Nie wiem jak z psychiatrami, ale kiedy wyznałam mojej terapeutce ze nie jestem z nią do końca szczera, bo boje się jej oceny, powiedziala ze to zupełnie normalne i ze wiele osób chodzi na terapię przez całe miesiące zanim odważy się powiedzieć cała prawdę drugiej osobie. Nie byłabym taka surowa jak niektórzy komentujący - taka wizyta to ogromny stres, dodatkowo jesteśmy od małego programowani, żeby o niektórych rzeczach nie mówić, wiec to nie jest tak ze w gabinecie obcego człowieka nagle te wątpliwości i leki nas opuszczają.
Rada na przyszłość - pojdz do zupelnie nowego lekarza, najpierw wypisując swoje objawy na kartce, a potem powiedz mu/jej wprost, jak było z ostatnia wizyta i boisz się ze to się powtorzy, wiec wolisz przekazać to zapisane. Nie będzie ani zdziwiony ani oceniajacy, od tego są. Powodzenia!
TakaOna100
A czemu do innego? Teraz też może powiedzieć prawdę. Poza tym dobry specjalista na pewno jest w stanie wylapac nieszczerość
nie gadajcie tak mu, widać że nie macie problemów i nie musicie chodzić do takiego lekarza albo porostu chcecie na kimś się rozładować. Ja też tak miałam i większość specjalistów tego typu u których byłam nie mogłam im zaufać, ale znalazłam taką panią ze bardzo mi pomogła (jak by co okazało się ze mam spektrum autyzmu)
dewitalizacja
Gdy zaczynała się moja choroba, byłam u psychiatry na NFZ. Nie spotkałam się ze zrozumieniem, a z wizyty wyszłam w gorszym stanie niż przyszłam. Szczerze wątpię, by jakiś służbista na fundusz pomógł komuś, kto chce ze sobą skończyć.
Swoją drogą idąc tym tokiem myślenia, można obwinić pacjentów, którzy mimo leczenia popełnili samobójstwo za to, że zajmowali miejsce, które w tym czasie mógł zająć ktoś bardziej perspektywiczny, komu udałoby się pomóc.
Domandatiwa
Hvafaen To właśnie jest taka kwestia, że w ramach problemów psychicznych jest także problem z otwarciem się. Więc niejako mamy tu pretensje do pacjenta - autora wyznania - o to, że jest chory, a w gabinecie lekarskim w magiczny sposób nie zaczyna się zachowywać jak zdrowy człowiek.
To w dużej mierze tak, jakby ktoś zarzucał osobie korzystającej z pomocy lekarza dowolnej innej specjalności, np. alergologa, że jedna wizyta nie wystarczyła, żeby zdiagnozować problem. Albo jakbyśmy oskarżali osobę z panicznym lękiem przed igłami o to, że wydłuża kolejkę do badania krwi, bo jej obsłużenie zajmuje więcej czasu. Lub też winili osoby z wygórowanym odruchem wymiotnym za nadprogramowy czas, jaki poświęcają im laryngolodzy, dentyści oraz pracownicy laboratoriów, pobierając wymaz z gardła.
Wiem, w przypadku problemów z psychiką ocenianie jest znacznie trudniejsze. Tylko czy ocenianie jest konieczne na anonimowych?
Domandatiwa
Hvafaen, serio z powodu jednej wizyty zarzucasz człowiekowi wydłużanie kolejek o miesiące? I nawet nigdzie nie jest napisane, że ta osoba poszła na NFZ, a prywatnie wcale tak długo się nie czeka do lekarza.
Określasz osobę, która nie potrafi przyjąć pomocy jako "babę, która przychodzi i trzyma miejsce, ale robi wszystko by nie dostać diagnozy." oraz "bubka, który zabrał mu/jej miejsce...". Twierdzisz, że nie oceniasz bardziej, niż wstawianie komentarza przewiduje - nie rozumiem tego. Można było spokojnie napisać o swoich wątpliwościach, nie obrażając pacjentów psychiatrycznych, mających problem ze szczerością w rozmowie z lekarzem.
Domandatiwa
W wyznaniu nie ma informacji na na temat liczby wizyt, ani na temat sposobu ich rozliczania. Mimo to obraziłaś autora/autorkę wyznania.
Ale nawet gdyby był to cykl wizyt na NFZ, nie popieram obrażania pacjenta, który nie jest gotowy zmierzyć się ze swoją chorobą, a mimo to stara się podjąć jakieś działania. Zmierzenie się z diagnozą każdej poważnej choroby jest bardzo ciężkie. W przypadku chorób psychicznych jest to moment szczególnie ciężki. Spróbuj pomyśleć o pięciu zaburzeniach psychicznych i wyobrazić sobie siebie już stawiającą pierwsze kroki ku diagnozie, idąc do psychiatry, czując się naprawdę podle (choroby poważnie wpływają na samopoczucie fizyczne i psychiczne), podejrzewając, że właśnie masz objawy którejś z tych chorób. Oczywiście, zależy to od tego, które choroby sobie wyobrazisz i jak zwizualizujesz sobie ich przebieg.
Kiedyś czułam, że poważne choroby, demencje i inne problemy to rzeczywistość poza mną. Teraz czuję, że w każdej chwili mogę stracić każdą ze sprawności, jakie posiadam i czuję ten ból kruchości. Zresztą jakieś uszczerbki na zdrowiu już poniosłam. Dlatego tym bardziej trudno mi się zgodzić na obrażanie ludzi, którzy w którymś momencie nie podołali. Sama nie spełniam części oczekiwań społeczeństwa. Może właśnie dlatego mam taką potrzebę wyrażenia tu mojego sprzeciwu.
Nie ma systemu opieki zdrowotnej, który byłby idealny. Zabierając opiekę osobom, które nie potrafią z niej skorzystać sprawnie, musimy się liczyć z tym, że być może jutro sami będziemy mieli podobny problem i zachowamy się w podobny sposób (chory człowiek zachowuje się inaczej niż zdrowy). Życie jest cholernie trudne.
Ambiwalentnie136
Mimo wszystko to nie jego wina a systemu że nie ma miejsc! In jest chory i potrzebuje pomocy tak samo jak inni
bardzo czesto np. w terapii ludzie otwieraja sie np. po pol roku lub rzucaja jakas rewelacja, ktorej wczesniej zaprzeczali, bo dopiero wtedy czuja sie gotowi
generalnie troche to strzelanie sobie w stope, bo w tym czasie mozna by juz przepracowac problem, zaczac sie leczyc i miec po prostu lzej
pamietaj, ze lekarz nie powinien cie oceniac, iec tez nie ma sie czego wstydzic, a brak wypowiedzianej na glos diagnozy nie sprawi, ze twoje problemy znikna, przeciwnie- znajac diagnoze bedzie lekarzowi latwiej ci pomoc
Cóż, według mnie nie jest to czas zmarnowany- teraz już wiesz co Cię boli, od czego zacząć terapię. Idealnie, bo łatwiej możesz teraz dojść do powodu problemów- ważne mieć przykład.
Czyli zmarnowany czas psychiatry i Twój.
Nie wiem jak z psychiatrami, ale kiedy wyznałam mojej terapeutce ze nie jestem z nią do końca szczera, bo boje się jej oceny, powiedziala ze to zupełnie normalne i ze wiele osób chodzi na terapię przez całe miesiące zanim odważy się powiedzieć cała prawdę drugiej osobie. Nie byłabym taka surowa jak niektórzy komentujący - taka wizyta to ogromny stres, dodatkowo jesteśmy od małego programowani, żeby o niektórych rzeczach nie mówić, wiec to nie jest tak ze w gabinecie obcego człowieka nagle te wątpliwości i leki nas opuszczają.
Rada na przyszłość - pojdz do zupelnie nowego lekarza, najpierw wypisując swoje objawy na kartce, a potem powiedz mu/jej wprost, jak było z ostatnia wizyta i boisz się ze to się powtorzy, wiec wolisz przekazać to zapisane. Nie będzie ani zdziwiony ani oceniajacy, od tego są. Powodzenia!
A czemu do innego? Teraz też może powiedzieć prawdę. Poza tym dobry specjalista na pewno jest w stanie wylapac nieszczerość
Tylko zmarnowałeś czas lekarza i swój. W tym czasie z pomocy mógłby skorzystać ktoś kto naprawdę tego chce
Ale ty wiesz, że chce a potrzebuje pomocy to mocno nie to samo?
nie gadajcie tak mu, widać że nie macie problemów i nie musicie chodzić do takiego lekarza albo porostu chcecie na kimś się rozładować. Ja też tak miałam i większość specjalistów tego typu u których byłam nie mogłam im zaufać, ale znalazłam taką panią ze bardzo mi pomogła (jak by co okazało się ze mam spektrum autyzmu)
Gdy zaczynała się moja choroba, byłam u psychiatry na NFZ. Nie spotkałam się ze zrozumieniem, a z wizyty wyszłam w gorszym stanie niż przyszłam. Szczerze wątpię, by jakiś służbista na fundusz pomógł komuś, kto chce ze sobą skończyć.
Swoją drogą idąc tym tokiem myślenia, można obwinić pacjentów, którzy mimo leczenia popełnili samobójstwo za to, że zajmowali miejsce, które w tym czasie mógł zająć ktoś bardziej perspektywiczny, komu udałoby się pomóc.
Hvafaen To właśnie jest taka kwestia, że w ramach problemów psychicznych jest także problem z otwarciem się. Więc niejako mamy tu pretensje do pacjenta - autora wyznania - o to, że jest chory, a w gabinecie lekarskim w magiczny sposób nie zaczyna się zachowywać jak zdrowy człowiek.
To w dużej mierze tak, jakby ktoś zarzucał osobie korzystającej z pomocy lekarza dowolnej innej specjalności, np. alergologa, że jedna wizyta nie wystarczyła, żeby zdiagnozować problem. Albo jakbyśmy oskarżali osobę z panicznym lękiem przed igłami o to, że wydłuża kolejkę do badania krwi, bo jej obsłużenie zajmuje więcej czasu. Lub też winili osoby z wygórowanym odruchem wymiotnym za nadprogramowy czas, jaki poświęcają im laryngolodzy, dentyści oraz pracownicy laboratoriów, pobierając wymaz z gardła.
Wiem, w przypadku problemów z psychiką ocenianie jest znacznie trudniejsze. Tylko czy ocenianie jest konieczne na anonimowych?
Hvafaen, serio z powodu jednej wizyty zarzucasz człowiekowi wydłużanie kolejek o miesiące? I nawet nigdzie nie jest napisane, że ta osoba poszła na NFZ, a prywatnie wcale tak długo się nie czeka do lekarza.
Określasz osobę, która nie potrafi przyjąć pomocy jako "babę, która przychodzi i trzyma miejsce, ale robi wszystko by nie dostać diagnozy." oraz "bubka, który zabrał mu/jej miejsce...". Twierdzisz, że nie oceniasz bardziej, niż wstawianie komentarza przewiduje - nie rozumiem tego. Można było spokojnie napisać o swoich wątpliwościach, nie obrażając pacjentów psychiatrycznych, mających problem ze szczerością w rozmowie z lekarzem.
W wyznaniu nie ma informacji na na temat liczby wizyt, ani na temat sposobu ich rozliczania. Mimo to obraziłaś autora/autorkę wyznania.
Ale nawet gdyby był to cykl wizyt na NFZ, nie popieram obrażania pacjenta, który nie jest gotowy zmierzyć się ze swoją chorobą, a mimo to stara się podjąć jakieś działania. Zmierzenie się z diagnozą każdej poważnej choroby jest bardzo ciężkie. W przypadku chorób psychicznych jest to moment szczególnie ciężki. Spróbuj pomyśleć o pięciu zaburzeniach psychicznych i wyobrazić sobie siebie już stawiającą pierwsze kroki ku diagnozie, idąc do psychiatry, czując się naprawdę podle (choroby poważnie wpływają na samopoczucie fizyczne i psychiczne), podejrzewając, że właśnie masz objawy którejś z tych chorób. Oczywiście, zależy to od tego, które choroby sobie wyobrazisz i jak zwizualizujesz sobie ich przebieg.
Kiedyś czułam, że poważne choroby, demencje i inne problemy to rzeczywistość poza mną. Teraz czuję, że w każdej chwili mogę stracić każdą ze sprawności, jakie posiadam i czuję ten ból kruchości. Zresztą jakieś uszczerbki na zdrowiu już poniosłam. Dlatego tym bardziej trudno mi się zgodzić na obrażanie ludzi, którzy w którymś momencie nie podołali. Sama nie spełniam części oczekiwań społeczeństwa. Może właśnie dlatego mam taką potrzebę wyrażenia tu mojego sprzeciwu.
Nie ma systemu opieki zdrowotnej, który byłby idealny. Zabierając opiekę osobom, które nie potrafią z niej skorzystać sprawnie, musimy się liczyć z tym, że być może jutro sami będziemy mieli podobny problem i zachowamy się w podobny sposób (chory człowiek zachowuje się inaczej niż zdrowy). Życie jest cholernie trudne.
Mimo wszystko to nie jego wina a systemu że nie ma miejsc! In jest chory i potrzebuje pomocy tak samo jak inni
bardzo czesto np. w terapii ludzie otwieraja sie np. po pol roku lub rzucaja jakas rewelacja, ktorej wczesniej zaprzeczali, bo dopiero wtedy czuja sie gotowi
generalnie troche to strzelanie sobie w stope, bo w tym czasie mozna by juz przepracowac problem, zaczac sie leczyc i miec po prostu lzej
pamietaj, ze lekarz nie powinien cie oceniac, iec tez nie ma sie czego wstydzic, a brak wypowiedzianej na glos diagnozy nie sprawi, ze twoje problemy znikna, przeciwnie- znajac diagnoze bedzie lekarzowi latwiej ci pomoc
Jest gorzej niż myślałeś.
Cóż, według mnie nie jest to czas zmarnowany- teraz już wiesz co Cię boli, od czego zacząć terapię. Idealnie, bo łatwiej możesz teraz dojść do powodu problemów- ważne mieć przykład.
To po co do niego poszedłeś?