#PVmB3
Na nasz oddział przyjechała nowa pani, która chorowała na raka. Była bardzo agresywna, ciągle krzyczała, płakała, nie chciała nic jeść, wyrzucała każdego, ktokolwiek wszedł do jej pokoju, aby zapytać, czy czegoś nie potrzebuje. Z racji, że nie mogła ruszać się z łóżka, przychodziły do niej pielęgniarki, aby ją nakarmić. Jak można się domyślić, nikt się nie pchał, aby tam do niej iść. Z racji że mówiła niewyraźnie, a ja nie znałam języka na tyle, aby ją rozumieć w 100 procentach (sytuacja dzieje się poza granicami Polski), starałam się jak mogłam ograniczać kontakt z nią. Z jednej strony dlatego, że się jej bałam, lecz z drugiej dlatego, że znałam swoje ograniczenia, które stały na drodze, aby jej pomóc.
Pewnego dnia na praktykach, podczas rozdawania obiadów, wszyscy byli zajęci, dlatego wysłali mnie do niej z obiadem. Tak przerażona jak wtedy nie byłam chyba nigdy. Przyszłam tam, zaczęłam próbować coś żartować i spokojnie zapytałam, czy nie chciałaby czegoś zjeść. Ona się zgodziła, więc zaczęłam ją karmić. Po chwili zapytała się mnie skąd pochodzę, lecz już nie w ojczystym języku, lecz po angielsku. Zaczęłyśmy rozmawiać po angielsku. Zjadła trochę obiadu i powiedziała, że nie chce już więcej. Odłożyłam tackę z jedzeniem i chciałam się zbierać, kiedy zaczęła płakać. Nie wiedziałam co zrobić. Zaczęłam mówić ciiiii... głaskać ją po twarzy, jak i drugą dłonią chwyciłam ją za rękę. Ona była zaskoczona. Zaczęła płakać i mówić, że dziękuje mi, bo nikt jeszcze tego nie zrobił dla niej. Nie wiedziałam, o co jej chodzi. Przecież złapanie za rękę i próba wsparcia w ramach swoich możliwości, rozmowa, to nie jest tak dużo. Każdy z moich współpracowników na pewno robi to samo. Spędziłam tam 40 minut.
Po tym wydarzeniu za każdym razem, jak mnie widziała, uśmiechała się promiennie do mnie. Po jakimś czasie zrozumiałam, o co jej chodziło. Większość pracowników, która przychodziła do niej po prostu siadała, nakarmiła jak zwierzę i odchodziła. Każdy traktował ją jak dziwoląga, który płacze, krzyczy i cierpi. Nikt nie zatrzymał się przy niej, nie spróbował porozmawiać, zrozumieć.
Czego nauczyło mnie to wydarzenie? Że czasem warto się zatrzymać i stać się człowiekiem dla innych. Zatrzymać, porozmawiać, nie oceniać, lecz spróbować zrozumieć. Gdziekolwiek jesteśmy powinniśmy być ludźmi, a nie robotami bez uczuć.
Miło z Twojej strony, że nie zostawiłaś jej samej, tylko potrafiłaś się nią zająć lepiej, niż ktokolwiek przed Tobą :) A z ostatnim zdaniem zgadzam się w 100%. Niby oczywiste, ale ciągle o tym zapominamy.
Myślałam, że pani również okaże się Polką jak to już było kiedyś w jednym wyznaniu :D
Kiedys dawno byla tez podobna historia i gosc dostal spadek pozniej 😃
Też tak myślałam ;) pjona :p
anonimowych nigdy za dużo! :D
Znam 😂 pjona! 😊
Nawet z nie-Polką wyznanie jest poruszające...
"Nie oceniać, lecz spróbować zrozumieć" Świetny morał
Strasznie się boję starości :(
jak większość :)
To takie pięknie ;') Lecz ludzie powoli stają się maszynami ;-;
Głupie powiedzenie. Dopóki się wypróżniam, jem, i myślę jak człowiek, robotem nie będę. Poza tym, roboty zostały stworzone aby pomagać :)
Takich ludzi jak Ty to więcej na tym świecie trzeba
Najtrudniej jest być człowiekiem tam gdzie najbardziej jest to potrzebne
Piękne :')
Jesteś cudownym człowiekiem
Jesteś bardzo wartościowym człowiekiem. A tak z innej beczki moi drodzy anonimowi chyba nasza ukochana stronka posiada konkurencje ;)
jaką?????
Powstala strona internetowa wyznajemy. Tez sa to anonimowe wyznania ;--;
Niby tak, ale tam jest o wiele mniej osób. I chodzą słuchy, że wyznania z anonimowych i z wyznajemy się powtarzają...