#Oxao9
Kiedy chodziłem jeszcze do szkoły średniej, była z nami też taka dziewczyna.
Jeździła na wózku, ale nic nie miała oprócz tego (sama nam mówiła, żadnych innych chorób oprócz związanych z nogami).
Była strasznie wścibska, obgadywała każdego za jego plecami (co szybko wyszło bo nie wiedziała kto z kim się przyjaźni), oczywiście potem fakt, że nikt jej nie lubi, zrzuciła na to, że jest na wózku (nie wspomnę, że nawet inny chłopak ze szkoły, fajny, na wózku, nie chciał z nią gadać).
Dziewczyna dostawała 2 razy łatwiejsze sprawdziany. Skąd to wiemy? Bo ktoś zauważył podczas sprawdzianu, że ma inne zadania niż my (które potem sprawdziliśmy). Nie wspomnę o tym, że podczas sprawdzianów mogła ściągać jawnie.
U mnie w szkole funkcjonował system, że jak masz więcej niż jedną jedynkę z sprawdzianu to nauczyciel MOŻE ale nie musi cie udupić.
Kolega: 1.4.1.5 - zagrożenie (sprawdziany wszystko).
Koleżanka: 1.1.1.2 - 2
Więcej? Proszę bardzo:
Potrafi sobie wyjechać na wakacje w środku roku szkolnego, oczywiście wszystko zaliczone, obecności też (tutaj sprawa przed pandemią).
Mówili, że szkoła średnia będzie inna, a widzę, że było jak w gimnazjum: byle przepchnąć.
Kalectwo nie jest usprawiedliwieniem bycia chamskim, jeżeli pod względem intelektualnym nie odbiegała od innych dzieci w podobnym wieku, to jej stan nie jest żadnym usprawiedliwieniem lepszego traktowania.
@radiant jeśli odbiegalaby intelektualnie to też nie usprawiedliwia. Od tego są szkoły specjalne.
Fakty są takie - kto jest kawałem sku***syna, to nim pozostanie, niezależnie czy chodzi o własnych siłach, czy jeździ na wózku.
Dlaczego ktoś miałby Cię, autorze, zlinczować?
Możliwe, że to była zła osoba, zbyt pobłażliwie traktowana przez szkołę.
Możliwe. Ale...
Czy widziałeś orzeczenie poradni dotyczące Twojej koleżanki? Czy znasz jego treść? Możliwe, że nie miała innych chorób, ale mogła być na przykład upośledzona umysłowo w stopniu lekkim (to nie choroba). Albo na pograniczu normy intelektualnej. Albo miała jakąś postać chorobę neurologiczną, która utrudniała jej naukę. I nie miała obowiązku się tym chwalić. Ewentualnymi chorobami również (ty byś tak robił? Cześć, jestem X, mam nawracającą grzybicę narządów płciowych, padaczkę i jestem upośledzony).
Może jeździła na wakacje. Może na turnusy rehabilitacyjne. Lepiej, żeby mówili - o, była na wakacjach! niż - wiecie gdzie była? na takim specjalnym wyjeździe dla debili! Ha, ha, ha! Dziewczyna najprawdopodobniej nie nadawała się do kształcenia zawodowego (albo pod względem motorycznym albo społecznym) i została upchnięta do szkoły, która zechciała ją przyjąć. Kiepska oferta dla osób z niektórymi dysfunkcjami to nie jej wina. Trafiła do środowiska, do którego trafić nie powinna i radziła sobie jak umiała. A nie umiała.
Albo, po prostu, miała łatwiej przez tę jedną niepełnosprawność. To akurat nie jest wcale rzadkie.
Natomiast, skoro miała dopasowane do siebie testy, a i tak nie potrafiła zdać, to nadal nie powinna mieć naciąganych ocen. Jeśli ktoś ma niską inteligencję i dostosowane do siebie materiały, to wciąż ma obowiązek ich przyswojenia, bo one są na jego poziomie.
Co do naciągania ocen to faktycznie to jest nie fair, tak samo do obgadywania osób ale co do łatwiejszych testów, to bym się nie czepiała, mam schorzenie neurologiczne, które powoduje duże problemy z chodzeniem (chodzę przy kulach) ale też sprawia to kłopoty z przyswajaniem przedmiotów ścisłych i miałam łatwiejsze testy, ale i z tych łatwiejszych testów nikt mi ocen nie naciągał.
A co do tych "wakacji" to serio mogły być turnusy rehabilitacyjne, tam się nie odpoczywa tylko zasuwa na sali cały dzień, tyle że ja nie udawałam że to wakacje, mówiłam o tym wprost gdy ktoś zapytał, ale pomimo tego niektórzy nadal brali to za wakacje co jest wkurzające.
Do LO dostałam się z odwołania, więc nie czułam się tam zbyt dobrze, żadne technikum też nie wchodziło wtedy w grę.
Co do klasy to ja z kolei po pierwszych dość sztucznych próbach z mojej strony poznania klasy, wróciłam do typowego dla mnie samotnictwa, ale fakt mogli uważać, że zadzieram nosa.
Szkoła też nie ułatwiała. Na wycieczkach czy na studniówce wymagano przy mnie i przy innych niepełnosprawnych uczniach (klasa integracyjna) obecności rodziców. Oczywiście nie zgodziłam się i nigdzie nie poszłam.
Ja mam zaburzenie rozwoju umysłu i mnie w gimnazjum wkurzało nieraz, że miałem przez to "ułatwienia" typu inne zadania, czy skreślone ostatnie na sprawdzianach. Miałem wrażenie, że mają mnie za upośledzonego, który nie da sobie rady normalnie i miałem nadzieję, że nikt tego nie widzi.
1
Wiesz, w Twojej sytuacji akurat chodziło o to, żeby dostosować pewne rzeczy do Twoich możliwości. Niektóre zaburzenia wymagają innego podejścia i to jest okej, natomiast to nie jest jednoznaczne z traktowaniem kogoś ulgowo, jak w wyznaniu.
Nie dość, że wredna, kaleka to jeszcze z niej idiotkę robią... Jednocześnie jej współczuję, a jednocześnie nie (jeśli wyznanie jest prawdziwe)
Eh, witamy w świecie "akceptacji" odmienności. Właśnie przez takie pipy ludzie nie są pewni odmiennych grup społecznych, bo przy niektórych wystarczy źle wyglądać i już jesteś oskarżany o dyskryminację.
Najgorzej że później wszyscy mówią że takie osoby sobie super radzą, żeby brac z nich przykład.