#OOFU6
Nie jestem osobą o silnej wierze. Powiedziałbym wręcz, że takowej w ogóle nie mam. Nigdy szczególnie nie chciałem ufać opowieściom o duchach, choć czasem bywały dziwne momenty, które powodowały u mnie przerażenie. Np. wtedy kiedy odszedł wujek, mojego taty ojciec chrzestny. Podczas popołudniowej drzemki moich rodziców ja oglądałem telewizję, kiedy nagle patrzę jak tata (ŚPIĄC) zaczyna jakby z kimś się przytulać. Oczywiście wyglądało to dość komicznie. Do momentu kiedy zadzwonił telefon z wieścią, że wujek miał wylew i zmarł. Bądź też sytuacja, w której moja mama znalazła martwe motyle w swojej szafie, a mój brat kochał ją zawsze tym straszyć. Takich sytuacji było więcej, choćby fakt, że żadna zapalniczka w naszym domu nie działała, a już po wyjściu na ogródek było normalnie (mój brat był przeciwnikiem papierosów).
Oczywiście wszystko da się wytłumaczyć racjonalnie i tak staram się myśleć, ale co jeśli to rzeczywiście jest rzecz niepojęta dla nas, dla żywych?
Kilka miesięcy temu dość szczęśliwie przeżyłem wypadek samochodowy. Pijany kierowca wjechał na przeciwny pas ruchu i zmusił mnie do manewru, przez który wylądowałem na drzewie. Byłem w śpiączce ponad tydzień, kompletnie nieświadomy tego, jak źle jest ze mną. Nie widziałem żadnego światełka w tunelu ani nic z tych rzeczy, o których często piszą. Jedyne co, to w tamtym momencie w kilka sekund albo może i więcej miałem przed oczyma momenty z mojego życia, ale raczej te radosne. Widziałem twarze bliskich mi osób (tych nieżyjących) i coś jakbym się z nimi witał. W tym czasie prawdopodobnie mnie reanimowali, a kilka minut później zapadła cisza i ciemność. Ostatnie co pamiętam, to słowa ratownika "żyj, chłopie, żyj", których w praktyce nie miałem prawa słyszeć.
Po wybudzeniu może nie od razu, ale jeszcze tego samego dnia pogratulowałem mojej kuzynce zdobycia medalu w zawodach ogólnokrajowych w judo, choć nie miałem prawa tego wiedzieć, bo cała sytuacja miała miejsce podczas mojej śpiączki, a nikt o tym nie wspomniał słowem.
Sam nie wiem, jak odczytywać te wydarzenia. Uważam, że wszystko da się wyjaśnić, choć czasem to dosyć trudne. A może rzeczywiście istnieje coś, co jest potężniejsze od naszej wyobraźni? Coś, o czym nawet nie mamy czasu pomyśleć podczas życiowej wędrówki?
Historii tego typu jak opisałeś jest dużo, można nawet stwierdzić, że są powszechne. W mojej rodzinie była sytuacja, że pies przez jakieś 20 min zachowywał się dziwnie, potem zadzwonił telefon, że właścicielka psa umarła w szpitalu.
Możliwe, że jak byłeś w śpiączce, ktoś z Twoich bliskich Ci opowiadał lub komuś innemu o zawodach judo, mózg rejestruje co się dzieje, nawet jak jesteś nieprzytomny. Nie wyłącza się całkowicie.
A mi się wydaje, że z tym przegiął. Po tygodniu w śpiączce człowiek nie wybudza się jak że snu i nie rozmawia z sensem.
Możliwe, choć tydzień to jeszcze niezbyt długo.
Milion rzeczy pęka, spada, dzwoni każdego dnia. Codziennie skrzypią okna, drzewa "złowieszczo" szumią, a zwierzaki na strychach wydają "podejrzane dźwięki". Tylko wtedy nikt nie zwraca na to uwagi. Ale jeśli ktoś umrze/zachoruje, to "nagle" przypominają sobie, że "wazon spadł", ''ulubiony obraz babuni się przekrzywił". Pamięć wybiórcza i nic więcej. Dorabianie historii do śmierci.
Dokładnie
Zieeew...
W tym gadaniu o życiu nie chodzi o to ile przeszedłeś. W zasadzie to paradoksalnie świadczy o tym, za naprawdę nie znasz życia. Starym ludziom nie chodzi o tragedie, życiowe horrory czy ilość złamanych kości, a zwyczajne ogarnięcie w normalnym życiu. Radzenie sobie ze światem. Mają rację - nie znasz życia.
Co do reszty to da się to łatwo obalić. Myślisz, że ktoś naprawdę pamięta każde słowo jakie wypowiedział przy człowieku w śpiączce? Ba pewno rozmawiali, ale nie było to warte ich zapamiętania. Plz.
No, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że żadna z tych rzeczy nie jest niezwykła. Naprawdę. Jak byłem mały przewidywałem tytuły piosenek w radiu dla zabawy (wtedy jeszcze radio było ważnym medium, więc nie leciało 20 zapętlonych piosenek w przerwie na reklamy) i nadal nie jest to niezwykłe.
Zwyczajnie lubisz się postrzegać jako kogoś "innego". To zupełnie normalne.
Wiele osób też zwyczajnie kłamie ma ten temat lub kłamie nieświadomie z powodu dopowiedzeń.
Nie kłamie nieświadomie z powodu dopowiedzeń tylko mówi o przypadkowych zbiegach okoliczności które faktycznie mogły być prawdziwe. Tyle tylko, ze mogą mówić o tym jak o pewniku z powodu wiary w to, ze nie był to przypadek. W sensie taki np wazon od kogoś kto akurat zmarł faktycznie mógł spaść w dzień śmierci. Nieprawdziwe może być o tyle, ze to nie ta smierć ani osoba mogła być tego powodem. Ale z powodu wiary w to, ze tak jest, jego wypowiedź może nie zawierać sformułowań ukazujących, ze jest to przypuszczenie, tylko oznajmuje to w sposób ostatecznie przez siebie odebrany. Nie należy tego uważać za kłamstwo, tylko samemu odebrać to jako opowieść o przypadkach w których opowiadający wierzy, ze jego przypuszczenia okażą się prawdziwe.
Poczekam aż zrozumiesz komentarz...
Ja również ;P
Zgadzam się z tym co napisałeś, chodzi mi tylko o uznanie podobnych wypowiedzi za kłamstwo. Ostatnie zdanie. Mogło być tak ze coś się stało i akurat wtedy stało się coś innego i ta osoba nie kłamie opowiadając swoją historie. Ale jeśli dorobiła sobie do tego jakąś idee jej wypowiedź może ją oznajmująco w to wplątać. Ale nie jest to kłamstwo, nawet nieświadome. To jest opowiedzenie tego ze coś tam np pękło jak akurat w podobnym czasie ktoś od kogo to dostaliśmy się na nas wypiął. A to, że jest to sprawka sił nadprzyrodzonych to jej opinia i tak należy to rozumieć. W żadnym przypadku nie uznałabym tego za kłamstwo o ile ta osoba by powiedziała tylko to, nie próbując mi wpoić swojej ideologii
Zmarnowałem trochę czasu na przeczytanie tego i powiem Wam jedno. Wy się w zasadzie powinniście dobrze rozumieć, tylko że może nie kumacie (lub chociaż jedno z Was) że jednak Ty rozumiesz ją, a Ty Ty trytyty rozumiesz jego. Poczytajcie się trochę ze zrozumieniem. Buźka ;D
Moj brat powiesil sie, depresja zaczela sie od wujazdu do pracy w Holandii . Marihuana, towarzustwo, wywolywali do zabawy duchy ale cos sie tam stalo. Co noc twierdzil ze dusi go cos. Rzeczywiscie charczal, musielismy.go do dobudzac ze snu. Depresja poglebiala sie. W kilka lat wysoki na 2.m chlop, z dlugimi wlosami, heavy meratalowiec. Zmienil sie tam ,ze bal spac sie w nocy. Spal w dzien. W noc kiedy sie powiesil mama stwierdzila, ze widziala szatana. Stal przy jej lozku, smial sie i skakal. Wygladal jak drewniany pacholek. Za dusze brata zlozylam wiele rozancy i puelgrzymke do czestochowy. Zeby byl juz szczesliwy z Bogiem. Po ponad 15 latach, kiedy bylam.w.domu rodzinnym, na dniu mamy. Zobaczylam go katem oka, stal na drzwiach wejsciowych do domu.. tak jak zawsze stal z zalozonymi rekami i wychylal.sie patrzac na mnie. Pozdrawiam ps dla mnie tez swiat duchowy, nie materialny jest oczywisty
Świat duchowy jest częścią twojej wiary - wręcz jednym z jej fundamentów.
U mnie tez w godzinie śmierci było dziwne potrójne zapukanie jakby w okno, przy następnej również idealnie w godzinie śmierci zatrzymał się zegarek na piekarniku. A w nocy poprzedzającej smierć dziadka przyśniła mi się orkiestra dęta maszerująca przed cmentarzem gdzie pochowana jest jego mama, ona tez tam była i do mnie pomachała ale była daleko i nie spuszczała ze mnie wzroku, wydawała mi się jakaś dziwna. To był jeden z tych żywych snów po których budzisz się w emocjach i czujesz je jeszcze jakiś czas po obudzeniu. Ale ta emocja była niecodzienna, coś pomiędzy apatią, lekkim smutkiem ale z takim w opór błogim spokojem. Czułam się dziwnie pół dnia i wieczorem babcia zadzwoniła ze jak dziadek wyszedł do sklepu dostał wylewu czy udaru (nie znam się) przy czym niefortunnie uderzył się w głowę. No i wiadomo co. Mówię o tym żebyście nie zwalili na sugestie, bo nie chorował, to było nagłe. Warto przy tym wspomnieć, ze był dla mnie najważniejszą osobą na świecie. U niego zaś niby ja i jego mama zajmowałyśmy pierwsze miejsce na podium, choć podejrzewam ze miałam równie znakomite ale drugie miejsce. Może przypadki, a może nie ;)
W mojej rodzinie byla sytuacja że pękł wazon w którym były kwiaty od syna mojej cioci jak się okazalo w ten sam dzień kuzyn zmarł
1. A ja mam alternatywne wyjaśnienie. Jestem wierząca ale nie wierzę w to że człowiek po śmierci hasa sobie tu na ziemi. Myślę że śmierć to sen. I ludzie naprawdę "śpią" i czekają na zmartwychwstanie (jestem chrześcijanką). Biblia sama ostrzega przed bawieniem się w wywoływanie duchów. Te wszystkie cuda i dziwne znaki są według mnie dziełem demonów które doskonale znają przeszłość i każdego człowieka. Utwierdzają tym że "nie warto wierzyć Biblii skoro widziałem wujka który mi machał". Ale to nie był żaden wujek tylko demon który się w wujka ubrał.
Nie każdy demon jest tak samo zły, bo jeden przebierze się w stworka a drugi w postać uśmiechniętej cioci. Efekt ma być jeden - utwierdzić się w tym że ludzie mają nieśmiertelną duszę, a Biblia kłamie. Sama miałam takie historie w rodzinie, ale nigdy się tym nie przejmowałam, bo wierzę w Kogoś kto jest silniejszy niż jakikolwiek demon. Bliska mi osoba w pewnym momencie stwierdziła że Bóg ją zawiódł i woli służyć szatanowi. Serio. I jeden demon przyszedł w odwiedziny i przychodził przez kilka dni, żeby się przed nim pokłonił i zgodził się na współpracę. Na szczęście się nie zgodził i teraz woli służyć Bogu :) dla kogoś kogo chrześcijaństwo nie przekonuje mój komentarz będzie stekiem bzdur, ale jeśli tak nie jest to przede wszystkim opieraj wszystko na Biblii. I nie daj się zwieść "cudami" bo szatan też potrafi je czynić.
A to Ty myślisz że jesteś sam, i że powstałeś z kosmicznego beknięcia przez przypadek, a Twoim praojcem jest jakieś zbitek kilku pierwiastków w prazupie? Ty to dopiero jesteś wierzący :)
Ale bzdury. W takiej gazecie "Wróżka" są podobne wyznania o duchach.