#O5Wva
Może to zabrzmi śmiesznie, ale od kiedy moja dziewczyna zaczęła się odchudzać, diametralnie się zmieniła. Totalnie jej odbiło. Na początku to było zabawne, kiedy liczyła każdą kalorię, mówiła o jakimś indeksie glikemicznym, ustawiała sobie budziki na posiłki i zapisywała wszystko, co zjadła. Ale po dwóch tygodniach to się przerodziło w paranoję.
Kinga planuje sobie swoje jedzenie na cały tydzień do przodu. I nie tak „mniej więcej”, w stylu: we wtorek zjem kurczaka, a w środę placki. Tylko wypisuje każdy posiłek jaki może zjeść przez cały tydzień (nawet np. jabłko!) wraz z godziną i liczbą kalorii oraz indeksem i wartościami, jakie dany posiłek w sobie ma. Może i dałoby się to jakoś przeżyć, gdyby nie fakt, że Kinga sobie NA NIC nie pozwala i nasze życie się kompletnie zmieniło.
Kiedyś jadaliśmy wspólnie pizzę, graliśmy w gry, chodziliśmy do kina (ona uwielbia popcorn), odwiedzaliśmy różne restauracje, chodziliśmy do parku na lody itp. Teraz? Nie wychodzimy NIGDZIE. Gdziekolwiek się nie ruszy, Kinga widzi zagrożenie dla swojej diety. Nigdzie nie może pójść, bo boi się, że będzie musiała patrzeć na rzeczy, których nie może jeść. Zrezygnowała więc z większości rzeczy, które kiedyś robiła i bardzo lubiła. Przestaliśmy już nawet oglądać serial wieczorem, bo „ciągnie ją do chrupków”.
Trwa to już ponad miesiąc. Co więcej, Kinga schudła jakieś 5 kilo i cały czas dalej traci wagę. I wiecie co? Kompletnie mi się to nie podoba! Ale przecież jej nie powiem, że ten jej cały wysiłek idzie na marne. Nie mam pojęcia co zrobić, żeby odzyskać moją dawną, ukochaną dziewczynę. Lubiłem jej krągłą pupę i to, że pijemy razem piwo grając na konsoli. Teraz mam w domu fit patyka, który unika przyjemności i smacznych rzeczy, tylko biega co wieczór i chodzi do pracy, nic poza tym.
to wygląda jak piękny wstęp pod anoreksję. Bo dieta tak nie wygląda. Zaciągnij ją do dietetyka i/lub psychologa, bo może się to skończyć źle
jeszcze uzupełnię ten mój komentarz: dieta jest oczywiście ograniczeniem jedzenia, jakieś ćwiczenia itp. I to jest spoko. Ale w momencie, w którym na jej punkcie zaczyna się obsesja, osoba zaczyna odmawiać sobie czynności, które wcześniej lubiła i wręcz panicznie boi się przekroczenia diety, dodatkowo obsesyjnie liczy kalorie (które z resztą paradoksalnie nie są aż tak istotne same w sobie. na przykład przeciętny banan ma więcej, niż babeczka) to zaczyna się problem. I to duży. możesz jeszcze ewentualnie poszukać artykułów o "day off" i jej pokazać. może się przełamie
Jak dziewczyna ma hopla na punkcie diety i nie chce zmian, to do psychologa może nie dać się zaciągnąć... ale dietetyk to co innego. Dobry dietetyk powinien być w stanie jej przemówić do rozsądku, wytłumaczyć, jakie konsekwencje zdrowotne może przynieść tak restrykcyjna dieta i ustawić zdrowy plan żywieniowy, razem z dopuszczalnymi "grzeszkami", jak ukochany popcorn, pizza czy piwo.
Dieta powinna być środkiem, nie celem życia...
Pochwała dla autora, że zauważył problem u swojej dziewczyny i stara się pomóc 👍
@lucis niekoniecznie, ona nie odmawia sobie niczego co by było dla niej wartościowe. Widać że zmienia nawyki (3-6tygodni to trwa) i bardzo możliwe że trochę odpuści po tym czasie. Na początku zmian nawyków trzeba się bardzo pilnować. To co ona robi to nie zwykła dietetyka a psychodietetyka - dużo skuteczniejsza i dająca lepsze efekty. Nadal jednak oglądanie telewizji, jedzenie smieciowego żarcia itd to rzeczy które po odstawieniu działają bardzo korzystnie także nie wiem skąd przypuszczenia o anoreksji. W dodatku widać po opisie że dziewczyna wie co robi i ani się nie glodzi ani nie je za mało. Wręcz przeciwnie, planując posiłki na cały tydzień można lepiej zbilansowac dietę np w niektóre dni jeść więcej, w inne mniej, lub po prostu nie wystawiać się na działanie fast foodow.
@Xanx i właśnie dla takich komentarzy uzupełniłam swój pierwszy. anoreksja nie jest wyłącznie jedzeniem zbyt małej ilości pokarmów(o której to ilości z resztą z opisu nie wiemy nic. równie dobrze dziewczyna może jeść 2000, jak i 1000). ona jest lękiem przed jedzeniem, obsesyjnym pilnowaniem się i równie obsesyjnym dokładnym odmierzaniem każdej najmniejszej porcji. z opisu autora te rzeczy widać bardzo
Tak, ale tłumacze Ci że może to być tylko efekt wyrabiania nowych nawyków. Coś staje się naszym nawykiem średnio po 3-6 tyg a maksymalnie po 60 dniach. W tym czasie najważniejsze to się pilnować i nie robić odstepstw. W dodatku odmawianie sobie fast foodow czy seriali działa tylko na jej korzyść, nie rozumiem poparcia dla autora, który to spędza czas na serialach i chipsach a wpedzanie w choroby kogoś kto zmienia styl życia na (o ile z głową) zdrowszy. Z tego opisu jedyne co mi przychodzi do głowy to że dziewczyna ma pojęcie o tym co robi.
@Xanx ale wcześniej lubiła seriale, usiąść od czasu do czasu z partnerem, polenić się. to nie są złe rzeczy i nie wiem, jaki Ty masz z nimi problem. nie wszystkie przyjemności muszą być produkrtywne, dodatkowo to nie jest tak, że dziewczyna odmawia bo już nie chce, bo ją nudzą czy coś, a wyłącznie przez jedzenie. rezygnowanie z rzeczy, które się lubi wyłącznie przez wzgląd na jedzenie nie jest zdrowe
@Xanx aczkolwiek inna sprawa, że autora też bym się mocno czepiła. bo z jego stylu pisania wynika, jakby na przemianę dziewczyny patrzył tylko pod swoim kątem, w ogóle nie wnikając w jej stronę, nie próbując zrozumieć. w końcu co by szkodziło, gdyby się z nią trochę przebiegł na przykład, spróbował zrobić dietetyczne chrupki do oglądania (choćby z marchewki). ale to jest już trochę inna kwestia
Mając tylko zdawkowe dane nie są się spojrzeć na to szerzej. Ogólnie takie odmozdzanie się nie musi być źle ale często bywa tak że zmieniając jedna część naszego życia, zaczynamy zmieniać coraz więcej. Dodatkowo ona może po prostu nie mieć czasu i wybiera trening ponad seriale. Wg mnie warto dać jej czas, zobaczyć w która stronę to pójdzie żeby ani sobie krzywdy nie zrobiła ani też autor jej nie zrazil do diety. Póki co wydaje mi się że nie ma co wmawiać chorób czy ciagac jej po psychiatrach, często jest też tak że na samym początku trochę człowiek wariuje bo skoro podjął się czegoś to chce zrobić to najlepiej jak się da a z czasem może trochę przystopować.
Jest takie nowe słowo jak "ortoreksja" - obsesja na punkcie kontrolowania tego, co się je, ale bez drastycznego ograniczania ilości. To może być to.
Ortoreksja to patologiczna obsesja na punkcie spożywania zdrowej żywności i to jest głównym kryterium. Ilość jedzenia również jest w pewnym sensie częścią tego, bo jeść za dużo / za mało to niezdrowo.
Akurat ustawianie dokładnych posiłków i czas ich jedzenia na parę dni do przodu to bardzo dobry pomysł, sam tak robię.
Plot twist: autor jest feedersem, upasł swoją dziewczynę tymi chrupkami, lodami i popcornem, a teraz nie pasuje mu, że dziewczyna poszła po rozum do głowy i nie chce ważyć 120kg.
W taki sposób można skomentować dosłownie prawie każde wyznanie, tylko po co?
Może ona nie lubiła "krągłej pupy". Pomyślałeś o tym?
Fragment, że nie powie je, że ten wysiłek idzie na marne mnie rozwalił.
Można mieć krągłą pupę i być w prawidłowej wadze
Okej, czy ktokolwiek jest w stanie mi wytłumaczyć, co złego niby jest w tym, co robi jego dziewczyna?
Średnio raz na kilka tygodni płaczę, że nie potrafię zachować motywacji, by cały czas zachowywać się jak ta dziewczyna z wyznania. Nie widzę niczego złego w jej zachowaniu po za zaniedbywaniem bycia z chłopakiem, ale z opisu wynika, że on też nie jest lepszy.
Dlaczego "on też nie jest lepszy"?
@Okrawian Pewnie dlatego, że związek polega na jakiejś rozmowie chociażby, a autor stwierdził że przecież jej nie powie, że jemu to nie pasuje.
@Okrawian bo on też mógłby się wysilić i, np. zacząć z nią biegać by razem spędzać czas. Czemu mają zawsze robić tylko i wyłącznie to, co autor lubi?
Bo jest różnica między zdrowym trybem życia, a byciem niewolnikiem swojej diety. To jest normalne, że laska nie chce wyjść do kina albo obejrzeć serialu, żeby jej nie korciło do innego jedzenia?
Dziewczyna się odchudza dopiero od miesiąca, a ty już widzisz w tym jakiś problem? Ona widocznie widziała potrzebę zmiany diety i zrzucenia kilogramów, które jej ciążyły. Powinieneś ją wspierać - pogratulować, że nie ma słomianego zapału i traktuje odchudzanie na poważnie, a nie narzekać w necie na to, że ona już nie chce się wspólnie z tobą obżerać. Jej wysiłek absolutnie nie idzie na marne, bo wyobraź sobie, że świat nie kręci się wokół ciebie i ona na 99.9% nie odchudza się po to, żeby się podobać tobie czy komukolwiek innemu.
Zależy ile ważyła, jeśli na przykład ważyła od początku niewiele i była niska to takie 5 kg może byś sporą stratą, ja mam 170 i jak straciłam około 5 kg w skutek choroby to byłam w stanie to zauważyć, i poczuć. Choć to też mogła być choroba nie jestem pewna jak długo miały by się skutki utrzymywać, mogłam jeszcze stracić dodatkowy kilogram, ale 5 kg dla dziewczyny niższej i również nie grubej może być naprawdę sporą stratą
Idzie na marne? Koleś ona nie robi tego dla ciebie tylko dla siebie
“Kompletnie mi się to nie podoba! Ale przecież jej nie powiem, (...) Nie mam pojęcia co zrobić.”
A może przestałbyś myśleć tylko o sobie ?
Bo przede wszystkim widać jak się uskarżasz na zmianę twojego wygodnego stylu życia. Schabowego byś chciał i baby przy garach, co nie :>
Strasznie mnie zdenerwowałeś tym wyznaniem. Mam wrażenie że traktowałeś kompleksy swojej dziewczyny jako wydziwianie, jak zaczęła się odchudzać to z się z tego śmiałeś a jak przestała się podobać tobie to masz pretensje. Bije z tego wyznania strasznie negatywna energia i ignorancja...
A z tego komentarza bije nadinterpretacja.