#OnSj6

Bardzo lubię chodzić po górach, ale nie jakieś jednodniowe wycieczki, tylko większe wyprawy górskie. Możne nie Everest, ale np. tydzień w górach na Słowacji. Zaraził mnie tym mój tata, z którym do tej pory wraz ze znajomymi chodzimy na takie wypady pod namioty.

Historia miała miejsce kilka lat temu, gdy miałem jakieś 13-14 lat. Byliśmy na tygodniowej wyprawie w Rumunii w Alpach Rodniańskich.

Zmordowani po całym dniu łażenia, spaleni na wiór, bo to było stale 1000 m n.p.m., a słońce grzało jakby się wściekło, a tam drzewko jedno raz na godzinę, doszliśmy do miejsca noclegowego. Rozłożyliśmy namioty, kolega poszedł po żonę, która się zgubiła, ale wszystko dobrze się skończyło, chwila jeszcze gadki i do spania.

Nagle budzę się w nocy. To sen? Nie... Wyraźnie słyszę... Dzwonek. Nie taki malutki, takie dum... dum...dum.. Do tego dochodzi jeszcze chrupanie i co jakiś czas tupnięcie. Dużo. Z różnych miejsc. Otwieram oczy, w blasku księżyca widzę na ścianie namiotu cień. Duży kłąb. Rany boskie, Maryjo najświętsza i wszyscy święci... Niedźwiedź. Najgorszy mój koszmar. Ale tak sobie myślę - kurde, co, stado niedźwiedzi przylazło nam do namiotów wpieprzać czipsy, potupać i podzwonić dzwonkiem?

Nagle słyszę rozpinanie zamka namiotu. I po chwili... Klaskanie, gwizdanie, ciamkanie, bekanie... Kuźwa, o co tu chodzi? Budzę tatę śpiącego obok i słyszę drugi zamek. I potężne bluzgi, no joby takie, że jakbym je przytoczył, to by tego "wyznania" szanowana administracja nie dopuściła. Nie powstydziłby się pijany szewc. Ojciec krzyczy z namiotu i pyta o co chodzi, kumpel odpowiada, żeby wyszedł i sam zobaczył. Wychodzimy, a tam... byki. Tak, stado cholernych byków, o północy, na wysokości 1100 w Rumunii. Jeden z nich miał dzwonek. Kumpel bluzgał, bo coś stratowały, jednemu zjadły suszące się skarpetki (ten to chyba szybko zdechł w męczarniach). Ojciec został berserkerem, bo ganiał je z kijem, kumpel grenadierem, bo rzucał w nie butlami z gazem do turystycznego palnika. Co prawda powodowało to tylko spojrzenie byczka z wyrazem "bawisz mnie" w oczach, ale warto próbować. Koleżanka stała cały czas nie wiedząc co jest grane, inny wyzywał je od kebabów. A ja... Ja kładłem się ze śmiechu. W końcu poszły... Do Węgrów obok.

To była najbardziej absurdalna i porąbana sytuacja, jaka mi się w życiu zdarzyła. Niektórzy w nią nie wierzą, ale zapewniam, że to zdarzyło się naprawdę.

Uwaga w tej Rumunii... Na wszystko, czego się nie spodziewacie ;)
Lustandgreed Odpowiedz

Skoro to było w Rumunii to ciesz się, że to byki a nie wampiry :D

Ekoniks Odpowiedz

Takie wyznania są fajne, może nie anonimowe ale ciekawe.

CzekoladoweBryczesy Odpowiedz

Też byłam na wypadzie w Rumunii, więc dokładnie wiem, co masz na myśli z tymi niespodziewanymi gośćmi. Na porządku dziennym był u mnie widok dzikich (bezpańskich?) krów i koni w najróżniejszych miejscach. I też jestem fanką gór, chodzenie po nich z namiotem w plecaku to coś wspaniałego!

sznurowka Odpowiedz

Dobrze, że nikt nie wpadł na pomysł wydojenia tych byków, skończyłoby się wojną jak nic :D

HeavyLikeAWitch Odpowiedz

To jest tak absurdalne, że nawet może być prawdziwe.

CzerwonaModliszka Odpowiedz

Niedźwiedzie na Transfogaraskiej na przykład :) Jednego mijalismy jak leżał rozwalony przy drodze i nic a nic sobie nie robił z przejeżdżających aut...

Dodaj anonimowe wyznanie