#OWfnB

Moi rodzice wychowywali mnie w przekonaniu, że słodycze i fast foody to samo zło. Trochę to rozumiem - moi dziadkowie od strony mamy zmarli na zaawansowaną cukrzycę, sporo osób w rodzinie jest otyła. Byłam na tyle sprawnie "wytresowana", że nawet będąc ze znajomymi odmawiałam wszelkiego rodzaju "śmieciowego" jedzenia.

Od miesiąca mieszkam sama - wyprowadziłam się do innego miasta na studia i....codziennie stołowałam się w fast foodach - McDonalds, KFC, kebaby. Do tego tona słodyczy, właściwie jadłam je jak opętana.

Aż do wczoraj.

Spędziłam niemalże cały dzień w łazience, bo mój organizm się chyba w końcu zbuntował. Kiedy piszę to wyznanie, to właśnie dostaję maila potwierdzającego wizytę u psychologa, bo czuję, że sama sobie z tym nie poradzę.

Dwa tygodnie. Nie wiem jak to wytrzymam.

Rodzicom nic nie powiem, zwyczajnie się boję. Może kiedyś. Ale nie teraz.
StaryTapczan Odpowiedz

Dlatego nie rozumiem takiego wpadania ze skrajności w skrajność. Jasne, że śmieciowe jedzenie szkodzi zdrowiu, tak samo jak zbyt częste jedzenie słodyczy, ale, na Boga, nie popadajmy w paranoję. Nic się dziecku nie stanie, kiedy raz na jakiś czas zje chipsy czy batona, nic się nie stanie, jeśli raz na kilka tygodni zje burgera z maca... Dziecku można wytłumaczyć, że zbyt częste jedzenie czegoś takiego szkodzi zdrowiu, że trzeba zachować umiar, dlatego nie będzie tego jeść codziennie, ale raz na jakiś czas nie zaszkodzi. Wielu ludzi albo karmi dzieciaki na potęgę słodyczami i innym gównem, bo co będę dziecku bronić, niech je, albo dają kategoryczny zakaz wszystkiego...

EeeMacarena

Ogólnie się zgadzam, ale burgera z maka dziecku bym nie dała. To nawet ciężko jedzieniem nazwać. Nie jadłam w maku od ponad 10 lat i mam nadzieję, że uda mi się przekazać tą "niechęć" mojemu dziecku.

CzarnyMag

Też nie jadam fast foodów. Nawet jak jestem na mieście na zakupach i zrobię się głodny, to czekam z jedzeniem, aż wrócę do domu, gdzie robię sobie kanapkę. Ktoś może powiedzieć "ale raz na jakiś czas nie zaszkodzi" - być może, ale mimo wszystko wolę się od tego syfu trzymać z daleka. Taki sobie nawyk wpoiłem.

bazienka

a ja rozumiem, mialam to samo z chipsami, tylko nie na taka skale
rodzice zabraniali chipsow,od czasu do czasu kupowali chrupki, fuj
pod koniec 8 klasy codziennie byla duza paka chipsow zjedzonych na przystanku
do dzis mam slabosc

bazienka

macarenka, pierwszego burgera zadlam w wieku lat 12 i zyje
malemu dziecku bym nie dala
widze czasem kilkulatki maku i ogarnia mnie zgroza

tramwajowe Odpowiedz

Życzę Ci Autorko, żebyś po tych skrajnościach złapała równowagę. Zdrową i rozsądną :-)

Feniks06 Odpowiedz

Idź to powiedz autorce wyznania, które jest dwa miejsca wyżej:

#SWsdD

SkracamWyznania Odpowiedz

Od nadmiaru fastfoodów dostałam rozwolnienia.

Dodaj anonimowe wyznanie