#Ons5K
Nastał ten dzień. Pani z recepcji zapewniała, że osobom, które przychodzą po raz pierwszy wskazują jednego z dostępnych trenerów i oni tam mają po prostu pokazać jak ustawiać te wszystkie maszyny, coś może doradzić itp. Nie był to jednak trener personalny, bo za takie usługi się płaci i umawia wcześniej.
Zaprowadziła mnie do szatni, powiedziała, że ogarnie trenera. OK, super. Poszłam się przebrać, ogarnąć. Wychodząc z szatni zauważyłam kto na mnie czeka. Gość był niewiele starszy ode mnie. Przytłaczała mnie jego forma i sylwetka, ale przecież sama sobie byłam winna temu jak wyglądam. Podeszłam, przywitałam się. Już na początku złapałam nieprzyjemne odczucie względem tego trenera. Otaksował mnie spojrzeniem, które mówiło wszystko. Zamiast zrobić to, o co prosiłam (pokazać co, gdzie, i jak), zabrał się za ten personal coaching, chociaż o to nie prosiłam. No ale trudno, trochę ciekawość, trochę wstydliwość zabroniły mi protestować (taa, wiem).
Rozgrzewka była strasznie ciężka dla kogoś o mojej wadze, a kiedy po kilku seriach nie miałam już po prostu sił i ledwo oddychałam - trener się nieprzyjemnie uśmiechał z tekstami "no co, nie dasz rady?", podwyższając poprzeczkę. Co jakiś czas odwracał się do jednego z kolegów i sobie dość otwarcie z moich zmagań drwili. Nawet jak później raczył mi pokazać działanie bieżni, rowerów i innych takich, to stał obok, ustawiając je wcześniej na bardzo wysokie obciążenie czy prędkość, mówiąc, że "skoro się spasłam, to powinnam teraz wytrzymać". I "pilnował", bym niczego nie obniżała. Tak więc pierwszego dnia siłowni miałam biegać non stop na prędkości ustawionej na 8 (i to pod górkę), na rowerze pedałować na poziomie 7. Naprawdę byłam bliska omdlenia, a moje stawy bardzo na tym ucierpiały. Potrzebowałam paru tygodni, by mięśnie nie bolały tak bardzo.
Nie poszłam z żadną skargą, bo nawet nie znałam imienia tego gościa (nie miał plakietki z imieniem ani nic). Może powinnam, ale za bardzo się bałam, nigdy nie byłam specjalnie asertywna. Na trochę odpuściłam sobie siłownię. Wróciłam jednak po jakimś czasie, z większym zapałem. Sporo schudłam, dużo jeszcze przede mną. Nie zwracam uwagi, czy ten trener tam w ogóle bywa, wolę nie mieć tej świadomości. Wiem tylko, że mocno mnie to do tego wszystkiego zraziło. I gdyby nie spora determinacja i motywacja, raczej bym wróciła do zajadania smutków czipsami.
Mam nadzieję, że są tam jednak jacyś przyjemni trenerzy.
Szkoda, że nic nie zrobiłaś z zachowaniem tego trenera... być może on czuje się bezkarny i traktuje podobnie kolejne osoby.
Powodzenia w dalszej pracy nad sobą!
Masakra... Wielka szkoda, że nie napisałaś skargi na tego dupka, za taką postawę wobec klienta powinien wylecieć.
Normalnie dupek!
Podziwiam.
Ja się boje siłowni i właśnie takiego potraktowania.
Chodzę za to na baseny i wodne aerobiki, tam są kobietki zwykle starsze i niesamowicie miłe.
Powodzenia w chudnięciu! :)
Idź z koleżanką, razem raźniej i we dwie łatwiej się wam ogarnie.
@Niezywa Chciałabym....ale żadna nie ma na to ochoty
@Szzzzza ogłoś się na lokalnej grupie. Może jakaś kobieta jest w podobnej sytuacji, że chciałaby zacząć chodzić na siłownię, nie chce sama, ale nie ma z kim. Przy okazji możesz poznać świetną przyjaciółkę ;-)
Sorry ale szukasz wymówki.. że nie masz koleżanki z którą byś mogła ćwiczyć itd... To jest kwestia ruszenia się. Poczucia odpowiedzialności za siebie i obowiązku, a nie szukanie wymówek
@Miguel1234 No przecież się rusza. Basen i aqua aerobic jeśli nie doczytaleś.
@SzukamFaceta dziękuję za poradę :) to jest bardzo dobry pomysł :)
@Miguel1234 rozumiem Cię, ale nigdzie nie napisałam, że nie ćwiczę, bo nie mam z kim ;_;
Nie chodzę na siłownie, bo się jej zwyczajnie boję, zwłaszcza takiego traktowania jakie spotkało autorkę wyznania...
Chodzę za to, niemal codziennie, na basen (samotnie), mam w domu orbitrek więc ćwiczę, nie wychodząc ze swojej strefy komfortu :)
@Mavis113 dziękuje za czytanie ze zrozumieniem :D
Zawsze jak widzę kogoś pulchniejszego na siłownie, myślę "jak fajnie, że ktoś postanowił poprawić swoje zdrowie i zmienić życie!", gdyż sama byłam kiedyś większa i wiem, jak ciężko się z tym żyje.
Także droga autorko - jestem z Ciebie dumna i życzę Ci dużo siły i wytrwałości!
Też kiedyś poszłam na siłownię i spotkałam się z takim zachowaniem, drwinami, a nawet śmiechem, dlatego już na siłownię nigdy więcej nie wróciłami po prostu ćwiczę w domu
Byłam jeden jedyny raz na siłowni. Nie mam nadwagi, po prostu chciałam dopracować sylwetkę. Przy pierwszym wejściu należała się pomoc trenera, oprowadzenie itd. Przyszła laska młodsza ode mnie, też zmierzyła mnie wzrokiem, burczała tylko pod nosem, wieczny foch i nadęcie. Byłam na siłce jeden raz, więc skąd miałam wiedzieć jak się obsługuje sprzęt. Pojeździłam na rowerku 30 min, wyszłam i nigdy tam nie wróciłam. Wolę w domu ćwiczyć.
To brzmi jakby był mega niedoświadczony albo chciał się pobawić w trenera z The Boggest Loser ;/ Osoby z nadwagą nie wrzuca się od razu na taki wysiłek bo zakwasy kontuzja za rogiem. Szoda, że takie miałaś doświadczenie, ale ja osobiście też się nie spotkałam z żadnym wartym polecenia na siłowniach.
Jeszcze nawet umówiłam się na wizytę domową, ale o tym to chyba wyznanie napiszę bo babka to mnie rozwaliła...
powinnas powinnas, niech przejrza sobie monitoring
na silownie chodzi sie po to, by cos zmienic i nikt nie powinien cie za to wysmiewac
ja bym im jeszcze napisala odpowiednia opinie w mediach spolecznosciowych
Z otyloscia (nie nadwaga) raczej sie odrazu na silownie. Zaczyna sie od basenu, aerobik wodny itp. bo mozna stawy obciazyc i uszkodzic cos sobie.