#Ombf9
Być może wynika to z tego, że nie miałam od kilku lat partnera na poważnie, a randkowanie przy użyciu tindera skończyło się klapą (z ostatniego spotkania wręcz uciekłam wsiadając w najbliższy tramwaj, gdyż facet zaczynał mnie bez pozwolenia dotykać).
Mam małą grupkę przyjaciół, których uwielbiam rozpieszczać komplementami. Nigdy nie są one z podtekstami, a zamiast tego zauważam czy ktoś dzisiaj ubrał się jakoś ciekawiej, zadbał o jakiś punkt aparycji, czy zachował się nad wyraz w porządku. Lubię doceniać, gdy ktoś najzwyczajniej w świecie okazuje więcej dobroci niż jest to "wymagane". Co jakiś czas też mówię coś w rodzaju "cieszę się, że cię poznałam" albo "uwielbiam cię" - brzmi to trochę niezręcznie jak teraz o tym piszę, ale zazwyczaj jest to przemycone do rozmowy dosyć niewinnie, wplecione między wierszami. Nigdy też nie oczekuję, że ludzie będą odwdzięczać się w ten sam sposób, bo nie na tym to polega.
Z racji tego, że jestem na studiach, ofiarami moich komplementów są czasami również osoby stosunkowo obce, z którymi rozmawiam rzadziej. Kilka miłych słów po przedstawieniu prezentacji (z własnego doświadczenia wiem, że to koi nerwy), czy zapytanie o jakieś hobby - gdzie widać jak dana osoba się ożywia i zaczyna mówić z pasją w oczach. Do tego należy dodać, że jestem dosyć bezpośrednia, ale wypowiadam się (mam nadzieję) elokwentnie, więc nierzadko wprawiam ludzi w zakłopotanie - z jakiegoś powodu lubię patrzeć jak się zawstydzają i nieśmiało cieszą z małych, miłych uwag.
Jedna z bliskich mi osób powiedziała, że to mój ukryty talent. Jestem szczera, bezpośrednia, dużo zauważam i rzadko boję się mówić takie rzeczy.
A ja po prostu uważam, że na świecie jest zbyt mało dobroci - zbyt mało mówimy sobie jak bardzo doceniamy drugiego człowieka. Kilka lat temu doszłam do wniosku, że to właśnie przez to rozpadł się jeden z moich związków. Miewałam myśli, że jestem osobą mało wartościową, że jestem zbędna w towarzystwie, że nikt nie odczuje gdy mnie zabraknie, więc postawiłam sobie za punkt honoru, by nikt z kim mam bliższy kontakt również nie miał takich wątpliwości. No i sam widok uśmiechniętych przyjaciół również sprawia, że staje się szczęśliwsza.
Masz rację na świecie jest za mało dobroci, dlatego cieszę się niezmiernie, że chodzą wśród nas takie osoby, jak Ty. Zobaczysz jeszcze trochę i Twoi znajomi będą się uśmiechać z radości, gdy tylko cię zobaczą.
Wybacz ale mam wrażenie, że jesteś okropnie wyposzczona
To co ma zrobić? W sensie, serio pytam? Umówić się na przypadkowy seks, żeby jej przeszło?
Seks nie ma tu nic do rzeczy. Jestem w długoletnim związku ze wspaniałym partnerem, ale też staram się być do każdego miła, skomplementować go czy pochwalić, wysłuchać co ma do powiedzenia. Widok, kiedy po miłym słowie dana osoba cała się rozpromienia sprawia mi dużo radości. Świat jest już dostatecznie ponury, a osoby, takie jak autorka, są małymi promieniami słońca, które naprawdę potrafią dać bardzo dużo radości.
Miałam taką sytuację, że odprowadziłam narzeczonego na pociąg, potem siedziałam na dworcu i łzy leciały mi z oczu, bo nie wiedziałam, kiedy znów się spotkamy. Usiadła obok mnie dziewczyna, podała chusteczkę i powiedziała, że mam nie płakać, poczęstowała jakimś cukierkiem A potem wskoczyła w pociąg i tyle ją widziałam, ale to była jedna z najmilszych chwil w moim życiu, a i zły humor jakoś tak minął.
Ja, na przyklad, zawsze czuje sie niezrecznie w poblizu takich osob, jak ty. Za duzo komplementow i slodkich slowek automatycznie sprawia, ze nie mam ochoty na blizszy kontkakt z taka osoba, bo wydaje mi sie to sztuczne. Ale to tylko moje odczucia.
Mimo wszystko to co robisz jest dla wiekszosci zapewno bardzo pomocne i pewnie nie jedna osobe wyciagnelo z dolka. :) i wazne, ze sama tez czerpiesz z tego radosc.
Jesteś aniołem 😊
Damska wersja mnie ;) Choćmy na randkę
Chodźmy, od chodzić. Nie ma czego takiego jak choćmy. Myślę że powinieneś poprawić ortografię.
Choć pomysl chodzenia jest niezly.
Masz rację, mój błąd, nie zauważyłem. Może dlatego nie odpisała... Autorko, zwykle piszę poprawnie! Odezwij się ;)
Haha :)
Rzygam tęczą. Sorry, inaczej się nie da skomentować.
Wydajesz się fajna. Chciałbym mieć takie osoby wśród znajomych.
To jesteśmy dwie :) Cieszę się, że nie jestem sama w misji niesienia uśmiechu, bo wielu ludzi go potrzebuję, a niewielu dostaje :)
Nie robisz tego dla innych, tylko dla siebie.
Dla siebie również. Nikt temu nie zaprzeczy. To bardzo miłe uczucie być wśród uśmiechniętych, radosnych ludzi. Ja je uwielbiam.
Gdy spotykam na spacerze kogoś z wyjątkowym dzieckiem albo pieskiem, mówię o tym wprost: pana piesek jest prześliczny, pani synek jest cudowny. I idę dalej. Czasem ktoś na moment rozkwitnie cały z radości i podziękuje, czasem coś zagada i wymienimy parę zdań. Na pożegnanie życzę wszystkiego dobrego. I obu stronom jest ciepło w sercu a świat robi się bardziej kolorowy.
Ale czasem widzę dzieci, które są na plaży z rodzicami i rodzice mają je kompletnie w dupie. Dzieciaki wychodzą ze skóry, by choć przez chwilę zdobyć aprobatę rodziców. Fikają koziołki, robią gwiazdy, szpagaty itp. Aż czuje się ten krzyk "mamo, tato, zauważcie mnie!". Jednak rodzice skupiają się tylko na drugim dziecku, ignorując najczęściej starsze, albo zajmują się telefonem. Wtedy siadam sobie koło takich dzieci, uśmiecham się do nich, daję im uwagę. Mnie to sprawia przyjemność, bo miło jest patrzeć na dzieci, im sprawia radość, że ktoś je widzi. Na odchodne podchodzę do rodziców i mówię im coś w stylu: Państwa córeczka jest niezwykle zdolna.
Wówczas mama i tata nagle puchną z dumy i na chwilę przypominają sobie o swoim potomku. A ja to robię dla tego dziecka, żeby ONO usłyszało, że jest doceniane i dostało od rodziców pochwałę i uwagę.
Czemu to robię? Bo wiem, jak to boli, gdy będąc dzieckiem się tego nie dostaje.
Słodkie)