatego że jest rodzina. Postaw swoje zdrowie psychiczne na pierwszym miejscu, odetnij się od nich, idź na terapię i zrozum że to oni są obrzydliwi a nie ty!
Skoro nie działały żadne pokojowe sposoby, to spróbuj wywołać poczucie winy. Powiedz następnym razem matce, ze jeśli ona nie zacznie Ciebie szanować, to Ty przestaniesz szanować ją. Wytłumacz jej dokładnie, jak się czujesz i jaką krzywdę Ci robi. Przytocz parę jej tekstów i zachowań dla przykładu i zapytaj, czy właśnie tak rodzina powinna się wspierać.
Eeeee to za proste. Przecież lepiej napisać anonimowe wyznanie i wtedy wszystkie problemy się same rozwiążą.
"Chciałabym złapać żyletkę i wyciąć ten tłuszcz."
A może tak zmienić dietę, zabrać się za aktywność fizyczną, zmienić tryb życia... nie wiem... cokolwiek żeby realnie pozbyć się tego tłuszczu?
Problemem wbrew pozorom nie są Twoi rodzice, ani Twoi znajomi ani nikt inny. Choć wiem, że na pewno w To autorko wierzysz bo tak jest najwygodniej. Tak, wygodnie. Mimo wszystko płakanie, niska samoocena i użalanie się nad sobą jest dla Ciebie mniej kłopotliwe niż próba dokonania zmiany.
To nie jest tak, że nigdy nie przeszkadzał Ci Twój wygląd. Było Ci z nim wygodnie. Dyskomfort odczuwasz teraz bo ktoś Ci na ten wygląd zaczął zwracać uwagę przez co zaczął Cię wyciągać z Twojej strefy komfortu. Uwiera to Ciebie bo wiesz, że mogą mieć rację - choć z Twojego opisu wynika, że artykułują je jak prostaki - ale wiesz, że zmiana tego wymagałaby od Ciebie jeszcze dalszego wyjścia z tej strefy. To takie psychiczne lenistwo. Wiem, że to co mówię pewnie będzie odebrane jako nieprzychylne, brutalne, może nie właściwe ale im szybciej będziesz w stanie to sama zauważyć tym łatwiej Ci będzie coś z tym zrobić.
Czy jednak aby na pewno nie mam racji? Weźmy taką analogię... mamy brudasa, mieszka sobie w zasyfionym mieszkaniu, salon to jest niemal śmietnik. No ale jest mu dobrze, jemu to nie przeszkadza, zaś czystość i porządek nie są na liście jego priorytetów. Żyje sobie komfortowo. Nagle jednak ludzie, którzy go odwiedzają zaczynają mówić: "Stary ale masz syf u Siebie", "Serio, nie przeszkadza Ci to?", "Jak Ty możesz żyć w takim chlewie?", "Jak Ty chcesz tu kogokolwiek zapraszać?", "Kto będzie chciał takiego brudasa?". Jak myślisz co się wtedy stanie? Opcje są trzy... 1- zleje to, dalej będzie żył w chlewie i będzie mu z tym dobrze 2- stwierdzi, że coś jest na rzeczy i ogarnie temat 3- załamie się jego samoocena, obwini o to znajomych i dalej nic nie zrobi.
Ależ się we mnie zagotowało od czytania tych wszystkich komentarzy w stylu "po prostu schudnij". Co za debile się tutaj wypowiadają, wcale nie lepsi niż rodzina autorki. Idźcie i puknijcie się w łeb, zamiast dawać takie złote rady.
Nie wiadomo jak autorka wygląda naprawdę. Może ma wagę w normie, a tylko jej widać jakiś wałeczek, a rodzinka i tak się czepia. A może faktycznie ma sporą nadwagę. Nawet jeśli to drugie to jest jej sprawa czy schudnie czy nie. Jej wygląd, jej życie, nie rodziny, nie Wasze. Można być grubym i się dobrze czuć, akceptować siebie. Ja jestem gruba, wprawdzie próbuję trochę zrzucić sama dla siebie, ale nie przejmuję się tym, że wyglądam jak wyglądam. Mam ładną twarz, podobam się sobie, jakbym trochę zrzuciła to spoko, ale nawet bez zrzucenia i tak nie jest źle. I takie podejście powinna mieć autorka, a przez rodzinę ma skrzywioną psychikę.
Do autorki: zerwij kontakt z tymi toksycznymi ludźmi i idź na jakąś terapię, żeby nie wpaść w jakieś gorsze bagno. Masz chłopaka, który Cię wspiera, to dobrze. Zawalcz o swoje życie, ta toksyczna rodzina nie jest warta szacunku.
"Może ma wagę w normie, a tylko jej widać jakiś wałeczek, a rodzinka i tak się czepia"
A może lepiej przeczytać wyznanie autorki? Bo wiesz... w pierwszym zdaniu napisała: Jestem gruba. Chyba wolę wierzyć jej niż Tobie.
"Chciałabym złapać żyletkę i wyciąć ten tłuszcz" - nie no, poważnie? Wystarczy iść do dietetyka i na siłownię. Żyletka tu nie jest potrzebna.
Ale to TY musisz tego chcieć, a nie otoczenie. To musi być Twoja decyzja.
A czy ja napisałam, że to jej autentyczna chęć? Podkreśliłam, że ONA musi tego chcieć, nie otoczenie.
BellaIza, ja myślę że to po prostu miało na celu wyrażenie bezsilności autorki. Jak mówisz mam ochotę walic głowa w mur, to chyba realnie też tego nie robisz?
Twoja rodzina się pewnie nie zmieni. Możesz spróbować wyjaśnić np. mamie co czujesz, gdy wszyscy się z Ciebie śmieją. Może taka rozmowa pomoże. Albo napisz jej list, podobny do tego wyznania. A jak to nic nie da, to powiedz wprost, że nie życzysz sobie takich głupich komentarzy i jak rodzina nie przestanie się z ciebie śmiać to ty urwiesz kontakt. Jakbyś tak przez miesiąc nie odbierała telefonu od rodziców i w końcu po miesiącu zapytała, czy dalej będą się z Ciebie naśmiewać, czy masz urwać kontakt całkiem, to może taka terapia szokowa da im do myślenia. Może.
Obrzydliwe i wstrętne to jest łapanie za tyłek i takie komentowanie wyglądu.
"ja zawsze mogę schudnąć wam mózg nie wyrośnie" :)
Ala!!!!!! daj sobie żyć i zerwij kontakt z tymi dziadami toksycznymi, bo wydajesz się być osobą inteligentną (i na pewno śliczną:))
Nikt, absolutnie nikt, nie ma prawa komentować u innych cech, na które ten nie ma większego wpływu. W ten sposób taki ktoś pokazuje swoją małość i brak wyobraźni, a może zrobić krzywdę tej osobie. Jeśli mówisz o sobie, że chciałabyś wyciąć sobie tłuszcz żyletką, to myślisz o autoagresji. Mam nadzieję, że nigdy do niej nie dojdzie. Ogranicz kontakty z rodziną, najpierw spróbuj z bliskimi o tym porozmawiać - może nie wiedzą, jakiego spustoszenia narobili w Twojej psychice.
Nie pozwól, żeby durne komentarze zniszczyły Ci życie
"na które ten nie ma większego wpływu" -pier**lenie aż oczy szczypią. Na krzywy nos się nie ma większego wpływu, albo krzywe nogi. Ale na nadwagę jak najbardziej tak! Więc owszem, można komentować czyjeś zaniedbanie albo otyłość, bo to świadczy o jego słabym charakterze.
@antuan - 100% w punkt. Autorka sama napisała, że przebadała się i otyłość nie ma podłoża medycznego. Jest to tylko i wyłącznie efekt jej trybu życia. Więc też nie kumam w ogóle argumentacji o "cechach na które ten nie ma większego wpływu". Albo nie masz problemu z nadwagą, masz to gdzieś i żyjesz sobie wesoło dalej albo Ci to przeszkadza, więc rusz dupę i zmieć przyzwyczajenia, rozwiąż problem.
Nie siedź, nie biadol jaki to świat jest zły i szukaj winy w innych. Skoro Ci to przeszkadza to to zmień. Skoro nie zmieniasz to znaczy, że komentarze ludzi dookoła stanowią dla Ciebie mniejszy dyskomfort niż próba zmiany. Wolisz nic nie robić i płakać niż zmienić coś. To takie pieprzenie na zasadzie: "Wali mi z paszczy ale mi to do tej pory nie przeszkadzało, do tej pory było super. Teraz moja samoocena padła na pysk bo źli ludzie dookoła mówią mi, że wali mi z paszczy. Choć mój chłopak, mówi, że mu to nie przeszkadza to przez nich czuję obrzydzenie do Siebie. Dalej nie myję zębów."
Ja jestem gruby ale przez myl mi by nie przeszło by zwalać winę za to na ludzi. Czasem cisną ze mnie bekę, czasem sam z Siebie zażartuje. Przez myśl by mi jednak nie przeszło by się teraz użalać nad sobą. Mam nadwagę bo lubię żreć i nie lubię się zmuszać do ćwiczeń. Wolę posadzić dupę na kanapie przed konsolą. Gdy doszedłem do punktu w którym mi to zaczęło naprawdę przeszkadzać to po prostu poszedłem na siłownie i zacząłem coś robić. Ale zawsze to w 100% zależało ode mnie.
Z mojej strony mogę tylko wyrazić współczucie, bo znam sytuację z mm.. życia. Mojego i mojej przyjaciółki. Całe życie walczę z wagą. Bywałam bardzo gruba, barszczo szczupła, obecnie jestem w "normie", ale z dychę można by zrzucić. Dla mojej rodziny zawsze jestem gruba, dla mojej matki zawsze będę za gruba. Az przychodzi na myśl, czy to nie jest jakaś nieuświadomina nienawiść do mnie, bo nawet jak byłam szczupła, nie dała mi tak myśleć.
Dopiero po przebytej bulimii się ode mnie od%^pieprzyli, ale i tak czuję, że dla nich ja zawsze jestem za gruba.
To samo ma moja przyjaciółka ze swoją rodziną.
Po prostu staramy się ich odwiedzać rzadko.