#O10XS
Dawno, bardzo dawno temu żyłem sobie na wsi ja - sześcioletni brzdąc, którego ulubioną zabawą było bieganie po okolicznym lesie. W tamtych latach bardzo powszechne było puszczanie psów na pole, bo "co się może stać?".
Rzecz miała miejsce w lato, kilka dni po moich urodzinach. Było okropnie gorąco, więc wraz z dwójką moich przyjaciół (dajmy na to Ewą i Adamem) wyruszyliśmy szukać przygód i trochę orzeźwienia. Tego dnia, wyjątkowo, zamiast jak zawsze iść przez krzewy oraz krzaki, wybraliśmy leśną dróżkę. Mało kto tamtędy szedł, głównie przez to, że nigdzie ona nie prowadziła. My jednak się wyłamaliśmy i ruszyliśmy przed siebie. Jaki to był błąd...
Bawiliśmy się dość długo, na tyle, że gdy wreszcie postanowiliśmy wracać, to słońce zaczęło znikać. Mieliśmy może 500 metrów od swoich domów, gdy usłyszeliśmy za sobą warczenie. Staliśmy jak wryci, a serca przyśpieszyły tempa. Nie musieliśmy się nawet odwracać, by wiedzieć czyje to były psy.
Sekundy stawały się godzinami, a wszystko zdawało się odgrywać w slow motion. W końcu jedna udało nam się ruszyć, każdy w swoją stronę. Największego farta miała Ewa; biegła za nią tylko jedna bestia, a w dodatku po drodze spotkała swojego zmartwionego tatę, który ukatrupił dziada na miejscu. Ja i Adam nie mieliśmy tyle szczęścia.
Trzy mniejsze psy dopadły go u wyjścia z lasu, mnie największy dopadł ze sto metrów od domu. Nie bardzo wiem, co się dalej działo. Czułem tylko przeszywający ból na twarzy i w okolicach prawej ręki. W dodatku w pewnym momencie wszystko stało się czarne.
Obudziłem się w szpitalu cały obolały. Praktycznie całe moje ciało, włącznie z głową, było czymś owinięte. Nie mogłem się ruszać, a moja prawa dłoń stała się jakby nieobecna. Słyszałem jedynie szloch mojej mamy oraz słowa lekarza "został prawie zjedzony żywcem". Sens tych słów zrozumiałem dopiero później.
Nie wiem, ile byłem w szpitalu. Przez leki podawane w dużych dawkach straciłem rachubę czasu. Później i tak siedziałem w domu, a lekcje miałem prowadzone indywidualnie.
Nigdy więcej nie spotkałem już Adama, przynajmniej żywego - tę zabawę przypłacił życiem, podobno zwierzęta go dosłownie rozerwały. Pewnie podzieliłbym jego los, gdyby nie sąsiedzi wracający z poszukiwań. Z Ewą nie utrzymuję kontaktów.
Właścicielem psów był znany wszystkim pijak, który uznał, że będzie zarabiał poprzez nielegalne walki. Zmarł w więzieniu.
Żałuję, że rodzice nie nagłośnili tej sprawy. Mija już prawie czterdzieści lat od tamtego czasu, a ja nadal czuję żal.
Błagam, nawet jeśli macie małe yorki: dopilnujcie, by zawsze były na waszej posesji. Na spacer bierzcie smycz i kaganiec, a nie wymówkę "on chcę się tylko pobawić". Przez głupotę innych to niewinni cierpią.
Mi właśnie minęło 10 lat od pogryzienia przez psy. Nadal sobie z tym nie poradziłam
Bardzo mi przykro mogę sobie tylko wyobrazić jaki to ból. Sama zostałam w dzieciństwie pogryziona przez psa, który "daj spokój on nie gryzie". Nie zrozumiem właścicieli szczególnie dużych psów, które puszczają bez smyczy. Nie interesuje mnie czy on chce sie bawić, gryźć czy cokolwiek MA SIĘ TRZYMAĆ Z DALEKA. Poza tym noszę gaz pieprzowy przy sobie i liczę, że nigdy nie będę zmuszona go użyć.
Moja historia nie ejst tak dramatyczna jak Twoja, ale tez zostałam w dzieciństwie pogryziona przez psa, który biegał luzem - bo w ten sposób wyprowadzał go na spacer pan pijaczek. Strach pozostał i niesamowitą złość budzi we mnie spychanie na margnes tego strachu - przecież to tylko pies, pies to najlepszy przyjaciel i pies lata bez smyczy, bo sie musi wybiegac i pobawić. Przepadam za zwierzakami, mam kilka w domu i żadnego psa bym nie skrzywdziła (chyba że w samoobronie), ale chciałabym tez troche zrozumienia. Nie każdy zna moją historię, ale bagatelizowanie mojego strachu niesamowicie mnie złości
Mnie też złości gdy w tv np mówią że ktoś został pogryziony przez psa i co słyszę? ,,Biedny piesek " no ale ciekawe gdyby to właśnie ta osoba która tak mówi zostałaby dopadnięta przez tego biednego pieska...
PiraniaxD- w dużej mierze to jest jednak biedny pies. Nawet te najgorsze rasy przy odpowiednim wychowaniu stają się potulnymi psiakami. Jeśli zwierzak od początku uczony jest agresji, boi się najmniejszego zagrożenia to będzie atakować. A wielu ludzi nadal uważa, że krzyk i bicie to szkolenie psa. Oczywiście uważam, że pies powinien chodzić na smyczy i w kagańcu, bo chociaż sama się psów nigdy nie bałam to są ludzie, którzy odczuwają strach, ale mimo wszystko kiedy słyszę o pogryzieniach przez psa to jednak myślę, że to nie pies jest tutaj potworem.
Często widać komentarze biedny piesek, pewno go uśpią, to nie jego wina. Wkurza mnie to niemiłosiernie. No sorry nikt nie będzie ryzykował, że zagryzie kolejne dziecko. To tak jakby mówić o mordercy, że bidny bo tak wychowany był i puście go wolno.
Tylko pamiętajmy, że psy to nie ludzie. I to chore żeby oskarżać zwierze za złe wychowanie przez ludzi. Sama przeżyłam traume pogryzienia, ale nigdy nie miałam pretensji do psa, tylko do właściciela, który zignorował wszelkie sygnały. Łagodnym głosem poprosiłam żeby zawołał swojego psa, bo nie czuje sie komfortowo. Wiedziałam co się święci, ale to wina tego człowieka, że nie podjął żadnego działania. Szkoda mi tego psa mimo, że mnie pogryzł. Widocznie został wychowany w ignorancji i braku wychowania. Oskarżam i wyłącznie tego typa.
Pies się sam „nie puszcza” i nie wychowuje, nie robi tego złośliwie, tylko tak został skrzywiony przez człowieka - któremu nic nie zrobią, bo to przecież pies jesy agresywny i prawdopodobie przepłaci za ludzkie błędy życiem. Też jestem ofiarą pogryzienia i też się psów boję - szczególnie tych pimpków, co przecież małe to krzywdy nie zrobi i wychowywać nie trzeba. Odpowiedzialność za wychowanie pimpka i za to, żeby był na smyczy ponosi właściciel.
@BlackMirror psy zazwyczaj nie gryzą dla frajdy. Albo jest chory psychicznie, szczuty przez właściciela albo został sprowokowany (przez właściciela lub ofiarę, bo i tak się zdarza). Często są to też psy maltretowane przez ludzi i atakują ze strachu.
W 99% przypadków to jest biedny piesek, bo trafił mu się nieodpowiedzialny lub patologiczny właściciel albo został otoczony przez "miłośników psów" i się wystraszył i to on zapłaci za to najwyższą cenę. Dopóki w Polsce nie będzie funkcjonowało bronienie zwierząt przed sądem i zgoda na atakowanie w samoobronie, dopóty każdy z nich będzie biednym pieskiem.
BlackMirror-nie zrozumiałaś/eś co napisałam w komentarzu. Morderca często cierpi jeszcze na jakieś zaburzenia psychiczne i wychowanie nie ma na to wpływu, skoro się taki urodził. Pies natomiast jest wychowywany przez ludzi, nauczony agresji będzie reagował agresją. Usypianie zwierzaka to dla mnie znieczulica, bo jak przedmówcy mówią człowiek najczęściej za to odpowie co najwyżej jakimś śmiesznym wyrokiem, a pies przepłaci życiem. Zauważ, że często ten zagryziony/pogryziony dzieciak to ten, którego rodzice stwierdzili "idź, pogłaskaj słodkiego pieska". I kto jest tu winny? Pies czy człowiek?
Może i macie rację, może i nie że to kwestia wychowania. Mój pies jest zwykłym kundelkiem, który jest traktowany lepiej jak małe dziecko. Nigdy nie oberwał ani nic. A i tak potrafi bez powodu się z zębami rzucić. ;/
@PiraniaxD właśnie dlatego tak robi bo brak mu wychowania. Pies to nie dziecko. Musi być wychwany i wytresowany. To część obowiązku posiadania psa. Moje psy chodzą bez smyczy i będą chodzić. Do tego bez kagańców. Natomiast są szkolone, więc jak je wołam to przychodzą, jak nie wolno im podejść do człowieka lub innego zwierzęcia to nie podchodzą. Tak zostały wychowane i wytresowane że nie stanowi to najmniejszego problemu. Winę zawsze ponosi człowiek. Zawsze. Oczywiście nie mówię tutaj o autorze postu któremu niezmiernie współczuję. To winna debilnych ludzo którzy mają psy a nie potrafią i nawet nie próbują swoich psów wychowywać. Alkoholicy do tej pory mają psy, krzywdzą je, lub te psy biegają samopas i krzywdzą innych. Wystarczyło by proste prawo zakazujące osobom uzależnionym posiadania zwierząt i o wiele zmniejszyła by się liczba takich strasznych incydentów. Ale cóż...
Ta historia bardzo mną wstrząsnęła, szczerze mówiąc. Nie wyobrażam sobie przejść przez coś takiego
Uczcie swoje dzieci jak się zachować przy spotkaniu z agresywnym psem! Jak schować palce, uszy, twarz... Są instrukcje.
Moje dziecko miało w przedszkolu wizytę policjanta. Wielkie wydarzenie, wierszyki, biale bluzki itd.
W domu, na pytanie co policjant opowiadał, usłyszeliśmy instrukcję jak się zachować przy ataku psa!
Najpierw mi sie to nie podobało. Ale teraz myślę że to ma sens!
Czemu Ci się to nie podobało?
Pewnie tak dla zasady.
Właśnie?
@Wiskyihejz
Bo pomyślałem: po co straszyć takie maluchy.
Dzięki za pytanie :-) Właśnie miałem to dopisać, bo to może być częsta obiekcja u rodziców.
Mi by się nie podobało głównie, że kazali się stroić jakby nie wiadomo co się działo, a to tylko pogadanka o bezpieczeństwie.
@zxzxzx Tak! Racja! To przedszkole robi za dużo zamieszania tego typu.
Przestraszone A żywe czy nieświadome i martwe?
Bardzo Ci współczuję. Lubię biegać i niestety bardzo często widzę psy puszczone luzem i latające między ludźmi, w tym małymi dziećmi. I to niezależnie, czy na wsi, czy w mieście. Kiedyś duży labrador skoczył mi na plecy (biegłam, ale widziałam go z daleka, więc zwolniłam do chodu). A i tak skoczył, łapy oparł mi na ramionach i szczekał. Niedaleko był właściciel. Jego reakcja? "On się tylko bawi"... Udało mi się go zwalić, miałam dużo szczęścia. Od tego czasu biegam wyłącznie z gazem pieprzowym w ręce
Kocham zwierzęta, ale jak widzę takie bestie, które by mi najchętniej gardło przegryzły, a ktoś mówi hehe on nigdy nic nikomu nie zrobił, pewnie kota wyczuł od ciebie i dlatego szaleje. Wolę koty przynajmniej mnie zagryzą. A jak mnie zjedzą to już po śmierci mi wszystko jedno będzie.
Radziłbym skończyć z komentarzami typu: "To wina właściciela, to przez niego te pieski się tak zachowywały. Na pewno je źle traktował!" Zamiast tego proponuję przyjąć do wiadomości, że mimo iż psy zostały udomowione przez człowieka, to nie znaczy, że zatraciły swoje dawne instynkty. Każdy psiak może wykazywać agresywne zachowania w różnych sytuacjach i nic tego nie zmieni. Niektóre rasy są agresywne, BO TO PO PROSTU ICH NATURA. Miałem już do czynienia z różnymi psiakami, więc wiem co nieco o tym. Np. moi kuzyni mają psa z gatunku tych agresywnych właśnie. I tu teoria o tym, że zachowanie i charakter psa zależy od wychowania, bierze w łeb. Wiecie dlaczego? Kuzyni zajmują się nim od szczeniaka, i mogę zaświadczyć, że znają się na tym, więc psiak wychowanie odbiera podręcznikowe. I zgodnie z tą teorią, powinien on być potulny jak baranek, jeść przy stole i nawet grać w szachy. A co robi zamiast tego? Warczy na każdego kto się zbliża, uderza w meble zrzucając przedmioty z półek, a cioci dosłownie POŻARŁ firankę. I co? Gdzie jest popełniony błąd?
Inna sprawa. Pies ZAWSZE powinien być na smyczy poza domem. Mam labradora. Pies łagodny i milutki. Przymila się do każdego, ale ożywia się gwałtownie na widok jedzenia (od razu wyjaśniam: karmię go jak należy, dietę ma skonsultowaną z weterynarzem). Wiem, że ma łagodny charakter, ale wiem też, że swoje waży. I że w parku może gwałtownie podbiec do jakieś osoby, żeby załapać się na żarełko, albo żeby się po prostu przywitać. I tak: gdyby nie smycz już parę razy rzuciłby się na dziecko albo na inną osobę. I choćby to nie było jego celem, to i tak może zrobić komuś krzywdę swoją masą. Dlatego tak ważna jest smycz.
Rozpisałem się trochę, ale mam nadzieję, że komuś to otworzy oczy. A tobie autorze szczerze współczuję
Brawo za odpowiedzialność! Nareszcie ktoś kto rozumie, że jego pies nie musi być szczególnie agresywny aby przypadkowo zrobić krzywdę. Po to jest smycz i super!
Aż mnie całą skręca w środku. Czytając takie historie włącza mi się tryb ostrej psychozy i miałabym ochotę zrobić tym psom krzywdę, a nie tylko je unieszkodliwić. Wiem, że to nie zwierzak jest winien, tylko właściciel, ale chyba nigdy nie pozbędę się tego uczucia, gdy widzę wolnobiegajacego, dużego psa typu "on się chce tylko pobawić". Moja przygoda skończyła się tylko zębami w udzie, nawet mięsień nie został mocno poszarpany, ale ten strach i ból nie jest do zapomnienia.
Zakup gaz pieprzowy, niedroga sprawa, a gwarantuje poczujesz się psychicznie lepiej. Nie będziesz ofiarą, która nic nie może zrobić. Właśnie możesz! Niektóre są wielkości szminki, w każdej kieszeni się zmieszczą.
Mieszkam pod lasem, dlatego często jak wracam po zmroku do domu spotykam różne zwierzęta - głównie psy i dziki. Zastanawiałam się nad zakupem gazu, ale nie wiem jak może zadziałać na te zwierzęta. Tak samo jak na ludzi? Bomdiaa, jesteś w stanie się wypowiedzieć na ten temat?
Może faktycznie byłoby to dobre rozwiązanie. Z drugiej strony boję się, że na wielkiego bydlaka zadziała to w taki sposób, że po prostu jeszcze bardziej go wkurzę i rozjuszę :/
Co za bzdury się tu wypisuje...A co za różnica czy lwy i tygrysy występują W Polsce? Nie ma żadnego znaczenia. Bo psy atakują również nie tylko w Polsce. Poza tym mówimy o zwierzętach udomowionych. A jest wiele przypadków wychowywania lwiatek od małego.. potem coś poszło nie tak i.. No cóż. Nie ważne czy to kot czy pies. Zwierzę to tylko (albo aż) zwierzę. Nawet najlepiej wychowany pies może pod wpływem jakiegoś bodźca zachować się agresywnie. A gdyby koty były wielkości psów.. działo by się to samo.